Do wczorajszego wieczoru wszystko było u mnie świetnie, byłam absolutnie szczęśliwa z tego, jak wygląda moje życie. Wczoraj mój świat zawalił się w jednym momencie, a to wszystko za sprawą mojego męża Grzegorza.
Jesteśmy już małżeństwem od 7 lat. Mamy dwoje dzieci – dziesięcioletnią córeczkę z mojego pierwszego małżeństwa i naszego wspólnego syna, który obecnie ma trzy latka. Mój mąż był dobrym, troskliwym ojcem dla obojga dzieci i traktował moją córkę jak własną. Dla mnie też był wspaniałym mężem. Nigdy się ze sobą nie kłóciliśmy, a jeśli już się zdarzały jakieś sprzeczki, to były one naprawdę krótkotrwałe i nieszkodliwe.
Wczoraj jednak pierwszy raz pokłóciliśmy się mocniej. Dyskutowaliśmy na temat tego, czy nasza córka może jechać na na kemping z naszymi przyjaciółmi i ich dziećmi. Ja byłam „za”, a on „przeciw”. Skończyło się na tym, że przypomniałam mu, że to ja jestem jej biologiczną matką i w zasadzie mogę sama podjąć tę decyzję. Pokłóciliśmy się mocno, mąż mocno mnie złapał, aż teraz mam siniaki a potem popchnął, a ja upadłam. Patrzył na mnie przez kilka sekund pustym wzrokiem, a potem szybko wyszedł zapalić, nawet nie pomógł mi wstać.
W ciągu kilku minut spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, zabrałam ze sobą dzieci i w pośpiechu odjechałam samochodem do moich rodziców. Mój mąż natychmiast zaczął do mnie dzwonić, ale nie odbierałam, nie chciałam z nim rozmawiać. Zaczął więc pisać SMS-y. Szukał mnie u moich rodziców, ale na szczęście od razu go przegonili i nie musiałam go widzieć.
W nocy, kładąc dzieci do łóżka i otrząsnąwszy się trochę po tym, co się stało, zaczęłam czytać od niego SMS-y, w których prosił o przebaczenie, pisał, że bardzo żałuje i jest przerażony tym, co zrobił oraz że nie rozumie, jak to się stało. Wyznał, że jest mu bardzo wstyd i nienawidzi siebie za to, co zrobił oraz, że to już nigdy się nie powtórzy. Pisał też, że jest w stanie zrobić wszystko, abyśmy do niego wrócili.
Karol wydawał się mężczyzną z marzeń. Po kilku miesiącach znalazłam jego drugie konto w internecie
Nie poszłam dzisiaj do pracy i nie odwiozłam syna do przedszkola. Mój mąż był rano w przedszkolu i w mojej pracy, szukał mnie. Wrócił więc pod dom rodziców, którzy teraz są w pracy i widzę, że siedzi obok bramy już dwie godziny. Nie wiem, co dalej robić, czy wyjść do niego, porozmawiać z nim i dać mu szansę?
Zawsze gardziłam kobietami, które żyły z mężczyznami, którzy podnieśli na nie jakkolwiek rękę, a teraz znalazłam się w takiej samej sytuacji. Zawsze mi się wydawało, że gdyby to mi się nagle wydarzyło, to byłoby po wszystkim – natychmiastowe zerwanie, żadnych rozmów, żadnych opcji naprawiania. Dzisiaj już się jednak waham. Kocham mojego męża i jestem pewna, że on kocha mnie i moje dzieci, nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale nie mogę teraz z nim mieszkać po tym, co zrobił.
Co robić? Przekreślić wszystko? A może przebaczyć, opierając się na jego obietnicach, w których zarzeka się, że to nigdy więcej się nie powtórzy? A może jeśli raz podniósł już na mnie rękę to znak, że już zawsze tak będzie?
Co zrobilibyście na moim miejscu? Co mi radzicie zrobić? O tym, co się stało powiedziałam tylko mamie i siostrze (bardzo wstydziłam się powiedzieć). Mama radzi się rozstać z Grześkiem, a siostra radzi wybaczyć i ratować rodzinę.



