Czy córka nie zasługuje na spadek?

Moja teściowa, spędziła ponad dwadzieścia pięć lat swojego życia, pracując w niebezpiecznej fabryce farb, ponieważ było to jedyne miejsce w mieście, gdzie można było dostać pracę bez konieczności dojeżdżania półtorej godziny do innych miast, drogimi autobusami. Poza tym, wynagrodzenie było bardzo przyzwoite i istniała możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę.

Przyznała, że nigdy nie myślała o zmianie pracy, ponieważ zawsze trudno było dostać tak dobrą pracę i było wielu chętnych na jedno miejsce, a poza tym musiała wychowywać swoje dzieci, w szczególności Alę, której chciała zapewnić lepsze życie, aby nigdy nie musiała tak ciężko pracować.

Na teścia nie można było liczyć, bo był nieudacznikiem, który tylko siedział przed telewizorem i opowiadał, jak to aktywnie szukał pracy, ale nie mógł jej dostać. W ten sposób, kobieta ciągnęła na swoich barkach całą rodzinę i dzieci. Priorytetem było utrzymanie córek, ich wychowanie, a także prowadzenie domu i sprzątanie – wszystko robiła sama. Nie chciała się rozwieść z mężem, bo uważała, że dzieci potrzebują ojca, nawet jeśli był złym ojcem, ale przynajmniej nie pił i czasem nawet pomagał w lekcjach.

Dzięki temu, że żyli oszczędnie, mojej teściowej udało się odłożyć trochę pieniędzy i później udało jej się posłać Alę do szkoły, zapewnić jej korepetytora z angielskiego, żeby mogła się dobrze uczyć, a potem pójść na studia. Ala dostała się do pracy w dużym mieście, dość daleko od swojej rodziny.
Uczyła się pilnie, robiła dobre postępy, skończyła studia magisterskie i podyplomowe, dostała pracę profesora na swojej uczelni, a po jakimś czasie została zaproszona do stolicy jako osoba bardzo wartościowa, o wysokich kompetencjach. Tam właśnie się poznaliśmy.

Jej rodzice niezbyt mnie lubili, w dużej mierze dlatego, że wciąż jeszcze chwiejnie stąpałem po ziemi i często zmieniałem pracę, bo nie mogłem znaleźć takiej, która odpowiadałaby mi pod względem lokalizacji, warunków i wynagrodzenia. Widocznie teściowa uważała mnie za swojego męża, więc nie od razu mnie polubiła.

Przed ślubem, Ala kilkakrotnie zabierała mnie do swojego rodzinnego miasta, a ja byłem trochę skwaszony, kiedy z trudem znosiłem życie na wsi, ponieważ w ogóle nie byłem przygotowany na wiejski smak i warunki, byłem przyzwyczajony do życia w dużym mieście i jeszcze bardziej nie podobałem się teściowej. Przez całą wizytę chodziła z miną, jakby zjadła cytrynę. Przeżyliśmy to i nieczęsto bywaliśmy w domu rodzinnym Ali.

Później było lepiej, dostałem pracę, Ala kupiła dwupokojowe mieszkanie i zaczęliśmy myśleć o posiadaniu dzieci. Moja teściowa od dawna była na emeryturze i miała przyzwoite miesięczne wypłaty. Jednak praca w niebezpiecznym zawodzie, odbiła się na jej zdrowiu. Często chorowała i trafiała do szpitala, ja i Ala byliśmy zbyt daleko i zbyt zajęci pracą, a na dodatek zmarł mój teść, więc nie było nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Wtedy teściowa, zaczęła prosić chłopaka sąsiadki o pomoc w pracach domowych: rąbaniu drewna, karmieniu kur, zbieraniu jajek. Gotował dla niej i pomagał w pracach domowych. Dobroduszny chłopak z sąsiedztwa pomógł jej za darmo, mówiąc, że nie będzie jej okradał. Brał od niej pieniądze tylko po to, by kupić w sklepie artykuły spożywcze i drobne rzeczy do domu.

Teściowa była przepełniona wdzięcznością i w oczekiwaniu na swoją śmierć, postanowiła sporządzić testament, w którym dom i oszczędności miały przypaść sąsiadce. Nie wydawała się mieć do nas pretensji, po prostu uważała, że jedno z jej dzieci wyjechało za granicę, a Ala sama radziła sobie całkiem nieźle – po co jej dom na odludziu i grosze na koncie oszczędnościowym?

Ale ja jej nie rozumiem, Ala jest jej córką. Moja teściowa od początku ciężko na nią pracowała, a na koniec oddała wszystko obcemu człowiekowi, który na starość okazał jej odrobinę człowieczeństwa? Byłem wściekły, gdy teściowa zadzwoniła do mojej żony, aby poinformować ją o swojej decyzji. Ja uważam, że mamy prawo być na nią źli.

To oczywiście nie jest moja sprawa, ani mojej rodziny, wiem, że Ala będzie wspierać matkę w każdej decyzji, ale dlaczego moja teściowa uważa, że jej własna córka nie zasługuje na to, by otrzymać coś z dobra swoich rodziców? Czy inni naprawdę potrzebują go bardziej?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × trzy =

Czy córka nie zasługuje na spadek?