Dziennik, 12 września
Co powiedzieli na policji? szepnęłam do mamy, gdy odłożyła telefon na stół.
Nic pocieszającego Ewa Stanisławowna upiła kilka łyków wody i odetchnęła ciężko. Powiedzieli, że jeszcze za wcześnie, żeby się niepokoić. Musi minąć przynajmniej doba. Ale ja czuję Czuję, że coś się stało!
*****
Mamo, hej! Tata już pojechał? zapytałam, wchodząc do mieszkania z sernikiem w ręku.
Cześć, kochanie. Tak, pojechał. Przecież mówiłam ci, że dziś ostatni dzień pracy: jubileusz i pożegnanie na emeryturę, cały zespół go odprowadza. Sama rozumiesz, nie mógł nie jechać.
Szkoda westchnęłam w duchu.
Ale obiecał, że wróci na obiad.
To dobrze. Na obiad ma też przyjechać Kuba. Cała rodzina się zbierze. Tymczasem pomożemy sobie w kuchni, dobrze?
Jasne. Będzie mi raźniej z tobą. Ale najpierw napijmy się herbaty, woda właśnie się zagotowała. A mam twoje ulubione eklerki. Chcesz?
Z przyjemnością.
Siedziałyśmy razem przy stole, popijałyśmy herbatę, podjadałyśmy eklerki i rozmawiałyśmy o codzienności o pogodzie, o przyrodzie, no i oczywiście o tacie, który kończy dziś 50 lat.
Wszystko wydawało się idealne. Tylko, że
Zauważyłam, jakby mama coś przeczuwała. Miała taki wyraz twarzy, jakby się domyślała, że mam jej coś do powiedzenia. Na sercu od razu zrobiło mi się niespokojnie.
Wszystko u ciebie w porządku, córeczko?
Aż tak widać? próbowałam się uśmiechnąć.
Wiesz, ja matka wyczuje. Coś chcesz mi powiedzieć?
Chcę, tylko obiecaj, że się nie zdenerwujesz. Mam dobre wieści.
Dobre? No to mów, nie trzymaj mnie w niepewności!
Z Kubą zdecydowaliśmy się podarować wam działkę, którą kupiliśmy rok temu.
Jak to podarować?!
Od serca. Kuba już wyremontował tam domek, będzie można mieszkać przez cały sezon letni.
A wy?
A my? Będziemy przyjeżdżać do was na odpoczynek. Teraz i tak nie mamy czasu się tym zająć przerwałam i uśmiechnęłam się tajemniczo.
Dlaczego?
Bo niedługo zostaniecie z tatą dziadkami. Za osiem miesięcy.
Naprawdę?!
Naprawdę.
O Boże, jak się cieszę, Marysiu! Tata będzie taki szczęśliwy, kiedy się dowie.
Mama wstała, podeszła do mnie i mocno mnie uściskała. Pocałowała mnie po policzkach i nie kryła łez radości.
Chciałam, żebyście dowiedzieli się razem, ale nie sądziłam, że tata tak szybko wyjdzie.
Już niedługo wróci. Powiesz mu wszystko. A teraz, córeczko mama spojrzała na zegarek. Chodźmy do kuchni, przygotujemy obiad.
Pewnie, robimy!
Kuchnia rozbrzmiała stukotem garnków i rytmem noży na drewnianej desce. Mówią, że dwie gospodynie w kuchni to kłótnia, ale nam z mamą robiło się wszystko zgranie. Miałyśmy stół pełen dobroci: kurczak pieczony, kotleciki rybne, purée ziemniaczane, trzy sałatki.
Mama usiadła i zerknęła na zegarek:
Nawet szybciej poszło, niż planowałyśmy.
Cztery ręce to nie dwie zaśmiałam się. Zadzwonisz do taty, zapytasz, kiedy wróci?
Zadzwonię kiwnęła głową.
Ja zadzwonię do Kuby i zobaczę, kiedy wyjedzie.
Zabrałam torebkę z przedpokoju, a mama już sięgała po telefon. Długo słuchała sygnału, rozłączała się i próbowała ponownie. Nic tata nie odbierał. Spojrzała znów na zegarek; jej twarz zaczynała wyrażać niepokój.
