Dwóch facetów na moim utrzymaniu, czyli jak z własnej kawalerki zrobić noclegownię dla tabunu gości,…

No to wybieraj: albo ja, albo twój brat i ta wasza gromada dziewczyn! Już totalnie ci odbiło. Najpierw sprowadziłeś do mnie całą swoją rodzinę, a teraz jeszcze jakieś obce kobiety w moim domu?! Dobrze się wam urządziło, widzę!

Małgorzata stała pośrodku sypialni, aż dygotała ze zdenerwowania. W wyciągniętej z odrazą dłoni ściskała dowód znalezioną pod łóżkiem rajstopę, ewidentnie nie swoją.

Tomek nawet nie próbował przepraszać czy okazać skruchę. Patrzył na Małgosię, jakby to ona sprowadziła tu jakiegoś obcego faceta, kręcił się nerwowo i co chwilę zerkał w stronę korytarza.

Daj spokój, Gosia, znowu robisz aferę z niczego prychnął z niezadowoleniem Tomek. To tylko gość. Mój brat, Wojtek, twój szwagier. Raz sprowadził dziewczynę, od razu musisz robić z tego tragedię?

Małgorzacie nie było żal tej sytuacji. Czuła coś innego: przykrość, niesmak, jakby weszła w błoto w nowych butach.

Widziała, jak Tomek szuka wsparcia u Wojtka, który od pół roku okupował już ich mieszkanie. Wojtek za to nawet nie raczył ruszyć palcem.

To jest moja kawalerka i nie chcę tu więcej widzieć obcych ludzi cedziła Małgorzata przez zaciśnięte zęby. Ani twojego brata. Kup swoje mieszkanie, to tam możesz przyjmować gości, psa czy słonia, wszystko mi jedno. Ale moje musi być wolne.

Teraz przyszła kolej na zaskoczenie Tomka, choć Małgorzata uważała, że przecież wszystko było logicznym następstwem.

Dobra, Tomek, chodź, wyniesiemy się stąd odezwał się Wojtek z kanapy w salonie. Znajdziemy coś tańszego, za to bez kazania i fochów. Jaka pani, taki wóz wiesz, jak jest.

Tomek jakby dostał rozkaz. Wyszarpał sportową torbę z szafy i w popłochu wrzucał do niej przypadkowo posortowane ubrania, telefon, bieliznę, ładowarkę.

Jeszcze będziesz żałować, Małgosiu burknął, nie patrząc jej w oczy. Kto cie będzie chciał, jeśli nie ja…

Kiedy wychodzili, trzasnęli drzwiami tak, że zadrżały kieliszki w witrynce.

Małgorzata została sama, w nagle przerażającej ciszy. Usiadła na łóżku, wciąż ściskając w dłoni znienawidzoną rajstopę. Jak to się stało, że jej przytulna kawalerka po babci zamieniła się w noclegownię?

Małgorzata poznała Tomka dwa lata wcześniej. Ona była cicha i nieśmiała, nie zawsze umiała znaleźć wspólny język z ludźmi. On był głośny, wesoły, stale w ruchu. Chociaż oboje studiowali, Tomek dorabiał jako kierowca i potrafił zrobić wrażenie: przynosił czekoladki, recytował wiersze, czasem zapraszał do restauracji. Dla Małgosi, pilnej studentki, to była kwintesencja romantyzmu.

Propozycja wspólnego zamieszkania pojawiła się podejrzanie szybko po dwóch miesiącach.

Bez ciebie nie wytrzymam ani minuty, malutka szeptał, przytulając ją. Chcę się budzić i zasypiać tylko przy tobie.

Rozczuliła się tymi słowami. Pół roku później przez przypadek dowiedziała się prawdy: Tomka wyrzucili z wynajmowanego pokoju za zbyt głośne imprezy i pilnie musiał się gdzieś podziać. Małgorzata jednak wybaczyła Przecież to się każdemu może zdarzyć, tłumaczyła sobie.

Wspólne życie było skromne, ale poukładane. Rano Małgosia pędziła na zajęcia, wieczorem dawała korepetycje, żeby mieć na zakupy. Tomek coś tam dorzucał do domowego budżetu.

Aż pojawił się trzeci.

Tomek, mówiłeś, że twój brat jedzie do Krakowa na studia. Może zaprosimy go do siebie? W końcu rodzina…

Nie wiedziała wtedy, że Wojtek uzna jej mieszkanie za prawdziwy raj. Najpierw wpadał co drugi dzień, potem codziennie, w końcu został na stałe. Małgosia, wychowana na gościnności, nakrywała do stołu, sprzątała i prała rzeczy obu dorosłych mężczyzn sama, żadnej pomocy.

Nie wiedziała też, że Wojtek o tych studiach szybko zapomni.

Wojtek, miałeś chyba studiować? Nie należy ci się akademik? zapytała po trzech miesiącach.

Eee, nie przyjęli mnie. Zabrakło mi punktów. Podejdę za rok.

Małgorzacie aż oczy wyszły z orbit. Domyślała się, że Wojtek nie śpieszy się z wyprowadzką bo niby po co? Ma własny salon, regularne posiłki, do tego nie musi się niczym martwić. Spał do południa, wieczorami chodził po mieście z nowymi znajomymi.

Sytuacja pogorszyła się, gdy Tomek rzucił pracę w markecie:

Kierownik idiota, wszystko by chciał naraz, a wypłata marna Nie przejmuj się, spróbuję pojeździć jako kierowca, a potem poszukam czegoś konkretnego.

Oczywiście, długo tego szukał. Dorabiał może raz w tygodniu, jeśli w ogóle. Całe dnie w kawalerce Małgosi przewalało się dwóch dorosłych facetów na kanapie i obaj żyli na jej koszt.

