Sama wychowałam córkę, mąż odszedł zaraz po tym, jak dowiedział się, że będziemy mieli córeczkę. Nie pomógł mi finansowo. Nigdy w życiu nie widział swojej córki, nawet nie wysyłał kartki na urodziny swojemu dziecku. Sama musiałam mieć czas pracować i zajmować się dzieckiem. Zajmowałam się jej wychowaniem, cały czas poświęcałam dziecku. Na życiu osobistym postawiłam krzyż, ponieważ postanowiłam poświęcić się mojej córce. Ukończyła studia.
Córka pracowała tylko trochę, kilka miesięcy. Potem zdecydowała, że potrzebuje krótkiej przerwy, aby mogła odpocząć po studiach, zrozumieć, czego naprawdę potrzebuje od życia. Wspierałam moją córkę i starałam się ją zrozumieć. Ale jej przerwa jest zbyt długa. Od kilku lat siedzi w domu i nic nie robi. W końcu mam swoje lata, nie mogę już ciągnąć wszystkiego sama. Wzrosły również potrzeby córki.
Na początku miesiąca zdecydowanie musi iść do kawiarni lub klubu z przyjaciółkami, oczywiście za moje pieniądze. Ale pod koniec miesiąca, bliżej wynagrodzenia, nie mam już żadnych pieniędzy. Musimy przetrwać na makaronie. A córce się to nie podoba. Nos jej się marszczy z powodu konieczności ponownego jedzenia makaronu z jakimś sosem. Już wskazywałam i mówiłam wprost, że pieniędzy jest mało, sama nie będę mogła zawsze pracować. Ale nie spieszy się, aby mi pomóc lub zacząć oszczędzać. Nie mam już pojęcia, jak wzbudzić w niej wyrzuty sumienia i sprawić, by znów działała.



