Ta historia rozgrywała się na moich oczach i trwała przez wiele lat. Mieszkam na wsi i wcale tego nie żałuję. Uczę w miejscowej szkole. Jak wiadomo, nauczyciel jest jedną z najbardziej szanowanych osób w wiosce. Ze względu na mój zawód, znam wszystkich moich współmieszkańców i wiem, jakie są ich problemy domowe. Przecież dzieci przychodzą do szkoły i wszystko mi opowiadają. Ufają mi, a ja staram się ich nie zawieść.
Prowadziłam zajęcia z dziećmi z dwóch rodzin wielodzietnych. W każdej rodzinie jest pięcioro dzieci. W jednej rodzinie były same dziewczynki, a w drugiej – chłopcy. Mieszkali na sąsiednich ulicach i dobrze się znali. Razem chodzili nad rzekę, zbierali grzyby, bawili się w berka, ale ich życie bardzo się różniło.
Na ulicy byli tacy sami, weseli i psotni, ale wszystko się zmieniało, gdy tylko wchodzili do domu. Faktem jest, że rodzice jednej rodziny byli wzorem do naśladowania dla całej wioski: pracowici, życzliwi, zawsze gotowi do pomocy. Wychowywali swoje córki tak, jak sami żyli, według własnych zasad.
Chłopcy z drugiej rodziny nie mieli tyle szczęścia. Rodzice byli pijakami i nie poświęcali zbyt wiele uwagi swoim dzieciom. Z domu dobiegały ciągłe besztania. Jedzenie dla dzieci było skromne, ponieważ wszystkie pieniądze wydawano na alkohol. Sąsiedzi opiekowali się dziećmi w miarę swoich możliwości. Niektórzy karmili ich, inni dawali im ubrania. Dzieci z tych rodzin dorastały więc, pozornie obok siebie, ale w rzeczywistości w różnych światach.
Mijały lata. Ojciec zmarł w rodzinie pijackiej, a matka nie potrafiła ułożyć sobie życia. Starsi stali się nastolatkami i próbowali przemówić jej do rozsądku, ale nic z tego nie wychodziło. Edukacja po ukończeniu szkoły nie wchodziła w rachubę, a oni nie chcieli żyć tak jak ich rodzice. Mieli przykład szczęśliwej rodziny, w której wszyscy się kochali i troszczyli o siebie nawzajem.
Mieszkańcy wioski, zwrócili się do administracji lokalnej z prośbą o posłanie najstarszych dzieci po lekcjach do szkoły rejonowej, aby mogli uczyć się na mechaników i wrócić do wioski, jako fachowcy. Oto jak to się stało. Chłopcy wrócili rok później – dojrzali, pełni chęci do pracy i wychowywania najmłodszych. Sąsiedzi odetchnęli z ulgą. Wreszcie dzieci będą miały zapewnioną opiekę. Od razu wysłali matkę na leczenie, a sami zaczęli dobrze zarabiać. Zbudowali nowy dom, założyli gospodarstwo. A gdy nadszedł czas zamążpójścia, pannami młodymi zostawały dziewczyny z drugiej rodziny i w taki sposób, stali się spokrewnieni przez małżeństwo. Bracia z jednej rodziny żenili się z siostrami z drugiej.
Teraz jest to największa rodzina w wiosce, w której wszyscy stoją obok siebie.
Ta historia jest dobitnym przykładem na to, że dzieci z rodzin dysfunkcyjnych nie zawsze powtarzają smutne doświadczenia swoich rodziców. Oczywiście, stanowią one raczej wyjątek od reguły. Często jednak w ich duszach, przez lata kumuluje się poczucie zdecydowanego odrzucenia świata, w którym żyją. Ze wszystkich sił, starają się od niego uciec i tu pomoc osób zainteresowanych ma ogromne znaczenie.



