Po przeczytaniu testamentu, który postanowiłam przedstawić swoim dzieciom, Sebastian wstał od stołu krzycząc, że nigdy więcej nie postawi tu nogi. Kasia z mężem zabrali telewizor, który dostali w prezencie ślubnym, ale zostawili go u nas, bo w ich mieszkaniu był nowszy model.
Mieszkam od wielu lat sama, mam dwoje dzieci, ale życie tak się potoczyło, że mój mąż zmarł sześć lat temu, a moje dzieci wyprowadziły się z domu. Nigdy niczego im nie zabrałam, zawsze miały nowe zabawki, wysokiej jakości ubrania, mnóstwo różnych smakołyków, na które w tamtym czasie nie było stać wielu rodziców. Mój mąż pracował jako dyrektor w jednej z największych fabryk w regionie i nie mieliśmy biednego życia. Wszyscy żyli wygodnie, niczego nam nie brakowało. Mąż potrafił zapewnić mieszkania naszym pociechom, robił im remonty, zamawiał meble ze szlachetnego drewna. Wszystko co najlepsze było dla nich.
Kiedy mój małżonek zachorował, na początku nie prosiliśmy ich o pomoc, bo mieliśmy odłożone jakieś pieniądze, ale jego stan się pogarszał i potrzebne były większe środki, Kiedy poprosiliśmy dzieci o wsparcie, syn dał nam trochę pieniędzy, ale zaraz zaznaczył, że nie ma więcej i żebyśmy prosili córkę, a nie jego. Kasia również oznajmiła, że nie ma żadnych oszczędności. Ciężko było dowiedzieć się, że dzieci, którym oddałeś całe swoje życie, teraz nie chcą pomóc swojemu ojcu. Nasza rodzina miała wielu przyjaciół. Mąż zawsze pomagał wszystkim, którzy potrzebowali pomocy. Więc po rozmowie z synem, już się do niego nie zwracałam, a córka odmówiła, bo ma męża skąpca, który nie daje nawet swoim dzieciom kieszonkowego, a ona prosi się o każdy grosz.
Na początku pomogli nam nasi przyjaciele, dając mi pieniądze na miesiąc.
Byłam im bardzo wdzięczna. Małżonek wyzdrowiał, ale dwa miesiące później dostał ataku serca. Przepisał na mnie cały swój majątek. powiedział: „Pomogłem wystarczająco dużo dzieciom, a resztę zostawiam Tobie” Syn i córka byli źli, że ojciec nic im nie zostawił, ale czego się spodziewali? Gdy był chory, przebywali w szpitalu tylko dwa dni, a gdy wyzdrowiał, nie mieli nawet jednego dnia wolnego, by zobaczyć się z rodzicami.
Na początku okropna była świadomość, że jestem teraz sama, ale z czasem pogodziłam się z tym. Dzieci przychodziły bardzo rzadko, prawie w ogóle ich nie widywałam. Kilka razy poszłam do córki, a potem do syna, ale widać było, że moja obecność ich nie cieszy, więc więcej ich nie odwiedzę. Zaczęłam pomagać młodej sąsiadce. Pochodziła z wielodzietnej rodziny, ale zawsze znalazła czas, żeby mnie odwiedzić, a kiedy zachorowałam, opiekowała się mną, kupowała leki, a nawet mieszkała ze mną przez parę dni. Po długiej chorobie, o której moje dzieci nawet nie wiedziały, postanowiłam napisać testament. Przekazałam nasze mieszkanie, samochód i mały domek letniskowy sąsiadce Ani. Tej dziewczynie byłam bardzo wdzięczna za opiekę, nie martwiłam się o swoje dzieci, dadzą sobie radę.
W dniu moich urodzin, zadzwoniła do mnie córka, a później syn. Podziękowałam im za życzenia i powiedziałam, że zrobiłam testament. Jak tylko się dowiedzieli, od razu mnie poinformowali, że przyjdą, bo to nie była rozmowa telefoniczna. Nie miałam nic przeciwko temu, żeby powiedzieć im wszystko twarzą w twarz. Dopiero wtedy wyszli z inicjatywą przyjścia do mnie.
W weekend przyjechał Sebastian, a później córka Kasia ze swoim mężem. Ania pomogła mi przygotować obiad i nakryć stół, a sama poszła do domu, nie wiedziała wtedy o mojej decyzji. Opowiedziałam dzieciom wszystko zaraz przy stole, w ich oczach była złość. Syn wstał od stołu z krzykiem i powiedział, że nigdy więcej nie postawi tu nogi, a moja córka i jej mąż zabrali telewizor, który dostali na rocznicę ślubu. Nie brali go wcześniej, bo mieli już lepszy model.
Znowu zostałam sama, mając dwójkę dzieci, które zostały pozbawione jedynie majątku, a nie matki. Szkoda, że moje pociechy tak się zmieniły, ale dla nich wszystko mierzy się pieniędzmi, a matka jest nic nie warta.



