Znowu synowa mi przyprowadziła wnuczkę na weekend żaliła się wczoraj sąsiadka, pani Halina, kiedy spotkałyśmy się na klatce schodowej. Ja już naprawdę nie wiem, jak tego dziecka nakarmić! „Mama mówiła, że księżniczki dużo nie jedzą!” mówi, zje dwie łyżki i koniec! A przecież blada jak ściana, aż fosforyzuje z tego niedożywienia!
Pani Halina swojego syna Pawła ożenić pozwoliła dopiero wtedy, jak jej nowa synowa, Celina, już była w ciąży. Zresztą Celiny nie polubiła od momentu, kiedy ją zobaczyła. No jak to, żeby kobieta była starsza od syna o całe siedem lat?! Przecież Paweł to jeszcze dzieciak, maturę dopiero co zrobił!
On kobiety przed tą Celiną nawet nie widział! powtarzała mi Halina z oburzeniem. Nic dziwnego, że mu zawróciła w głowie! Przejęła go doświadczeniem, i po chłopaku!
A Celina była śliczna jak z okładki. Dbała o siebie, zawsze zadbana, zgrabna, modne ubrania, kariera się rozwijała. Nic dziwnego, że Paweł zwariował na jej punkcie chłopy przecież patrzą oczami. Ona, prawda, i modna, i z klasą.
Jadła lekko, racjonalnie i dziecię też już miała przeszkolone w liczeniu kalorii, unikaniu schabowych i pilnowaniu sylwetki. I nic dziwnego, że wnuczka Haliny marzyła tylko o sałatce z ogórka i liściu rukoli na obiad.
Po kilku miesiącach randkowania Celina była już w ciąży. Czy to na przekór przyszłej teściowej, która robiła, co mogła, żeby ich rozdzielić? Czy po prostu chciała się zabezpieczyć przed losem? A może wyszło samo, nieistotne. Paweł podjął decyzję: żeni się. Miał dokładnie 18 lat, a Celina 25.
Zdobył maturę, poszedł do technikum, pracował na pół etatu. Wynajęli razem kawalerkę, potem udało się kupić malutki pokój w akademiku. Byli młodzi, szczęśliwi, ale Halina nie dawała za wygraną: a to Celina za słono zupę ugotowała, a to koszul nie wyprasowała, a to dziecka nie ubrała odpowiednio. Według Haliny Celina była samą wadą, żadnych zalet. Swojemu synowi nie przepuszczała!
Celina więc ograniczyła z teściową kontakty do minimum. Sama targała córkę do przedszkola, na gimnastykę, na szachy. Ledwo z pracy do domu, już leciała do sekcji… Jeszcze sama zdążyć do fitness klubu, do manikiurzystki, do fryzjera W domu bywała mniej niż by chciała.
Paweł wracał do mieszkania pusto. Córka na zajęciach, żona albo razem z nią, albo gdzieś lata na własnych sprawach.
Pewnego ciemnego listopadowego wieczoru zapukała do drzwi sąsiadka z akademika, Mariola. Samotna wdowa, lat 38, z dwójką nastoletnich dzieci. Na ogólnej kuchni pękł kran, woda już lała się pod zalewając sąsiadów z dołu. Paweł, złota rączka, zakręcił wodę i zabrał się za naprawę. Mariola w tym czasie gotowała kluchy z kotletem mielonym zaproponowała Pawłowi talerz w ramach wdzięczności. Paweł był zachwycony. Celina ostatnio nie miała czasu na domowe obiady tylko sałatki i jogurty naturalne.
Tak zaczęły się regularne kolacje u Marioli domowe pierogi, placki ziemniaczane, miłe pogaduszki przy kuchennym stole, kiedy żony i córki nie było pod ręką. W końcu wybuchła iskra sami nie wiedzieli, jak to się stało, ale bez tych wieczorów nie potrafili już funkcjonować.
A tu w akademiku wszystko na widoku, życzliwi sąsiedzi czujni jak radary. Ktoś podkablował Celinie, że jej mąż zarówno talerze, jak i serce znalazł u sąsiadki, a czytania „Pana Tadeusza” tam raczej nie uprawiają.
Afera przeniosła się na cały piętro Celina, kobieta dumnie trzymająca się zasad, spakowała mężowi walizkę i wystawiła pod drzwi. A Paweł no gdzie miał iść, rodzicom wstyd się pokazać, późno już, został u Marioli.
W tym czasie córka Pawła i Celiny miała 6 lat, on 25, Celina 32, Mariola 39.
Pani Halina, kiedy dowiedziała się, że syn się wyprowadził była w euforii, sama chciała się ożenić na jego miejscu. Ale jak usłyszała, że Paweł zamieszkał z kobietą o 14 lat starszą, matką dwójki dorastających dzieci zdziwienie ją zatkało, nagle zrobiła się cicho jak makiem zasiał. Skapitulowała? Przełknęła własne porażki? Sama nie wiedziała
Ta historia ma już swoje lata rozwód Pawła i Celiny wydarzył się około piętnaście lat temu. Od tego czasu Paweł mieszka z Mariolą. Dzieci wspólnych nie mają, ale żyją zgodnie, dogadują się świetnie mimo różnicy wieku. Paweł ma dziś 40 lat, Mariola 54. Halina w końcu zaakceptowała sytuację, zaprasza ich do siebie na sernik i ogórki kiszone, nie ma już żadnych pretensji cisza, pokój i sielanka. Widzę, że Paweł jest naprawdę szczęśliwy.
A wy jak sądzicie, czy prawdziwe szczęście możliwe jest wtedy, gdy kobieta jest starsza?

