Poznałem wspaniałą dziewczynę. Wpadłem na nią w drzwiach autobusu i długo nie mogłem się rozstać, a potem śmialiśmy się z tego przez całą drogę, rozmawiając przy okazji o innych rzeczach. To ja jako pierwszy, zaproponowałem wymianę numerów telefonów, a ona jako pierwsza napisała do mnie SMS-a, zapraszając mnie na randkę.
Była bardzo piękna, inteligentna i interesująca. Nie spędzaliśmy razem tyle czasu, ile bym chciał, głównie w te dni, kiedy mogła wyrwać się z pracy. Jej grafik był nieco chaotyczny, ale nie o to chodziło.
Czas, który spędziłem w związku z nią, był najlepszy. Ponieważ bardzo ją lubiłem, chciałem więcej z nią wyjeżdżać i podróżować, ale nawet te zaplanowane wcześniej wyjazdy często trzeba było przekładać, bo jej plany ulegały zmianie i nie mogłem się wyrwać.
Po roku związku, zdałem sobie sprawę, że jest dla mnie idealną kobietą, z którą chciałbym spędzić resztę życia i postanowiłem się jej oświadczyć. Powiedziała z radością: „Tak!”, ale zaraz potem oznajmiła mi, że jest już mężatką i ma syna. Nie mam słów, aby kulturalnie opisać uczucia, które mnie wtedy ogarnęły. Zachrypniętym z podniecenia głosem zapytałem ją, dlaczego nie powiedziała mi wcześniej, zanim to wszystko się zaczęło, a ona odpowiedziała, że bała się mnie stracić. Ona i jej mąż od dawna chcieli się rozwieść. Jeśli nie jestem zadowolony z posiadania dziecka, nie muszę się martwić – powiedziała, że jej syn zostaje z jej mężem.
Oświadczyłem się jej więc, nie ma już odwrotu, ale nie mogę się pogodzić z tym, że moja ukochana dziewczyna okazała się mężatką i matką. Czuję się tak, jakbym rozbijał czyjąś rodzinę, a to w ogóle nie jest w porządku. Mam też przykrą myśl, a co, jeśli później, kiedy będzie już moją żoną, będzie zdradzać także mnie?