Trudniej już było dopiąć domowy budżet. Jedzenie znikało błyskawicznie. Patelnię kotletów na dwa dni zjadali na raz. Opłaty za media rosły. Wojtek i Tomek nawet nie zamierzali pomóc.

Małgorzata wracała z pracy styrana, wpadała w sterty brudnych naczyń, prania na podłodze, kurz w kątach. Gdy pierwszy raz odważyła się poskarżyć, Tomek spojrzał na nią z niedowierzaniem:

No weź, Gosia, co ci szkodzi talerz zupy dla brata? Ma ciężki okres, adaptuje się w mieście. Trochę serca, kobieto.

Zawsze była tą złą, sknerą. Zaciskała zęby, gotowała, sprzątała i milczała w imię fałszywego spokoju, bo wydawało jej się, że tak trzeba.

Gdy jednak pewnego dnia znalazła niedopitą butelkę taniego wina i trzy kieliszki, zaniepokoiła się. A kiedy pod łóżkiem leżała obca rajstopa miarka się przebrała.

Pierwsza noc w pustym mieszkaniu była niepokojąca. Cisza aż dzwoniła w uszach brakowało chrapania Wojtka z salonu, szurania kapci Tomka z kuchni.

Rano jednak strach ustąpił. Małgosia otworzyła lodówkę ser kupiony wczoraj był na swoim miejscu, sok nie tknęty, mleko nikt nie pił prosto z kartonu. Na stole nie było okruszków ani brudnych noży. W końcu poczuła się prawdziwą gospodynią.

Wieczorem jednak dopadła ją samotność. Pojechała do przyjaciółki, Iwony, żeby się wyżalić.

Ty to naiwna, Małgosiu zaśmiała się łagodnie Iwona. U nich pewnie już nowa kobieta zagościła. I wiesz co? Nie masz pewności, czy to Wojtek sprowadził panią, może i Tomek chciał się zabawić.
Sądzisz, że mnie zdradzał?
Teraz już nie ma różnicy. Wykorzystali cię obaj. Ciesz się, że jakaś dziewucha zostawiła ci taki prezent. Może byś ich dalej utrzymywała?

Po powrocie Małgorzata zrobiła generalne porządki symbolicznie żegnając dawną siebie i dawne życie. Wyrzuciła skarpetki, papierki, puste paczki po papierosach i wszystko, co przypominało o obozowisku. Nawet prezenty. Zmieniła pościel, wyszorowała podłogi domestosem i dopiero wtedy odetchnęła.

Pod koniec miesiąca zaskoczona zobaczyła, że nawet może odłożyć trochę pieniędzy na gorsze czasy pierwszy raz od dawna.

Minęło półtora roku…

Małgorzata się zmieniła. Znalazła pracę w prywatnej szkole, nauczyła się mówić nie i przestała być dla wszystkich wygodna. W jej życiu pojawił się Marek inżynier, starszy o pięć lat, z własnym (chociaż kredytowym) M3 w Wieliczce.

Tym razem nigdzie się nie spieszyła. Przez pół roku patrzyła, jak Marek radzi sobie z codziennością, zanim zgodziła się zamieszkać razem. Wybrała swoją kawalerkę, bo była bliżej centrum. Marek zaczął wynajmować swoje, żeby szybciej spłacić kredyt.

Wszystko szło dobrze, aż któregoś wieczoru Marek odłożył telefon i zaczął:

Słuchaj, Gosiu, dzwoniła moja mama… Musi zrobić badania, a u nas na wsi to nierealne. Chciałaby na tydzień, może dwa, przyjechać do nas. Co ty na to?

Małgorzacie ścięło krew w żyłach. Zobaczyła przed oczami Wojtka rozpartego na kanapie, chrapanie zza ściany, to uczucie, gdy człowiek sam czuje się gościem… Serce jej zamarło.

Spojrzała na Marka, który czekał na odpowiedź, jakby od tego zależała ich przyszłość. Przemilczeć? Przełknąć, byle nie stracić miłości? Znowu pozwolić się wszystkim wykorzystywać?

Małgosia wzięła głęboki oddech.

Marek zaczęła spokojnie. Bardzo szanuję twoją mamę, ale mam jedną zasadę: żadnych nocujących gości u mnie. Ani z twojej, ani z mojej strony. Nasz dom to nasza twierdza, tylko nasza. Mam do tego prawo, prawda?

Zapadła cisza. Małgosia była gotowa na awanturę, wyrzuty, fochy już przyjęła bojową pozycję.

Ale Marek tylko kiwnął głową i uśmiechnął się spokojnie.

Żaden problem odpowiedział i wrócił do rozmowy przez telefon. W sumie rozumiem. Zawsze można ją przenocować u mnie albo wynająć coś blisko szpitala.

Małgosia nie wierzyła własnym uszom, odetchnęła z ulgą.

Naprawdę się nie gniewasz?

Marek spojrzał na nią, odłożył telefon, podszedł i objął ją mocno.

I po co miałbym się obrażać? Każdy powinien mieć swoją przestrzeń. Zawsze da się znaleźć jakieś rozwiązanie.

Małgorzata uśmiechnęła się i wtuliła się w niego. Nauczyła się mówić nie i przede wszystkim znalazła przy sobie kogoś, kto to nie szanuje. Od tamtej pory drzwi jej domu i serca otwierały się tylko dla tych, którzy potrafią zapukać i wejść z szacunkiem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + 5 =

Dwóch facetów na moim utrzymaniu, czyli jak z własnej kawalerki zrobić noclegownię dla tabunu gości,…