Czemu on nie odbiera?
Nagle przypomniało mi się, że tata obiecywał zadzwonić, gdy dotrze do pracy, ale tego nie zrobił Przeszedł mnie zimny dreszcz.
Marysiu, Kuba mówi, że w ciągu godziny podjedzie! wróciłam do kuchni radosna. A co z tatą?
Nie odbiera
Hmm, to dziwne.
Też tak myślę, córeczko Próbowałam kilka razy i tylko sygnał. A tata zawsze odbiera.
Pewnie świętują, mamo, taki dzień. Może zajęty jest.
Nie, wrócić miał już na obiad. Tata zawsze dotrzymuje słowa. Nigdy by nie zapomniał zadzwonić po przyjeździe. To do niego niepodobne. Czemu nie odbiera?
Chcesz zadzwonić do jego szefa? Może go puszczą szybciej do domu?
Spróbuję.
Mama nigdy nie była panikarą, ale tym razem miała złe przeczucie. Tata zawsze odbierał, nawet gdy był bardzo zajęty. Bo mówił, że nie ma nikogo ważniejszego od niej. Zwłaszcza dziś powinien był zadzwonić. Chociaż pomyślała mama dziś wyjątkowy dzień, odchodzenie na emeryturę to niecodzienne przeżycie. Ćwierć życia oddał tej pracy, pewnie ciężko mu się rozstawać
Halo? przerwał jej rozmyślania męski głos.
Dzień dobry, panie Oskarze, z tej strony Ewa, żona Pawła. Czy wie pan może, kiedy mąż wróci do domu? Córka już przyjechała, zięć zaraz też będzie.
Dzień dobry, Ewo. Nie wiem, co powiedzieć
Nie rozumiem
My też się go nie możemy doczekać, dzwoniliśmy, ale nie odbiera.
Jak to? Nie był dziś w pracy? Ewa nie dowierzała.
Jeszcze się nie pojawił. Ale czekamy. Proszę mu powiedzieć, że tradycji musi stać się zadość. Jak tylko się skontaktuje, proszę przekazać, żeby przyszedł.
Oczywiście. Panie Oskarze, proszę też dać mi natychmiast znać, gdyby się pojawił.
Ledwo odkładając telefon, spojrzała na mnie blado:
Marysiu, nie było go w pracy i nie odbiera. Co on może robić tyle czasu?
Spokojnie, mamo. Spróbujemy razem się do niego dodzwonić.
*****
Tata, Paweł, wychodząc z klatki, uśmiechnął się do słońca, pozdrowił sąsiadki na ławce i ruszył do tramwaju.
Od ćwierć wieku codziennie tą samą drogą chodził do pracy, a dziś, zamiast na dyżur, miał zabrać świadectwo pracy i pożegnać się z kolegami.
Tyle razy żegnał innych odchodzących na emeryturę, a teraz jego kolej.
Z nerwów mocno się nie wyspał, przewracał z boku na bok i pił krople nasercowe. Nie powiedział nic mamie o złym samopoczuciu. Liczył, że przejdzie jak zwykle. Odszedł wcześniej, żeby mama nie zauważyła. Dzień taki ważny, nie chciał jej stresować.
Boli, ale przejdzie, pocieszał się, coraz częściej łapiąc się za klatkę piersiową. Na przystanku zobaczył tłum w tramwaju, więc przestraszył się duszności i postanowił pójść piechotą. Powietrze rześkie, czasu sporo, pogoda ładna.
Do żony miał zadzwonić dopiero z pracy tak się umawiali. Ale do pracy nie doszedł Przeszedł przez miejski skwer, który zwykle był pusty, i tam poczuł się bardzo źle.
Paweł usiadł na ławce, rozpiął koszulę, poluzował krawat. Łapczywie łapał oddech. Stracił poczucie czasu. Wcale mu nie przechodziło było tylko gorzej.
Do końca nie chciał dzwonić do Ewy, ale gdy poczuł, że to poważniejsze niż kiedykolwiek, sięgnął po telefon. Zadzwonię do żony, a potem po karetkę pomyślał. Ale wytrząsające się ręce sprawiły, że telefon wypadł na chodnik i potoczył się pod ławkę.
