„Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, jest Twój!” – powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej kobiet…

Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, jest Twój! powiedziała żona z lekkim uśmiechem do nieznajomej kobiety, która nieoczekiwanie stanęła w jej drzwiach.

Poczekaj chwilkę, Danusiu! Ktoś właśnie dzwoni do drzwi. Oddzwonię za moment, jak się dowiem, kto to i o co chodzi powiedziała Ania z lekkim wahaniem, kończąc rozmowę telefoniczną ze swoją najstarszą przyjaciółką z czasów szkoły. Danka właśnie opowiadała jej z humorem o imieninach teściowej, a Anka chichotała bez przerwy jakby była na jakimś stand-upie.

Ania podeszła do drzwi, zerknęła przez judasza i aż się zdziwiła. Spodziewała się sąsiadki w końcu obcy nie mają dostępu do ich zamkniętego bloku. A tu stała młoda kobieta, której Ania w życiu nie widziała.

Postanowiła nie otwierać. Lepiej unikać kontaktu z nieznajomymi, zwłaszcza w tych czasach, gdy wszędzie kręcą się różnej maści oszuści. Anka miała proste zasady: zero dyskusji z obcymi. Oszuści żerowali na łatwowierności, ale ona nie dawała się nabrać.

Już miała wrócić do przerwanej rozmowy, gdy rozległ się długi, natarczywy dzwonek. Kobieta za drzwiami była uparta musiała widzieć, że ktoś jest w domu i nie miała zamiaru odpuścić.

Była sama Łukasz, jej mąż, pojechał do kumpla pomagać w ogrodzie. Ania wróciła do drzwi i jeszcze raz, uważniej, zerknęła przez wizjer na tajemniczą gościnę.

Zauważyła w niej coś dziwnego, może trochę żałosnego, ale nie czuła żadnego zagrożenia.

Co najgorszego może się stać? Otworzę, każę jej się wynosić, będę mieć spokój na resztę soboty pomyślała Ania. Pewnie się pomyliła albo chce mi coś sprzedać.

Zdecydowała się i otworzyła drzwi. Kobieta natychmiast się wyprostowała i poprawiła nerwowo włosy.

Dzień dobry! Pani Ania, prawda? zagadnęła, kręcąc palcami jedwabny szalik. No tak, wiadomo, że pani Ania nie wiem po co pytam.

Aha, czyli coraz sprytniejsi ci naciągacze Ania pomyślała z przekąsem. Wiedzą już nawet, jak się nazywam.

Kim pani jest i o co chodzi? Stoi tu pani od pięciu minut, nie zapraszałam pani, więc proszę się streszczać powiedziała Anka stanowczym tonem.

Łukasz jest w domu? wypaliła nagle nieznajoma, zaskakując Anię.

To dopiero numer Ania poczuła, że sytuacja staje się coraz dziwniejsza. Wie nawet, jak ma na imię mój mąż.

To do Łukasza pani przyszła? zapytała Ania, chociaż sama chciała już powiedzieć coś zupełnie innego.

Nie, przyszłam porozmawiać z panią. Jeśli Łukasz jest w domu, będzie mi trudniej odpowiedziała kobieta szczerze, jakby mowa była o zakupach chlebka.

Trudniej? Ale o co chodzi? Ania była już naprawdę zaciekawiona.

Nie ma go. Czego pani chce?

Może lepiej w środku, głupio gadać o takich sprawach na klatce stwierdziła nagle tamta odważniej.

O nie! Nie wpuszczam obcych do mieszkania. Mówi pani, co ma pani do powiedzenia, i już odpowiedziała krótko i ostro Ania.

Chce pani rozmawiać o szczegółach moich kontaktów z Łukaszem na oczach sąsiadów? rzuciła kobieta ironicznie się uśmiechając.

Słucham? Jakich kontaktach? Ania aż podniosła głos z wrażenia.

