Skończyłam czterdzieści pięć lat i zapragnęłam wyjechać z tętniącego życiem miasta w spokojniejsze miejsce. Sprzedałam więc mieszkanie i kupiłam dom na wsi. Nie chciałam zajmować się gospodarstwem, ogrodem ani niczym podobnym, ale chciałam spędzać wieczory na własnym podwórku z moim ukochanym psem. To miła chwila wytchnienia od zgiełku i pośpiechu. Wybierając domek, zwracałam uwagę na wiele czynników, z wyjątkiem jednego – sąsiadów. Ku mojemu ubolewaniu, miałam do nich pecha, a konkretnie do jednej sąsiadki.
Pewnego pięknego ranka wyszłam na podwórko z filiżanką kawy i znalazłam brudne ubrania wiszące na wspólnym płocie. Nie podobało mi się to, więc postanowiłam zapytać sąsiadkę – słodką starszą panią.
– Dzień dobry! Proszę mi powiedzieć, dlaczego Pani wiesza swoje ubrania na wspólnym płocie? Ulegną zabrudzeniu.
– A dlaczego siedzisz na podwórku od rana do nocy? Nic nie robisz, tylko smażysz kebaby. Mam dość ich zapachu, więc sprzątam w szopie. W przerwie na lunch wieszam ubrania robocze na płocie. Nie chcesz na to patrzeć, to podziel się kebabem. – Odpowiedziała sąsiadka.
Babcia wydawała się bardzo miła, ale w rzeczywistości taka nie była. Nie chciała rozmawiać spokojnie, więc nie udało nam się wypracować wspólnego rozwiązania. Zazwyczaj nie widuję staruszki na podwórku, ale gdy tylko zaczynam grillować kebaby, ona natychmiast wychodzi, żeby posprzątać stodołę i powiesić ubrania na płocie. W końcu nie wytrzymałam i podzieliłam się szaszłykiem. W domu chcę odpocząć i wyciszyć się, a nie denerwować się niepotrzebnymi rzeczami.



