Nie byłem na żadnej randce już od dłuższego czasu, bo od 7, a może nawet 8 miesięcy. Przez ostatni rok bardziej skupiałem się na sobie – na swojej pracy, podróżach, a także na dokończeniu studiów. Teraz mam już dyplom, nie studiuję, więc mam więcej czasu. Postanowiłem, że to pora na to, by się ustabilizować. Pragnąłem normalnego związku, a nie dziewczyny na jedną noc, która nie ma nic więcej do zaoferowania niż własne ciało.
Założyłem konto na portalu randkowym i zacząłem pisać z pewną dziewczyną, która bardzo mi się spodobała. Spotkaliśmy się, i to nawet dwa razy, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, chociaż gdy ją pierwszy raz zobaczyłem myślałem, że to odpowiednia dla mnie dziewczyna. Jednak ona już na drugiej randce zaczęła zadawać bardzo dziwne według mnie pytania. Czułem się, jakbym rozmawiał z pracownicą Urzedu Skarbowego, a nie z kobietą, z którą mógłbym się związać. Nie interesowały jej moje zainteresowania, skąd jestem, a to ile zarabiam i czy mam może jeszcze jakieś dodatkowe źródła dochodu. Kiedy dowiedziała się, że zarabiam 4500 złotych miesięcznie, atmosfera jakoś się popsuła, a sama randka szybko się zakończyła.
Następnego dnia przestała się odzywać. Sam też nie wiedziałem, czy pisać do niej pierwszy, ale w końcu postanowiłem, że chciałabym wyjaśnić tę sytuację, dlatego odezwałem się do niej i zapytałem, czy wszystko w porządku, bo wcześniej pisaliśmy codziennie, a teraz się nie odzywa. Nie odezwała się jeszcze przez jeden dzień, a potem wysłała mi wiadomość, że uznała, iż do siebie nie pasujemy i że nie chce utrzymywać ze mną kontaktu. Po tym zrobiło mi się nieprzyjemnie, bo zamiast skupić się na poznaniu mnie, oceniła mnie na podstawie moich dochodów. Owszem, nie jestem może milionerem, jeszcze nie zarabiam jakoś dużo, ale z czasem to się zmieni.
Z jednej strony dobrze, że ta materialistka sama postanowiła zerwać kontakt, ale wciąż czuję jakiś niesmak.
