Dorosłe dzieci wyjechały, pozostawiając matce jedynie nadzieję na ponowne spotkanie

Moja sąsiadka mieszka sama w dużym czteropokojowym mieszkaniu. Żyje, a w zasadzie to wegetuje w jednym pokoju – tym najmniejszym, bo znajduję się najbliżej kuchni i łazienki, a Zdzisława już ledwo chodzi nawet po mieszkaniu.

Razem z mężem robimy jej zakupy według sporządzonej przez nią listy, bo sama raczej nie byłaby zdolna ich zrobić. Do tego odwiedzamy ją każdego wieczora i pytamy o jej problemy i o to, czy czegoś potrzebuje. Z reguły Zdzisława macha ręką:

– Jakie ja mogę mieć jeszcze problemy? Tylko jeden – już dawno nie widziałam swoich dzieci i wnuków, bo wszyscy są zajęci, każdy z nich ma ciągle coś do zrobienia. Mają swoje zmartwienia, rozumiem to. Są młodzi, energiczni, muszą wywalczyć sobie swoje miejsce w życiu… Ale chciałabym ich zobaczyć.

Sąsiadka wychowała czworo dzieci. Wychowywała je bez męża, który młodo zmarł i ja szczerze mówiąc nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak ona dała sobie radę. Zdzisława całe życie pracowała jako główna księgowa w dużym przedsiębiorstwie, dzięki czemu miała dosyć przyzwoite wynagrodzenie. Oprócz tego otrzymywała dodatki na dzieci od państwa, dzięki czemu pieniędzy starczało w domu na wszystko, a jedyne, czego stale jej brakowało, to był czas.

Musimy poważnie porozmawiać. Jesteśmy razem tyle lat, a mieszkanie jest zapisane tylko na Ciebie. Koniecznie musimy coś zrobić z tym porozumieniem!

Dzieci rosły i stopniowo każde z nich zaczęło układać sobie życie. Najstarsza córka jako pierwsza poleciała do odległej Kanady. Niespodziewanie zaproponowano jej staż po studiach w kanadyjskiej klinice i postanowiła skorzystać z takiej szansy. Oczywiście na stażu się nie skończyło – znalazła sobie tam mężczyznę i wzięła z nim ślub. Małżeństwo z Kanadyjczykiem umożliwiło uzyskanie obywatelstwa i pozostanie tam na stałe.

Dwóch jej synów wyjechało do Warszawy, aby spróbować szczęścia w biznesie. Udało im się, a teraz wspólnie prowadzą prężnie działającą firmę, która przynosi konkretne dochody. Mają własne rodziny oraz dzieci. Nie zapominają o matce, stale wspierają je finansowo i dzwonią do niej, ale nie mają czasu jej odwiedzić. Ciągle tylko obiecują, że to zrobią i na tym się w zasadzie kończy.

Najmłodsza córka jako ostatnia opuściła dom. Najdłużej mieszkała z matką i nawet gdy wyszła za mąż, wraz ze swoim ukochanym przez chwilę mieszkali ze Zdzisławą pod jednym dachem. Jej mąż jednak dostał lepszą pracę w innym województwie i musiała z nim wyjechać.

Zdzisława ma już ponad osiemdziesiąt lat. Jej marzeniem jest zebrać wszystkich przy jednym stole i chociaż przez chwilę z nimi wszystkimi porozmawiać. Jak dotąd, pomimo wszystkich jej wysiłków, nie udało jej się to. Czas jednak mija nieubłagalnie, a ja naprawdę nie chcę, żeby dzieci w końcu do niej przyjechały, ale na pogrzeb, bo mogą nie zdążyć. Wydaje im się, że muszą załatwić najpierw wszystkie swoje sprawy, a dopiero potem odwiedzić matkę i babcię, ale oby nie żałowali, gdy zabraknie im czasu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × trzy =

Dorosłe dzieci wyjechały, pozostawiając matce jedynie nadzieję na ponowne spotkanie