Dziadek zmienił się zupełnie po tym, jak jego rodzina o włos nie zginęła w katastrofie

Dziadek zmienił się zupełnie po tym, jak jego rodzina o włos nie zginęła w katastrofie

Mój dziadek był stanowczym i nieugiętym mężczyzną, który trzymał krótko swoją żonę, a dzieci kontrolował i chciał, by chodziły jak w zegarku. Nie można było mu się sprzeciwić, bo od razu krzyczał i ogólnie można było tego pożałować. Ja jednak od tej strony znam go tylko z opowieści, bo ja pamiętam go jako miłego, czułego człowieka, który odnosił się do wszystkich z niezwykłą wyrozumiałością.

Wszystko to wydarzyło się na długo przed moimi narodzinami, kiedy jedna z krewnych miała wyjść za mąż. Cała moja rodzina została zaproszona na wesele, które miało jednak odbyć się za granicą, dokładnie w Anglii, bo tam od dawna mieszkała ich krewna i brała ślub z rodowitym obywatelem Anglii. Przy okazji to była być może dla nich jedyna okazja, żeby zwiedzić ten kraj, bo wtedy taki wyjazd kosztował fortunę, a tutaj tak naprawdę mieli zapewniony nocleg i jedzenie, a krewna miała im zwrócić także za bilety.

 

Moja babcia, dziadek, mama, wujek i ciocia chcieli kupić bilety na ten sam samolot, ale pojawił się problem. Okazało się, że na ten konkretny lot nie było tyle biletów i dziadek musiał lecieć innym samolotem. Reszta rodziny wyruszyła  porannym lotem, a dziadek postanowił lecieć popołudniowym.

Kiedy dziadek przyleciał, krewna wraz z narzeczonym zapytała go, gdzie jest jego żona i dzieci. Oczywiście wówczas nie było telefonów komórkowych ani dostępu do internetu.

 

W radio nie było informacji, że doszło do jakiejś podniebnej katastrofy. Jednak dziadek pojechał z powrotem na lotnisko, gdzie się dowiedział, że samolot, którym leciała jego rodzina, nie dotarł na lotnisko i wciąż nie wiadomo dlaczego.

Nie podano mu żadnych innych informacji. Krewna wraz z narzeczonym wykorzystała wszystkie swoje kontakty i dopiero w nocy udało się ustalić, że jednak była awaria samolotu i musiał gdzieś awaryjnie lądować.
Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co czuł dziadek, gdy uświadomił sobie, że awaria mogła skończyć się inaczej, czyli śmiertelną katastrofą, po której nie zobaczyłby już swoich najbliższych.

Następnego dnia wieczorem na progu domu krewnej pojawili się moja babcia, mama, wujek i ciotka. Byli cali i zdrowi! To wydarzenie jednak zupełnie zmieniło mojego dziadka.  Zaczął być bardziej wyrozumiały, mnie wymagający i po prostu dobry. Przestał pokrzykiwać i rozstawiać po kątach swoją rodzinę. Zrozumiał chyba, że w jednej chwili życie może wywrócić się do góry nogami. Macie podobne doświadczenia?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − 12 =

Dziadek zmienił się zupełnie po tym, jak jego rodzina o włos nie zginęła w katastrofie