Ostatnio musiałam wpaść do mieszkania mojej cioci Zofii, żeby zostawić jej ważne papiery. Zwykle widujemy się tylko przy okazji Bożego Narodzenia lub Wielkanocy, ale tym razem sprawa była pilna. Ciocia nie żyje w dostatku, ale nie o pieniądze tu chodzi. Nie jestem osobą, która liczy każdy grosz, po prostu uważam, że czystość i dbanie o dom świadczy o szacunku do siebie i innych. Można mieć niewiele, ale porządek musi być.
U niej na półkach piętrzą się dziesiątki figurek, kubków i słoików po dżemach. Wszystko pokryte warstwą kurzu. W łazience stoi kuweta dla kota Mruczka, którą ciocia czyści chyba tylko raz na tydzień. Śmieci leżą byle gdzie. Całe mieszkanie przesiąknięte jest zapachem kanalizacji i czerstwego jedzenia.
Ciocia zaproponowała mi herbatę i coś do zjedzenia zaczęła nakrywać do stołu. Gdy postawiła talerze i sztućce, od razu zauważyłam, że nie są czyste; zostały na nich ślady po poprzednim obiedzie. Kiedy ciocia nakładała zupę z garnka, szybko wyciągnęłam z torebki mokre chusteczki i starannie przetarłam widelce.
Zauważyła to. Patrząc spod oka, zapytała z lekką urazą:
Nie jesteś głodna, czy może coś ci nie pasuje?
Co mogłam odpowiedzieć, żeby jej nie urazić? Czy ktoś z was był w podobnej sytuacji? Nauczyłam się wtedy, że czasem troska o własny komfort nie powinna krzywdzić uczuć innych osób. Ważne, by rozmawiać otwarcie, zwłaszcza z bliskimi, zamiast oceniać ich według własnych standardów. Każdy dom jest inny, tak jak inni są ludzie.

