– Co to za imię?! Jeśli zawołasz do niej po imieniu na zewnątrz, to cały plac zabaw się odwróci ze zdziwieniem

- Co to za imię! Jeśli zawołasz do niej po imieniu na zewnątrz, to cały plac zabaw się odwróci ze zdziwieniem

Kiedy zaszłam w ciążę, zastanawiałam się, jak z mężem nazwiemy nasze dziecko. Potem w trakcie badania USG okazało się, że będziemy mieli dziewczynkę. I tak się zaczęło… Naturalnie powiedzieliśmy przyszłym dziadkom, że urodzi im się wnuczka, a oni powiedzieli to reszcie naszych bliskich, nawet tych bardzo dalekich.

Zasypywano nas różnymi radami co do imienia, które powinniśmy nadać dziewczynce. Niektóre z nich były podawane wręcz w formie żądań – tylko Zofia, tylko Angelika, tylko Natalia, itd. Ten przepływ informacji trwał około tygodnia, po czym nie mogłam już tego dłużej znieść i zaczęłam im wszystkich niezbyt uprzejmie odpowiadać: „To nie Wasza sprawa!”

Oczywiście nie mogłam być niemiła wobec moich rodziców i teściowej, więc starałam się im grzeczniej odpowiedzieć na ich wszystkie bezsensowne propozycje. Początkowo z mężem wybieraliśmy imię dla córeczki, ale potem powiedział mi, że ufa mojemu wyborowi i mogę to zrobić sama. Powiedział jednak, że mam mu obiecać, że będzie miał pierwszeństwo w wyborze imienia dla syna, jeśli kiedyś nam się urodzi.

Tak więc pozostawiona sama sobie z problemem dotyczącymi wyboru imienia dla córki, zaczęłam zbierać informacje od znajomych. Jak się okazało, dzieci nazywano tak, jak im się podobało. Niektórzy lubili klasykę – Zofia, Katarzyna, Maria, inni skłaniali się ku imioniom pochodzącym z języka obcego – Natan, Nicole, Jessica, a jeszcze inni wymyślali imiona i ich dzieci nazywały się Jonatan, Illaris albo Pinitas…

Mój były mąż nie jest już szczęśliwy, że wychowuje nasze dzieci, bo wcale nie lubi być tatą 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu

Najbardziej podobał mi się pomysł imion dziedzicznych – sporo rodziców nadawało swoim dzieciom imiona swoich dziadków lub własne. Ostatecznie zdecydowałam się pozostawić decyzję przypadkowi i wciągnąć w wybór męża, abym miała wtedy szansę na wpływ na imię mojego syna.

Na kartkach papieru nabazgrałam kilkanaście imion kobiecych, które potem zgniotłam i włożyłam do kapelusza. Potem zawołałam męża i powiedziałam, aby wyciągnąć z niego jedno zawiniątko.

Mój mąż najwyraźniej zrozumiał moją sztuczkę, uśmiechnął się, ale zgodził się na „loterię”. A pół godziny później wszyscy krewni już wiedzieli, że będziemy mieli córeczkę o imieniu Ewa.

Czyż to nie wspaniałe imię?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + piętnaście =

– Co to za imię?! Jeśli zawołasz do niej po imieniu na zewnątrz, to cały plac zabaw się odwróci ze zdziwieniem