Dramat w mojej rodzinie: wielka miłość zamieniła się w długą i bolesną agonię!

Oglądam po raz kolejny filmową wersję dramatu o Romeo i Julii i myślę sobie: „Dobrze, że ich miłość kończy się śmiercią!”, a nie tak jak u mnie – długą i bolesną agonią…

Początek miłości

Mieszkaliśmy w jednej dzielnicy. Był starszym bratem mojej najlepszej przyjaciółki Kaliny, z którą byłyśmy nierozłączne, dopóki nie poślubiłam jej brata. Teraz nie mogę znieść swojej szwagierki i od lat nie utrzymuję z nią normalnych stosunków, z teściową zresztą też. Zwykle spotykamy się podczas rodzinnych świąt i innych okazji, oczywiście udając, że wszystko jest w porządku.

Jako dzieci byliśmy zawsze razem, bawiliśmy się i wszędzie chodziliśmy grupą. Wtedy nie zwracałam uwagi na starszych braci Kaliny, w szczególności Maćka, który roztaczał nad nami parasol ochronny i nikt z okolicy nie śmiał się z nas ani nie zaczepiał.

Kiedy poszłam do liceum to coraz częściej zauważałam, że Maciek inicjuje ze mną kontakt. Na początku nie patrzyłam na niego jak na faceta, ale potem zdałam sobie sprawę, że to bardzo męski i przystojny facet.  W końcu doczekałam się – zaprosił mnie na randkę, która była najromantyczniejszym przeżyciem w moim życiu. Nie mogłam się doczekać, aby zadzwonić do Kaliny i powiedzieć jej, jak bardzo jestem zakochana.

– Mój brat też oszalał na Twoim punkcie. Cały czas pyta, co robisz, co lubisz, czy Ci się spodoba… – patrzyła na mnie przyjaciółka, która była tak jakby naszą swatką – Wyobrażasz sobie, jak cudownie byłoby, gdyby Maciek ożenił się z Tobą? – całe życie będziemy razem – marzyła, a ja jak ona, wyobrażałam sobie naszą różową i bajkową przyszłość.

Wszyscy zazdrościli nam naszej wielkiej miłości. Znałam go doskonale, ale nie spieszyliśmy się z zaręczynami. Byłam studentką kierunku muzycznego, więc ciągle podróżowałam i dawałam koncerty z orkiestrą. On nigdy nie przegapił występu, siedział zawsze w pierwszym rzędzie z ogromnym bukietem kwiatów i wielbił mnie. On dopiero co ukończył studia architektoniczne i zaczął pracę w prestiżowej firmie, kontynuował jednak ciągle działalność naukową i robił doktorar. Oboje mieliśmy solidne wykształcenie i szanse na dobrą karierę.

Idealne małżeństwo

Maciek był wymarzonym kandydatem na męża. Był wysoki, przystojny, niebieskooki. Przypominał starożytnego greckiego boga. Ja nie ustępowałam mu pod względem urody. Obiecaliśmy sobie wzajemnie wierność i tylko czekaliśmy na odpowiedni moment, aby wziąć ślub.

Pewnego pięknego letniego dnia w końcu to się stało. Nasz ślub był wymarzony, wyglądał jak fragment ekscytującego hollywoodzkiego romansu. Po ceremonii mieliśmy niezapomniany miesiąc miodowy na wyspie Korfu, a rok później urodziła się nasza pierwsza córka, a po roku druga. Czego więcej mogliśmy chcieć? Mieliśmy wszystko – przytulny dom, dobre i posłuszne dzieci, stabilne dochody i kariery. Dla wszystkich byliśmy wzorem idealnej rodziny.

Z miłości i obawy przed utratą ukochanej osoby, czekałem na nią na wycieraczce przez 10 godzin, aż zasnąłem z wycieńczenia

Początek końca

Taki idealny obrazek nie wróży jednak niczego dobrego. Nie wiem, kiedy i jak miłość zniknęła, a chłód i obojętność zajęły jej miejsce w naszych sercach. Ani Maciek, ani ja się nie zmieniliśmy – oboje byliśmy udanymi i pozytywnymi ludźmi.

Moja teściowa ciągle powtarzała, że powinnam siedzieć w domu i dbać o męża i dzieci, a nie jeździć i udawać gwiazdę. W tym samym czasie zachwycała się „sukcesami” Kaliny, która była moją koleżanką, ale nie miała ani moich umiejętności, ani moich ambicji. Teściowa wymagała ode mnie, abym załatwiła Kalinie pracę u siebie w firmie. Kiedy to zrobiłam, to zamiast wdzięczności dostałam cios poniżej pasa. Poza tym teściowa ciągle jątrzyła i mówiła Maćkowi, że tylko szukam kontaktu z „innymi mężczyznami”. Maciek był bardzo zazdrosny i wściekał się, a z najmniejszego drobiazgu potrafił zrobić katastroficzną dramat.

Narastający konflikt

Ciągle się tłumaczyłam, nie będąc winna. Ukrywałam się i bałam się wypić kawę z kolegą, bo potem musiałam tygodniami się tłumaczyć. „Jeśli nic między Wami nie ma, dlaczego jecie razem obiad?”, powtarzał mąż.

Groził, że się otruje gdy mu mówiłam, że wolę się rozstać, niż tak żyć. Ciągle chodził po lekarzach i narzekał, że dostanie zawału i przeze mnie trafi do grobu. A do tego dochodziły kłótnie o majątek, o dzieci i wypowiedzi typu: „Jesteś podłą suką, która chce zniszczyć mojego brata”. Rozumiecie chyba, jak bardzo umysłowo niszczący był klimat w moim domu.

Życie w piekle

Chciałam uciec. Tak bardzo nie mogłam znieść marudzącego męża i całej jego rodziny, że często myślałam, żeby spakować się i uciec z tego piekła.

Tak, ale miałam dzieci. Nikt z bliskich mnie nie rozumiał – dla nich mój mąż był ideałem – spokojnym, cichym i dobrym. Robił zakupy, był wzorowym ojcem, dbał o rodzinę. Jak mogłam im wytłumaczyć, że zamienia moje życie w koszmar? Każdego wieczoru powtarzał się dramat: „Jeśli odejdziesz, poderżnę sobie żyły. Jesteś dla mnie wszystkim.” I ustępowałam.

Codzienność bez miłości

Było mi go żal, słuchałam go z przyzwyczajenia, ale to, co do niego czułam, to już nie miłość. Pogarda, pustka, nienawiść… Mogłabym wymieniać dalej, ale szczerze mówiąc, żeby się nie denerwować, przyzwyczaiłam się nie zauważać mojego męża.

Mój Romeo stał się dla mnie jak powietrze, jak dodatek. Odrzuciłam międzynarodową karierę, bo tak nakazała teściowa. Nie przenieśliśmy się do stolicy, bo on oddał mieszkanie siostrze. która miała robić karierę w stolicy. My mieliśmy odziedziczyć majątek po moich rodzicach, a ona?

Podsumowanie

Tak minęło moje życie. Teraz jestem zmęczoną Julią, która nienawidzi swojego Romea. Moje radości nie są jego, a jego troski nie są moimi. Więc co mogę wam powiedzieć o Romeo i Julii – dobrze, że kończą swoje życie, bo inaczej pogrzebaliby swoją miłość na zawsze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + 6 =

Dramat w mojej rodzinie: wielka miłość zamieniła się w długą i bolesną agonię!