Spróbował się podnieść, ale ból był już nie do zniesienia. Zrobiło mu się ciemno przed oczami. Zdążył tylko się położyć. No to piękny jubileusz, piękna emerytura pomyślał z żalem. Najbardziej bolało go, że nie zobaczy już żony i córki. Nawet nie pożegna się z nimi.
*****
Mama wypiła krople na serce, znów próbowała zadzwonić do taty. Nic. Ja także dzwoniłam kilkanaście razy. Bez skutku.
Potem przyjechał Kuba. Siedzieliśmy we troje przy przygotowanym stole, patrzyliśmy po sobie i wciąż czekaliśmy.
W końcu mama się ocknęła:
Na co my czekamy? Trzeba zadzwonić na policję. Może oni coś poradzą!
Wszyscy wiedzieliśmy, że nie zniknął bez powodu. W pracy był ratownikiem, potrafił poradzić sobie w najtrudniejszych sytuacjach. Jeżeli nie daje znaku życia, musiało stać się coś poważnego.
I co powiedzieli na policji? zapytałam cicho, gdy mama zakończyła rozmowę.
Nic dobrego. Musimy poczekać co najmniej dobę. Ale ja czuję, że coś się stało!
Musimy szukać sami! powiedziałam już głośniej i pewniej.
Masz rację, Marysiu. Trzeba szukać. Miał iść na tramwaj, przystanek jest niedaleko pójdźcie tam popytać ludzi, może ktoś go widział. Kierowców tramwajów też warto zapytać, może ktoś jechał dziś rano.
Dobrze. My z Kubą się tym zajmiemy, a ty, mamo, zostań w domu może tata wróci. I dzwoń po szpitalach. Nie chcę wywoływać paniki, ale lepiej mieć pewność.
Jasne
Z Kubą szybko się ubraliśmy i ruszyliśmy w stronę przystanku tramwajowego.
Mama zamknęła drzwi i zaczęła obdzwaniać wszystkie pobliskie szpitale.
Oby nic się nie stało szeptała i krzyżyk robiła drżącą ręką.
*****
Tata był jeszcze przytomny, choć każdego oddechu kosztowało go coraz więcej sił. Nie mógł już ruszać nawet ręką, a mówienie stawało się niemożliwe.
Po mo-cy wycharczał, wyciągając rękę w stronę dwóch kobiet.
Te spojrzały na niego z pogardą i odwróciły się.
Kolejny pijaczek! prychnęła jedna. Znowu leży na ławce, od rana pił, o! Wstyd!
Paweł słyszał ten dialog. Po policzkach popłynęły mu łzy. Było mu tak bardzo przykro kiedyś ratował tyle osób, nawet zwierzęta a teraz sam nie mógł zrobić nic.
Dlaczego właśnie dziś?
Po chwili usłyszał szczekanie tuż przy uchu. Przy nim stanął pies, już nie młody, intensywnie lizał go po brodzie. Pies! pomyślał z ulgą. Skoro jest pies, będzie i człowiek.
Z trudem rozchylił powieki i rzeczywiście zobaczył znajomego psa. Zaraz przebłyski wspomnień widzi dom w płomieniach, ludzi znoszonych przez kolegów, a potem słyszy szczekanie w oknie. Pół roku wcześniej uratował w pożarze psa wyniósł go mimo ostrzeżeń, że zawali się dach.
Gdy oddał zwierzaka właścicielowi, spojrzał długo w te oczy i zobaczył w nich dziękuję większe niż ludzkie słowa.
Wróciła ciemność i chłód. Pies szczekał coraz głośniej, lizał go po twarzy.
Proszę szepnął Paweł resztką sił. Przyprowadź kogoś, kogokolwiek.
Potem stracił przytomność.
A pies zrozumiał. Natychmiast ruszył biegiem w stronę wyjścia ze skweru, po kolei zaczepiając ludzi, studentów, kobietę z dzieckiem, mężczyznę kupującego gazetę.
Nikt go jednak nie zrozumiał odpędzali psa, nie domyślając się, o co mu chodzi. A on tylko prosił o pomoc.
