Mąż zostawił mnie i moje dwie córki i poszedł do swojej kochanki, bo ona urodziła mu syna. Z jakiegoś powodu był to dla niego mocny argument, by rozbić rodzinę. Bez zastanowienia spakował się i zaczął swoje życie od nowa.
Andrzej i ja byliśmy małżeństwem od 9 lat. W tym czasie, dwukrotnie zostaliśmy rodzicami – mamy dwie piękne córki. Myślałam, że mamy dobrą rodzinę, ale kłopoty pojawiły się znikąd.
Od dawna wiedziałam, że mój mąż marzy o tym, by mieć syna. Uznałam to za sen i nie myślałem o tym zbyt wiele. Wydawało mi się, że płeć dziecka nie jest ważna, więc wpuściłam jego słowa jednym uchem, a wypuściłam drugim. Co więcej, nie mogłam wpłynąć na ten czynnik.
Kiedy podczas pierwszej ciąży, mąż dowiedział się, że urodzi się córka, wciąż przekonywał mnie i siebie, że USG jest złe.
– Czy widzisz wszystko na ekranie? Wiem, że mam mieć chłopca! – Był oburzony.
Nie skonfrontowałam się z nim. Jednak przy porodzie, młody ojciec był ostatecznie rozczarowany, bo to była dziewczynka. On oczywiście starał się ukryć swoje emocje, ale ja nie dałam się nabrać. Potem jednak uspokoił się i postawił na swoim.
Niewiele mi pomógł przy córce. Nawet jeśli coś robił, to wydawało się, że Andrzej robił to z poczucia obowiązku, a nie z własnej chęci. Moja mama i teściowa zapewniały mnie, że nie ma powodu do zmartwień i że takie zachowanie jest wspólne dla wszystkich mężczyzn.
Wkrótce mój mąż zaczął spędzać więcej czasu z córką, więc odetchnęłam z ulgą. O posiadaniu drugiego dziecka zaczęłam mówić, gdy moja córka miała 3 lata. Byłam przeciwna, bo wiedziałam, że przy dwójce małych dzieci, zwariuję bez żadnych pomocników, ale mąż się uparł i nie przestawał pytać, kiedy postaramy się o drugie dziecko.
Poddałam się. Tak jak za pierwszym razem, mój mąż był pewien, że będzie miał syna. To mnie szalenie irytowało. Gdy dowiedział się, że to znowu dziewczynka, stracił zainteresowanie mną i dzieckiem. Przy wypisie nawet nie udawał, że się cieszy – stał jak skazaniec. Tego dnia mocno się pokłóciliśmy, bo nie takiego spotkania się po nim spodziewałam.
W miarę upływu dni, zauważyłam, że Andrzej niespecjalnie chciał się przejmować córkami. Jeśli prosiłam go o coś, robił to, ale nigdy sam nie przejawiał inicjatywy. A ostatnio zauważyłam, że mój mąż w ogóle nie spieszy się do domu. Ciągle spóźnia się z pracy i chowa się za zmęczeniem.
Dwa tygodnie temu, przyszedł w dobrym humorze i powiedział, że składa pozew o rozwód. Powiedział, że miał inną kobietę, która była w stanie urodzić mu syna. A teraz chce poświęcić wszystkie swoje siły na jego wychowanie, bo to spełnienie jego marzeń.
Nawet nie wiedziałam jak na to odpowiedzieć. Dwoje dzieci, prawie 10 lat życia małżeńskiego i to wszystko poszło w niepamięć! Mąż powiedział, że nie powinnam liczyć na jego pomoc, bo on ma inne sprawy na głowie. Mam tylko jedno pytanie: jak mam to wszystko wytłumaczyć córkom?
Wiesz, gdyby po prostu zakochał się w innej kobiecie i poszedł do niej, nie bolałoby mnie to tak bardzo. Czuję się przez niego zdradzona. Zdradził nie tylko mnie, ale i nasze dzieci. W jaki sposób nasze dziewczyny są gorsze od jego syna?
Postanowiłam odebrać Andrzejowi prawa rodzicielskie i maksymalnie ograniczyć moją komunikację z nim. Nie sądzę, żeby chciał mieć kontakt ze swoimi córkami, ale muszę je chronić. Zrobię wszystko, aby moje dzieci były najszczęśliwsze, a Bóg jest jego sędzią.



