Ciągle myślę o samobójstwie. Powstrzymują mnie już tylko moje dzieci

Kiedy urodziłam drugie dziecko, w mojej rodzinie zaczął się koszmar. Jakby ktoś rzucił na nas jakąś klątwę, która trwa do tej pory. Już nie mogę tak żyć.

Mąż przez kilka lat skarżył się na ból w klatce piersiowej, ale przypisywał to zmęczeniu fizycznemu i nigdy z tym nigdzie nie poszedł. Kiedy wyszłam po porodzie z dzieckiem ze szpitala i wróciłam do domu, mój mąż nagle zaczął mieć silne bóle w klatce, jakich jeszcze nigdy wcześniej nie miał. Ból określał jako tak bardzo ostry, więc nie zamierzałam już zwlekać i czekać na najgorsze. Wezwałam karetkę.

Karetka zabrała go do szpitala, ale skierowano go do drugiego na konkretne badania, których nie mogli wykonać tutaj z powodu braku specjalistycznego sprzętu. Mąż dość szybko udał się na badania i już po 2 tygodniach mieliśmy wyniki, które były jak wyrok. Mąż miał złośliwy nowotwór. Mąż znów pojechał do szpitala, tam mieli zrobić mu operację usuwającą guzek, jednak to niewiele dało, bo po operacji i tak zmarł. Okazało się, że był już w stanie, w którym miał przerzuty i niestety, nic nie mogło pomóc.

Zaczęłam żyć jak maszyna, wszystko robiłam automatycznie, bez uczuć. Rozwiązywałam problemy, kiedy się pojawiały, nie myślałam do przodu, bo tak naprawdę wraz ze śmiercią męża przyszłość dla mnie umarła. Obecnie młodsza córka ma 4 lata, a ja wciąż nie wyszłam z tego stanu apatii i wciąż żyje w koszmarze. Na domiar złego straciłam jeszcze pracę, bo firma, w której byłam zatrudniona, zbankrutowała.

Znalazłam teraz na szybko jakąkolwiek pracę, którą jest dorabianie sobie w sklepie spożywczym, kiedy dzieci są w przedszkolu. To praca dużo poniżej moich kwalifikacji, jestem w końcu po studiach i to bardzo dobrych, ale co mam zrobić? Pieniędzy brakuje, a dzieci ciągle chorują, więc muszę sobie jakoś radzić.

Nie dbam o siebie, wyglądam jak trup. Ciągle w mojej głowie krąży myśl o samobójstwie i trzymam się tylko dzięki dzieciom. Nie ma nikogo, kto by się nimi zajął po mojej śmierci, a nie chcę, żeby trafiły do domu dziecka. Jestem już u kresu wytrzymałości, nie wiem, do kogo zwrócić się o pomoc, jak dalej funkcjonować, gdzie znaleźć sens życia?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − 1 =

Ciągle myślę o samobójstwie. Powstrzymują mnie już tylko moje dzieci