*****
Na przystanku nikt nie widział taty. Pokazywałam ludziom zdjęcie, ale bez rezultatu. Razem z Kubą obiegliśmy sklep spożywczy, drogerię, aptekę, przeszliśmy po okolicznych podwórkach. Zero śladu po tacie. Telefon milczał uparcie. Gdzie jesteś, tatusiu?
Przebiegając koło skweru, usłyszałam nagle szczekanie. Odwróciłam się. Nieduży, już starszy pies szczekał na ludzi, podbiegał, a gdy ktoś go odganiał cofał się.
Co ty, Marysiu? zapytał Kuba, widząc, że zwalniam.
Sama nie wiem Ten pies łasi się do ludzi, jakby chciał coś przekazać. Czuję, że coś się dzieje
Pies popatrzył mi w oczy. W tych oczach była błagalna prośba.
Maria, dokąd idziesz?! zdziwił się Kuba.
Nie odpowiedziałam, tylko poszłam za psem, a on ruszył wprost do skweru. Tam, przy ławce, leżał mój tata. Był nieprzytomny, ale oddychał. Żył!
Tato! krzyknęłam, podnosząc mu głowę i próbując go ocucić. Kuba, dzwoń po pogotowie!
*****
Karetka przyjechała bardzo szybko i zabrała tatę do najbliższego szpitala z dobrym oddziałem kardiologii.
Kuba został z psem, a ja biegłam do domu po samochód, żeby pojechać za karetką. Po drodze zadzwoniłam do mamy, powiedziałam, co się dzieje, obiecałam zadzwonić, gdy tylko coś będzie wiadomo.
Pani ojcu się poszczęściło powiedział lekarz, wychodząc z oddziału intensywnej terapii. Dobrze, że znaleźliście go na czas. Pół godziny później nie bylibyśmy w stanie mu pomóc.
Będzie żył? zapytałam przez łzy.
Będzie.
Wyszłam na zewnątrz, przyklęknęłam i objęłam mocno psa.
Dziękuję ci Za tatę.
Co z tatą? zapytał Kuba.
Wyjdzie z tego. Dzięki niemu pokazałam na psa.
Ma obrożę, widzę. Na pewno czyjś.
Spróbujemy znaleźć właścicieli, ale Chciałabym, żeby póki co został z nami. Nie mogę go zostawić na ulicy, przecież uratował życie mojemu tacie.
Oczywiście, kochanie.
*****
Mama, Kuba i Bary (imię psa wygrawerowane na medalionie przy obroży) czekali ze mną pod szpitalem.
Po dziesięciu minutach drzwi się otworzyły. Wyszedł tata, opierając się na mnie. Bary natychmiast podbiegł, merdał ogonem i szczekał radośnie.
Tato, to on cię uratował. To najcenniejszy prezent urodzinowy podarował ci życie.
Dziękuję ci, przyjacielu tata pochylił się ostrożnie i pogłaskał psa. Maria, a co z właścicielami?
Próbowałam ich znaleźć przez internet, nikt się nie odezwał.
Mama podeszła i przytuliła tatę, nie kryjąc łez.
Dziękuję, Pawle, że żyjesz.
Przepraszam, Ewuniu, że nie powiedziałem, jak się czuję. Myślałem, że przejdzie.
Wybaczam. Jedźmy do domu. Ten dzień to twój drugi życiowy start powiedziała, ocierając łzy.
*****
Tata osobiście próbował znaleźć dawnych właścicieli Baryego, nawet odwiedził spalony przed rokiem dom. Ale tam od dawna już nikt nie mieszkał, sąsiedzi powiedzieli, że rodzina wyjechała do innego miasta, a psa zostawili samemu sobie.
Bary został więc z nami, z czego bardzo się cieszył. My też. Tata zabierał go ze sobą na działkę, razem spędzali wolny czas, a kiedy odbieraliśmy moją córeczkę ze szpitala po porodzie, również Bary był z nami.
Gratulacje, tato uśmiechnęłam się przez łzy. Teraz jesteś dziadkiem, masz już dwie wnuczki.
Jestem taki szczęśliwy
Hau, hau! szczeknął Bary, też uradowany, że wszyscy są razem.
Życie powoli wracało na swoje miejsce, stawało się lepsze, pełniejsze sensu. I wiem, że tata do końca życia będzie wdzięczny Baryemu, że podarował mu drugi oddech.

