Historia o tym, jak pies pewnego dnia znalazł mi męża

Jak pies pewnego dnia znalazł mi męża

Od dzieciństwa marzyłam o tym, by mieć psa, ale dopiero w wieku 36 lat spełniłam swoje marzenie. Zupełnie przypadkiem dostałam pewnego psa, miał jakieś 8 lat. Dobrze wychowany, inteligentny – widać, że dobrze wyszkolony. Był z niego jednak kawał psa, bo to mastiff angielski o wadze 70 kg.

Dosłownie w ciągu miesiąca bardzo przywiązałam się do swojego nowego przyjaciela, a on na swój sposób przejął nade mną władzę. Na spacerach zachowywał się idealnie, nie szarpał smyczy, nie reagował na inne psy i odgradzał mnie swoim ciałem od podejrzanych typów.

Były właściciel od czasu do czasu odwiedzał swojego starego przyjaciela i czasami z nim wychodził na spacer. Pies jest przyjazny, pozwala dzieciom się głaskać i nie obraża się, gdy ciągną go za uszy.

Pewnego zimowego dnia z Klopsikiem (tak się wabił) wyszliśmy na kolejny spacer. Na zewnątrz był lód i było naprawdę ślisko. Nie trzymam psa na smyczy, bo wiem, że nie jest agresywny i chodzi u mojego boku, nie opuszczając mnie na krok. Nagle pies zauważył jakiegoś mężczyznę i zaczął do niego ze wszystkich sił biec. Machał pociesznie ogonem i widać było, że cieszy się na jego widać.

Ja z daleko nie do końca widziałam, kto to jest, dlatego uznałam, że to musi być były właściciel. Bo jakim cudem biegły tak radośnie do kogoś obcego? Postanowiłam jednak za nim pobędzić i to sprawdzić, niestety przez lód ślizgałam się i nie mogłam pojawić się tam tak szybko, jakbym chciała.

Mąż nie pomaga mi w niczym, a do mnie ma same pretensje i listę wymagań. Nie chcę tak dalej żyć

Kiedy byłam bliżej zauważyłam, że to jakiś obcy facet. Stał zszokowany, najwidoczniej bał się, że pies chce mi zrobić krzywdę, skoro tak do niego pędzi.

Krzyknął ze strachem w głosie „stać!” i dopiero wtedy pies zamarł. Stanął dosłownie kilka centymetrów od mężczyzny. Przeprosiłam speszona tego mężczyzna i kontynuowałam spacer z psem, chociaż lepiej powiedzieć, że próbowałam to robić. Pies tego dnia podbiegał w ten sam sposób do każdego mężczyzny i krótki spacer zamienił się w 60 minutowy koszar. Pies biegnie, ja wkręcam się w smycz, a przechodnie się boją. Nigdy nie sądziłam, że tak wielu dużych i krzepkich mężczyzn potrafi krzyczeć tak cienkim głosem.

Ostatni mężczyzna na którego wpadliśmy, był zaskakująco odważny i nie zraził się całą sytuacją. Pogłaskał psa i zapytał o rasę. Pies przylgnął do niego jak do kogoś bliskiego. Poznaliśmy się i przez resztę czasu spacerowaliśmy już we trójkę. Mój zwierzak przestał „molestować” innych przechodniów. Znalazł najwyraźniej tego, kogo szukał.

Wictor zaczął coraz częściej towarzyszyć nam podczas spacerów. Tak minął miesiąc. Rozmawialiśmy się pdoczas tych spotkań, śmialiśmy się, dobrze się bawiliśmy. Okazuje się, że najwidoczniej mój duży i niezależny pies był zmęczony czysto kobiecym stowarzystwem i szukał dla siebie męskiego przyjaciela, a dla mnie męża. Udało mu się to, bo już od dwóch lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 1 =

Historia o tym, jak pies pewnego dnia znalazł mi męża