Jak ciotka przygarnęła swojego siostrzeńca

Moja rodzina mieszka w małej wiosce. Rodzice mają szklarnie, uprawiają warzywa i w ten sposób zarabiają na życie. Ukończyłem szkołę z wyróżnieniem i poszedłem na studia w stolicy. Kiedy pojawiła się kwestia mieszkania, mama postanowiła zwrócić się do swojej siostry, która od dawna mieszkała w stolicy.

Ciocia Teresa wyszła za mąż za mężczyznę z zamożnej rodziny, mieszkają w dużym czteropokojowym mieszkaniu, więc moja mama myślała, że znajdzie się miejsce dla jej siostrzeńca. Stosunki między siostrami nigdy nie były ciepłe i serdeczne. Ich ojcowie byli różni, a dziewczynki zawsze się o cos spierały.

Matka zadzwoniła do siostry i poprosiła ją, aby przyjęła mnie do siebie. Ciocia Teresa zapytała, czy nie ma innych możliwości. A kiedy mama powiedziała że”nie”, zgodziła się.

Musieliśmy zabrać nie tylko moje rzeczy, ale także, w miarę możliwości, jedzenie z ogrodu, przetwory, świeżo upieczony chleb i ciasta. Moja mama zadzwoniła wcześniej do cioci Teresy, uprzedziła ją, że wyjeżdżamy i poprosiła, żeby po nas wyjechała, ponieważ mama nigdy nie była u niej w odwiedzinach i nie miała pojęcia, dokąd pójść jak wysiądziemy na stacji. Ciotka powiedziała, że będzie bardzo zajęta i po prostu podyktowała adres. Uwzględniono przy tym fakt, że sama prowadziła samochód i mogła po nas przyjechać.

O 10 rano dzwoniliśmy już do drzwi, ale kiedy ciocia otworzyła, wydawało nam się, że dopiero się obudziła. Byłoby to zrozumiałe, przecież nie mieli dzieci, nie trzeba było nikogo odwozić do szkoły, mogła dłużej pospać, ale ciocia powiedziała nam, że będzie bardzo zajęta i dlatego nie może się wcześniej z nami spotkać. Ciocia pokazała mi, gdzie mam położyć prezenty, wskazała mój pokój i wezwała mamie taksówkę na dworzec. Nie zaproponowano jej nawet herbaty. Tak, moja rodzina nie jest zbyt gościnna – pomyślałem. Mama wyszła, a ciocia poinstruowała mnie, że mam wychodzić z pokoju tylko w nagłych wypadkach, łazienka nie powinna trwać dłużej niż 10 minut, produkty mam kupować sam i gotować również. Byłem zaskoczony, bo nie byłem przygotowany na taki obrót spraw. Przypomniałem sobie, co przynieśliśmy z mamą i pomyślałem, że to powinno wystarczyć na kilka dni.

Kiedy zapytałem ciocię, co mogę wziąć z przyniesionego jedzenia, powiedziała, że już go nie ma, konserwy się zepsuły, a warzywa zgniły i wyrzuciła je. W lodówce zobaczyłem znajome zaczęte słoiki i zdałem sobie sprawę, że mieszkanie tutaj byłoby dla mnie nie do zniesienia, lecz nie powiedziałem nic mojej krewnej. Zadzwoniłem do mamy i opowiedziałem jej o moim pierwszym dniu w mieszkaniu z ciotką, więc zdecydowaliśmy, że zamieszkam z kolegą w akademiku. Płacenie tam nie było bardzo drogie, na takie wydatki mogli sobie pozwolić moi rodzice. Wkrótce sam zacząłem pracować na pół etatu i płacić za swoje jedzenie, żeby jakoś pomóc rodzicom.

Taka jest postawa krewnych, czasami obcy ludzie są bliżsi niż rodzina.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 − siedem =

Jak ciotka przygarnęła swojego siostrzeńca