Do Sylwestra pozostało już niewiele czasu. Niektórzy czekają na niego z niecierpliwością, oczekując Nowego Roku. Dla mnie jednak te dni przynoszą tylko ataki paniki i ciężką pracę, tak jak każde inne święta.
Wszystko dlatego, że moja teściowa jest bardzo niechlujną kobietą, a zwłaszcza przy przyrządzaniu różnych potraw.
Mieszkamy razem, więc widzę, jak ona gotuje. Przede wszystkim trzyma w domu koty. Nie wiem, jak to się dzieje, ale w wielu potrawach, które szykuje matka mojego męża, znajduję kocią sierść. Kiedy gotuje, ma jej pełno na rękach i ubraniu. Jak się porusza, kłaki fruwają wszędzie i wpadają do jedzenia.
Po drugie, potrafi upuścić coś na podłogę, podnieść i odłożyć z powrotem na talerz. Może stąd też ta sierść? Jak jej coś spadnie, mówi że to nic takiego, przecież nikt się nie otruje.
Kiedy wyjechała na tydzień, postanowiłam w międzyczasie zrobić porządki w lodówce i znalazłam w niej mnóstwo jedzenia z bardzo odległą datą ważności, które wyrzuciłam. Miała różne konserwy, których termin przydatności do spożycia minął ponad rok temu.
Pigułki to zupełnie inny temat. W jej apteczce znajdują się leki, których termin ważności upłynął na początku XXI wieku. Nie trzeba dodawać, co może się stać po zażyciu takiej tabletki.
Po prostu kupuje wszystko, co zobaczy na wyprzedaży, a potem produkty leżą i nie wiadomo, na co czekają. Ma dobrą emeryturę, więc ma za co robić niepotrzebne zapasy, a później nas nimi karmi.
Uważa też, że wszystkie święta w roku, nie mogą się obyć bez alkoholu. Cóż, nie tylko ona tak myśli, rozumiem, że wszyscy wtedy piją. Po prostu nie spożywam alkoholu, nie mogę, mój organizm go nie akceptuje. Oczywiście powiedziałam jej to, jednak to nic nie dało. Za każdym razem zaczyna tę samą piosenkę: „Napij się trochę, chodź, nie odmawiaj”. Pijackie wywody mojej teściowej wcale nie sprawiają, że mam ochotę na to przyjęcie.
Mój mąż bardzo kocha swoją matkę, nie możemy więc nigdzie wyjechać bez niej. W każdym razie na pewno nie da się tego zrobić w wakacje.
Ja jestem wrażliwa, ale mój mąż nie. Jeśli nie obrzydzają go jej posiłki, to nie ma sprawy. Ja nie chcę jeść przeterminowanego jedzenia, na którym są kłaki z podłogi. W każde święta muszę wpychać w siebie z obrzydzeniem to, co teściowa przygotuje i nienawidzić siebie za to, że mam słabą wolę. Co mogę jednak zrobić? Powiedzieć jej, że lubię jej jedzenie, ale tylko smak mi odpowiada, a to, jak je podaje budzi we mnie wstręt? Oznaczałoby to, że nasze relacje natychmiast legły by w gruzach.

