Dowiedziałam się, że znowu jestem w ciąży, gdy nasz pierwsza córka miała półtora roku. Oczywiście bałam się, co teraz będzie. Nie było mowy o aborcji. Córka w tym czasie jeszcze nie umiała sama jeść, dopiero nauczyła się chodzić, cały czas potrzebowała mojej stałej opieki. W dodatku często była marudna, a ja nawet nie wiedziałam, o co jej chodzi.
W nocy ciągle często się budziła, ale niestety, nic nie było w stanie wtedy jej uspokoić. Czuła się wypoczęta i potrafiła np. zażądać włączenia jej kreskówek.
Po takich „atrakcjach” macierzyństwo nie wydawało mi się już czymś najpiękniejszym na świecie. Byłam szalenie zmęczona i zdenerwowana całą tą sytuacją. Próbowałam się jednak trzymać i miałam nadzieję, że wkrótce będzie lżej.
Mimo tych wszystkich ciężkich doświadczeń chciałam mieć drugie dziecko. Byłam pewna, że kolejne dziecko na pewno będzie inne — spokojniejsze — i poradzę sobie z nim lepiej. Było jednak jedno „ale”… Mój mąż nie był gotowy na kolejne dziecko w tak krótkim czasie. Było jednak za późno na jakiekolwiek dyskusje, bo byłam już w ciąży. Kiedy mu o tym powiedziałam, zapytał zaskoczony:
– Jak będziemy żyć po narodzinach drugiego dziecka?
Mąż martwił się nie tylko o finanse, ale także o to, że jeśli drugie dziecko będzie podobne do naszej córeczki pod względem zachowania, to oboje w końcu nie wytrzymamy takiego napięcia i to odbije się na naszej relacji. Jednak zaczęłam go przekonywać i dawałam wiele argumentów na to, że tym razem będzie inaczej. Jeśli chodzi o finanse, to na pewno sobie poradzimy, a co do córki, to z wiekiem jest coraz grzeczniejsza i zachowuje się coraz lepiej.
Mieliśmy też rzeczy po córce takie jak wózek, wanienka, nocniczek, dzięki czemu nie musieliśmy za wiele kupować. Co do ciuszków, to teraz są inne czasy i nawet chłopca można ubrać w różowe ciuszki.
Oczywiście trzeba było wydać pieniądze na różne drobiazgi, ale to były naprawdę niewielkie wydatki. Starałam się dorabiać i sama kupować większość z tych rzeczy, aby nie denerwować męża. Wiedziałam, że jest mu tak ciężko, więc szukałam wyjścia z tej sytuacji i starałam się być dla niego wsparciem.
Dzięki Bogu ciąża przeszła bez problemu, a poród przebiegł sprawnie.
Z synem naprawdę nam się poszczęściło, to całkowite przeciwieństwo naszej córeczki Ani. Przy nim przesypiamy całe noce, odpoczywamy i nie męczy nas wiecznymi fochami i krzykami. Nawiasem mówiąc, mąż dostał awans i kwestia finansowa również rozwiązała się sama.
Nigdy nie żałowaliśmy, że zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, ponieważ dzieci są szczęściem, a skoro Bóg dał dziecko, to trzeba je przyjąć.
