Wiele osób uważa, że dom starców to rodzaj wysypiska śmieci dla niechcianych staruszków, coś złego i okrutnego dla człowieka, ale teraz udowodnię, że jest inaczej.
Kiedy byłem mały, moja rodzina mieszkała w schronisku. W sąsiednim pokoju mieszkała matka z synem. Matka była bardzo chora, nie potrafiła odróżnić poranka od wieczoru i była przykuta do łóżka. Jej syn miał sześćdziesiąt lat i opiekował się nią.
To było trudne, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Sąsiad był rozdarty między domem a pracą. Po pewnym czasie ich relacje uległy zmianie. Na początku tylko się złościł i narzekał, że jest mu bardzo ciężko, potem zaczęli na siebie krzyczeć, a z czasem sporadyczne krzyki przerodziły się w regularne skandale.
Żal mi było tego dziadka, bo on, mężczyzna, musiał wykonywać czynności związane z karmieniem i higieną osoby przykutej do łóżka, a to jest trudne w każdym przypadku. Ze znużenia i rozpaczy zaczął pić. Nie tak ciągle, ale jednak było o czym rozmawiać wśród mieszkańców naszego budynku. Wszyscy radzili mu, żeby oddał ją do domu starców, ale on odrzucił to jako brak szacunku dla matki.
Po śmierci matki odetchnął i po roku wyczerpania psychicznego i fizycznego prowadził normalne życie, jak każdy inny człowiek.
Mój wujek ma zupełnie inną historię. Jest żonaty od prawie trzech lat. Początkowo powodziło im się dobrze, ale ostatnio teściowa bardzo zachorowała. Początkowo opiekowała się nią wnuczka, ale potem mój wujek i jego żona postanowili ją przygarnąć. Jego własna córka nie miała wystarczająco dużo czasu, aby opiekować się matką, więc wujek musiał przejąć większość opieki.
Czasami wujek był bardzo zmęczony. Kiedy go odwiedzałem, mówił tylko o tym, co musi zrobić, że współczuje swojej teściowej, ale nie ma już siły, by się nią opiekować. Stał się nerwowy, drażliwy z powodu każdej drobnostki i bardzo schudł. Teściowa zrozumiała, więc poprosiła go, aby zawiózł ją do domu starców. Cała rodzina próbowała ją od tego odwieść, ale nie dała się przekonać. W końcu dopięła swego.
Podoba jej się tam, w dużej mierze tylko dlatego, że nie leży w ramionach swoich bliskich, nie cierpi z powodu poczucia winy, które doskwiera tym, którzy nie potrafią uporządkować nawet swoich spraw. Pracownicy wykonują swoją pracę, nikt nie oczekuje od nich wiele ciepła czy uwagi, ale karmią i leczą. Jest wiele osób, z którymi można rozmawiać przez wiele dni, są to Ci sami pacjenci w pokoju obok. Kobieta zawsze podkreśla, że w pobliżu zawsze są pracownicy służby zdrowia, którzy dbają o jej dobre samopoczucie. Wujek odwiedza teściową w każdy weekend i przywozi jej prezenty z domu. Ich relacje są teraz lepsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Niedawno pojechaliśmy z całą rodziną do dziadka. Od dłuższego czasu był wdowcem. Tak bardzo kochał moją babcię, że przez dwadzieścia cztery lata nigdy nie ożenił się po raz drugi. Dziadek zawołał mnie do siebie i zapytał: „Wnuczko, jeśli będę bardzo chory i nie będę w stanie sam o siebie zadbać, proszę, bez wahania zabierz mnie do domu opieki. Nie chcę, abyś cierpiał ze mną tak, jak ja cierpiałem z Twoją babcią. Nie ma w tym nic złego ani wstydliwego. Rozumiecie, tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Nie chcę, abyś złamał sobie dla mnie kręgosłup, a potem mnie znienawidził. To bardzo trudne, kochanie, uwierz mi”. Za każdym razem, gdy mój dziadek wspomina naszych sąsiadów, przypomina sobie, jak ciężko było mu z babcią, gdy dzień po dniu gasła.
A gdzieś są rodziny, w których nie można się dogadać ze zdrowym człowiekiem, a kiedy zachoruje, staje się to nie do zniesienia. Potem opiekują się chorym, nie ma od tego ucieczki, ale w ukryciu czekają na jego rychłą śmierć. Czy nie zgodzisz się, że to nie jest normalne? Jestem pewien, że wielu się ze mną nie zgodzi, ale zadając pytanie, można dojść do innego wniosku.
Osobiście nie chcę być ciężarem dla mojej córki w jej podeszłym wieku. Nie chcę, żeby się denerwowała z mojego powodu lub była rozdarta między mną a swoją rodziną. Wolałabym dożyć końca życia w domu opieki, niż pozostawić po sobie wspomnienie jako najtrudniejsze doświadczenie w życiu moich bliskich.



