Poznałam kiedyś miłego faceta. Od razu mi się spodobał, bo był bardzo charyzmatyczny i pewny siebie. Kiedy więc zaprosił mnie na randkę, to natychmiast się zgodziłam. Powiedział, że kiedy przyjedziemy na umówione miejsce, to będzie czekać na mnie miła niespodzianka. Uwielbiam niespodzianki, więc nie mogłam się doczekać naszej randki.
Założyłam swoją najlepszą sukienkę i szpilki, zrobiłam do tego piękną fryzurę i staranny makijaż. Facet przyjechał po mnie o umówionej godzinie i zabrał mnie za miasto. Na początku trochę się przestraszyłam i zaczęłam się denerwować, ale on mnie uspokoił, że nie zamierza mnie porwać ani zamordować. Starałam się zachować spokój.
Przejechaliśmy kilka kilometrów i otworzyliśmy się na piękne widoki: rzekę i wzgórza. Miałam nadzieję, że nie będziemy pływać, bo mój strój nie pasował na taką okazję.
Podjechaliśmy nad brzeg rzeki, ale nic tam na mnie ciekawego nie czekało, nie było żadnej romantycznej kolacji, niczego ciekawego. – Będziemy łowić ryby! – powiedział facet i wyciągnął z bagażnika dwie wędki.
Byłam w ciężkim szoku. Naprawdę potem siedzieliśmy i łowiliśmy ryby przez dwie godziny. Wyobraźcie sobie, jak to komicznie wyglądało: siedziałam w wieczorowej sukience i w obcasach łowiłam ryby. Ostatni raz łowiłam ryby, kiedy miałam pięć lat. Facetowi udało się mnie zaskoczyć, ale nie poszłam z nim już na drugą randkę.