Pani Aniu, wszystko w porządku? odezwała się sąsiadka, pani Zielińska, która właśnie wyszła z windy.

Dzień dobry, pani Zosiu! Wszystko okej, jak pogoda? próbowała Anka szybko zmienić temat.

Coś się właśnie zbiera na deszcz potrząsnęła głową sąsiadka, jednak nie śpieszyła się do mieszkania, ciekawska jak zawsze.

No to niech pani wejdzie westchnęła Ania, machając dłonią do kobiety, żeby już przeszła do środka.

W środku kobieta rozejrzała się po mieszkaniu jak na wyprzedaży na wszystko patrzyła z niekrytym zainteresowaniem.

Pięć minut. Proszę mówić zatrzymała ją Ania, nie pozwalając wejść do salonu. To nie muzeum.

Nazywam się Weronika zaczęła, zdejmując szal i płaszcz. Łukasz i ja ja jesteśmy w sobie zakochani.

No proszę, nie było czegoś bardziej oryginalnego? przerwała jej Anka z przekąsem.

Ludzie się zakochują, tak jest. Nie jest pani pierwszą żoną, którą mąż zostawi odpowiedziała Weronika pewnym, niemal wyćwiczonym tonem i próbowała minąć Anię.

I jest pani pewna, że on nie kocha mnie, tylko panią? Ania nie przestawała się uśmiechać.

Oczywiście! Inaczej bym tu nie przyszła wypaliła Weronika.

Problem w tym, że mój mąż nikogo nie kocha. On nie umie powiedziała spokojnie Ania.

Weronika już zbierała się do riposty, ale właśnie wtedy skrzypnęły drzwi i wszedł Łukasz.

Wyglądał zaskoczony obecnością obcej kobiety na przedpokoju.

Weronika? Co Ty tu robisz w sobotę? Coś się stało w pracy? zapytał, kompletnie zdezorientowany.

Nie, przyszła do Ciebie odpowiedziała Ania z wyraźną satysfakcją.

Do mnie? Ale co się stało? Mam jakieś zaległości w robocie? Łukasz coraz bardziej nie rozumiał, o co chodzi.

Wiesz, kochanie ona przyszła Cię ode mnie odebrać, całego i na zawsze oznajmiła Ania, z ironicznym uśmiechem.

Weronika speszyła się, szybko wciągnęła płaszcz i zaczęła wycofywać w stronę drzwi.

Już wychodzisz? A co z Łukaszem? To po niego przyszłaś? Szczerze, bardzo chętnie Ci go odstąpię rzuciła za nią Anka żartobliwie.

Weronika wymknęła się bez słowa.

O co tu w ogóle chodziło? zapytał Łukasz, kompletnie zmieszany.

To Ty mi powiedz! Dlaczego przyszła ta odważna pani, żądając rozwodu i twierdząc, że się do niej przeprowadzasz? Ania skrzyżowała ramiona.

Żartujesz sobie? Ja nie mam pojęcia, co się dzieje. Ostatnio zaczęła się dziwnie zachowywać w robocie, ale nie dałem jej żadnego powodu. Mam dość takich cyrków. Przecież Ci obiecałem, pamiętasz?

Dobrze. Ale wiesz, że nie toleruję takich numerów. A naprawdę, kobiety dzisiaj potrafią wszystko, żeby ratować własne zamotane życie pokręciła głową Ania.

Łukasz zdjął buty i poszedł do kuchni, a Ania przez chwilę stała na korytarzu, zamyślona. Obiecała sobie, że nie pozwoli, by takie akcje zakłócały jej domowy spokój. Bezwiednie uśmiechnęła się do siebie, wspominając, jak nieudany ten plan Weroniki był.

Było oczywiste, że mimo różnych prób z zewnątrz, ich małżeństwo jest dużo trwalsze niż niektórym mogłoby się wydawać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × cztery =

„Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, jest Twój!” – powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej kobiet…