Głupia Anka? Tak wszyscy o niej mówili. Od piętnastu lat była żoną swojego męża, wychowywali razem d…

Głuptaska

Każdy uważał Anię za głuptaskę. Z mężem była już piętnaście lat. Mieli dwoje dzieci: Dorotkę, czternastolatkę, i siedmioletniego Franka. Mąż zdradzał ją niemal otwarcie. Pierwszy raz w drugi dzień po ślubie z kelnerką na przyjęciu. A potem już nawet nie liczyła, ile razy. Koleżanki próbowały otworzyć jej oczy, ale Ania tylko uprzejmie się uśmiechała i milczała.

Pracowała w fabryce zabawek, jako księgowa. Wynagrodzenie, jak twierdziła, było bardzo skromne, a pracą zasypywali ją po uszy. Zdarzało się, że musiała zostawać także w weekendy. Przy raportach kwartalnych i rocznych właściwie nie zaglądała do domu nocami.

Mąż zarabiał bardzo dobrze. Ale gospodyni z Ani też była kiepska. Ile by jej nie dał, wiecznie nie wystarczało na zakupy, lodówka świeciła pustkami, a na stole ewentualnie pojawiał się barszcz i kotlety z makaronem. Tak to leciało. Wszyscy wokół dziwili się, gdy widzieli Mirka z nową kochanką. Często też wracał do domu, jak to mówią, suchy jak wiór.

Ta Anka to dopiero naiwna, kto by tyle z takim wytrzymał kręciły głowami sąsiadki.

W dniu, gdy Franek kończył dziesięć lat, mąż wrócił i zakomunikował, że chce wziąć rozwód. Powiedział, że się zakochał i rodzina przestała mu pasować.

Nie obrażaj się, Ania, ale wnoszę o rozwód. Jesteś zimna jak lód, a i porządnej gospodyni z ciebie nie ma.

Zgadzam się na rozwód odpowiedziała spokojnie.

Mirek aż się zapowietrzył. Spodziewał się awantury, łez i krzyków. A tu taka cisza, taki spokój?

No to pakuj rzeczy, ja nie będę przeszkadzał. Jutro wrócę, zostawisz klucz pod wycieraczką.

Ania tylko dziwnie uśmiechnęła się i spojrzała na niego. Coś mu się w tym wszystkim nie zgadzało, ale od razu wyrzucił to z głowy, marząc już o nowym życiu bez żony i dzieci.

Następnego dnia wrócił z nową wybranką. Zajrzał pod wycieraczkę klucza nie było. Wkurzył się.

Nic. Wymienię zamki i po kłopocie.

Spróbował jeszcze włożyć swój klucz do zamka, ale bez skutku. Zadzwonił do drzwi. Otworzył mu potężny facet w kapciach i szlafroku.

Czego pan tu?

To mój dom odparł niepewnie Mirek.

Z tym bym się nie zgodził. Ma pan dokumenty? Proszę pokazać.

Dokumentów, oczywiście, nie miał przy sobie. Do mieszkania go nie wpuszczali. Przypomniał sobie nagle, że przecież ma zameldowanie w paszporcie. Zaczął nerwowo przeszukiwać torbę. W końcu znalazł.

O, proszę bardzo powiedział, pokazując paszport z adresem.

Gość w szlafroku rzucił okiem na papier i uśmiechając się krzywo oddał mu paszport.

Kiedy ostatni raz pan na to patrzył?

Mirkowi serce podeszło do gardła. Otworzył stronę z adresem. Dwa pieczątki. Jedna zameldowanie, druga wymeldowanie datowana dwa lata temu.

Jak to możliwe? Nie zdołał się już kłócić z osiłkiem. Zadzwonił do żony, ale była nieosiągalna.

Usiadł na ławce, pod bramą, postanawiając poczekać. Niestety, i tu nic. Ktoś mu powiedział, że Ania od roku już nie pracuje w fabryce, a córka wyjechała studiować za granicę. Został jeszcze syn, może w szkole się dowie. Ale i tam spotkał go zawód Franek od zeszłego roku uczy się w innej szkole, a ojcu danych nie mogli udzielić.

Załamany kompletnie, usiadł na murku i chwycił się za głowę. Jak to się mogło wszystko stać? Jego cicha, potulna żona zrobiła go w konia. Ale jak mogła sprzedać mieszkanie? No trudno, wyjaśnię wszystko w sądzie. Za tydzień rozwód.

Do sądu przyszedł wściekły. Chciał wszystko obnażyć i odzyskać swoje. Na szczęście na sali sprawa stała się jasna. Okazało się, że dwa lata temu sam podpisał jej pełnomocnictwo notarialne. Wtedy poznał Elżbietę zjawiskową kobietę. Był tak zakochany, że nie zwracał uwagi na nic. Aż tu Ania potrzebuje podpisów, dokumentów do szkoły córki, prosiła go o to, tamto w końcu namówiony przez prawnika przekazał jej pełnomocnictwo na wszystko, by nie zawracać sobie głowy. W ten sposób sam pozbawił się wszystkiego.

Został sam, bez mieszkania, bez rodziny. Co gorsza, Elżbieta, słysząc, że już nie ma mieszkania, dosłownie rozpłynęła się w powietrzu.

Dobra pomyślał gorzko ona pewnie złoży pozew o alimenty, to jej pokażę!

Ale i tu spotkało go rozczarowanie zamiast pozwu o alimenty przyszło wezwanie do sądu w sprawie zaprzeczenia ojcostwa. Okazało się, że żadne z dzieci nie było jego.

W dzień wesela Ania widziała, jak ją zdradza z kelnerką. Wtedy w jej głowie coś się zacięło. Sama do końca nie wiedziała jak i co, ale postanowiła się zemścić. Najpierw odpłaciła mu pięknym za nadobne. Potem zaczęła odkładać każdy grosz, który dawał jej na dom a dzieci jadły i ubierały się u babci. Jej mama była przerażona:

Zemsta cię zniszczy, Aniu, i dzieci też.

Ale Ania była jak w transie. Dopięła swego przeprowadziła badania DNA, choć i bez nich wiedziała, kto jest ojcem dzieci.

Ten cios był dla Mirka najgorszy. Utrata mieszkania mniej go bolała niż wiadomość, że nie był ojcem Doroty ani Franka.

Uważajcie na skrzywdzone kobiety w gniewie stać je na wszystko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + 10 =

Głupia Anka? Tak wszyscy o niej mówili. Od piętnastu lat była żoną swojego męża, wychowywali razem d…