Mam dwadzieścia pięć lat, od dawna szukam porządnej i godnej mnie dziewczyny. Często skarżyłem się na to swojemu przyjacielowi, bo szukanie dziewczyny w dzisiejszych czasach to jakaś porażka. Albo lecą tylko na kasę, albo to samotne matki z dziećmi, albo głupie dziewuchy, z którymi nie ma nawet o czym porozmawiać. Przyjaciel w końcu powiedział, że przedstawi mnie swojej siostrze, która również jest samotna i szuka miłości, a przy tym jest porządna, miła i ładna.
Widziałem ją kilka razy i faktycznie, jest urocza, więc przystałem na pomysł przyjaciela. Przyjechałem następnego dnia do Alberta. Zaprosił też swjoą siostrę, która miała pojawić się w mieszkaniu przyjaciela lada moment. Szczerze mówiąc, denerwowałem się, bo byłem bardzo zdenerwowany. W końcu przyjechała. Siedzieliśmy od dwudziestu minut, rozmawialiśmy i poznawaliśmy się.
Dziewczyna wydawała mi się bardzo miła. Pomyślałem, że może coś będzie z tej relacji, w końcu byłem już gotowy na poważny związek.
Siedzieliśmy we trójkę i rozmawialiśmy.
– Kiedy nasz ślub? – pyta mnie nagle siostra przyjaciela.
– Za wcześnie jeszcze, nie żartuj tak – zaśmiał się brat.
– Nie mam już czasu na randki, jesteś zdecydowany, czy nie? – zapytała jeszcze raz.
Byłem bardzo zdezorientowany, jej brat też. Dla mnie to było natarczywe zachowanie, które mi się nie podobało.
– Musimy się lepiej poznać – powiedziałem spokojnym tonem.
– Wszystko jasne! Jesteś taki, jak reszta! – dziewczyna przewróciła oczami.
Odrzuciła mnie takim swoim zachowaniem i już nie chciałem jej znać. Dla mnie takie tworzenie związków nie przynosi nic dobrego.
