Czy potrafimy się odwdzięczać?

Był późny, deszczowy wieczór. Michał podjechał przed dom, wychylając głowę przez szybę. Deszcz coraz bardziej się nasilał. Już miał biec, gdy usłyszał gdzieś w pobliżu cichy pisk. Pomyślał, że jest to dziecko lub kotek. Mężczyzna zakrył głowę kurtką, wysiadł i rozejrzał się. Nikogo nie widział w pobliżu. Zrobił krok do przodu, a coś rzuciło mu się prosto pod nogi. Był to mokry, brudny, rudy kotek. Trząsł się z zimna i piszczał.

Trzydzieści lat temu.

Obrzeża południowego miasta we Włoszech. Była noc, a w domu spała pięcioosobowa rodzina: mąż, żona i trójka dzieci. Okna były szeroko otwarte. Mimo chłodu nocy, w domu było duszno. Na łóżku przy oknie, leżeli dwaj bracia: Mateusz – lat sześć i Jurek – lat dziesięć. W drugim pokoju spali ich rodzice i półroczna siostrzyczka Lena.

Nagle domem zakołysało, jak łódką na wodzie. Naczynia zabrzęczały w kredensie. Wszyscy spali. Stary rudy kot Kama, ulubieniec dzieci, wyskoczył z krzesła. Podniósł pysk, obwąchał i podbiegł do dziecięcego łóżka.

Mateusz, nie wyobrażał sobie życia bez swojego włochatego przyjaciela. Uwielbiał on Kamę, razem dorastali. Również kot był przywiązany do chłopca. Na jego widok, biegł się przytulić i ocierał się o niego, głośno mrucząc.

Kot wskoczył na łóżko i tupał na klatce piersiowej chłopca.

– Kama, przestań! – Mamrotał sennie chłopiec i próbował zrzucić kota. – Odejdź!

Dom znów się zatrząsł. Rozległ się dźwięk odpadającego tynku. Kot zaczął drapać chłopaka pazurami, drapiąc boleśnie jego klatkę piersiową. Mateusz obudził się i usiadł. Kot miauknął i zeskoczył na podłogę. Podbiegł do drzwi, odwrócił się i znów miauknął, jakby wołał za sobą. Chłopiec ziewnął, przecierając oczy. Z pokoju jego rodziców, wybiegło kilka myszy. Z piskiem skierowały się w stronę progu. Kot nie reagował na nie, tylko głośno miauczał. Chłopiec wstał z łóżka i podążył za kotem do wyjścia. Wtedy jednak dom zatrząsł się tak bardzo, że Mateusz przestraszył się i kucnął. Filiżanka spadła i stłukła się. Rodzice obudzili się, a Lena płakała. Gdy rodzice wyszli z pokoju z dziewczynką na rękach, rozległo się dudnienie. Dźwięk dochodził od strony miasta.

– Jurek, mój synku. – Budziła go jego matka. – Pospiesz się i wstań!

– Mateusz, wyjdź na podwórko! – Ojciec nakazywał. – Pospiesz się!

– Mamo, co teraz? – Jurek zrzędził gniewnie. – Daj mi spać…

– Synu, synu. – Trącała go matka. – Wstań! Wygląda na to, że nadchodzi trzęsienie ziemi. Chodźmy!

– Może nie będzie. – Wahał się syn.

Wcześniej też się czasami trzęsło, ale daliśmy sobie radę z lekkim bujaniem. Trzaski i dudnienia zbliżały się. Naczynia klekotały głośno i bez przerwy.

Matka w szlafroku, boso, stała z chłopcami na ganku. Dzieci były nagie, w samych tylko spodniach od piżamy. Ojciec z córką na rękach, wahał się. Jako ostatni przekroczył próg, a po chwili, dom zawalił się. Po prostu się zawalił, jak słomiana chata zdmuchnięta przez wiatr. Wszyscy zamarli w zaskoczeniu i przerażeniu.

Gdyby nie kot Kama…

Michał podniósł mokrego, mizernego kociaka. Dobrze pamiętał, jak kotka Kama uratowała kiedyś życie całej rodzinie. Jak mógł teraz odmówić pomocy temu malutkiemu kotkowi. Jego zielone oczy krzyczały: „Ratuj mnie!”. Wyobrażał sobie, że niesie ze sobą małą drugą Kamę. Michał pamiętał jak wiele dobrego zrobiła dla nich kotka.

Raz po raz, czworonożni przyjaciele ratują nas, a my…Czy umiemy się odwdzięczyć?

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × trzy =

Czy potrafimy się odwdzięczać?