Pewnego dnia, mój mąż niespodziewanie zaproponował mi swoją kartę bankową. Było to dla mnie zaskoczenie, ponieważ wcześniej prawie nigdy nie korzystałem z jego karty. Zgodziłam się na jego propozycję, ale teraz wiem, że lepiej by było, gdybym od razu odmówiła…
Gdy tylko rozpoczęliśmy z mężem wspólne życie, prowadziliśmy wspólny budżet rodzinny, do którego wpływały nasze pensje. W tym czasie pieniądze były przyjmowane w gotówce, a nie na konto. Zarobione przez nas pieniądze uważaliśmy za wspólne, a wszystkie wydatki omawialiśmy razem. Dlatego zarówno on, jak i ja zawsze wiedzieliśmy, ile zostało wydane, a ile pozostało. Nie było w tej sprawie żadnych kłótni ani wyrzutów.
Po pewnym czasie mąż zaczął otrzymywać pensję na swoją kartę, a potem zapomniał o istnieniu wspólnego budżetu. Cieszył się, że może wydawać te pieniądze na przyjemne zakupy. Ja z kolei używałam własnych pieniędzy, aby kupić artykuły spożywcze, zapłacić rachunki za media i opłacić zajęcia sportowe naszego syna. Oczywiście, mój mąż od czasu do czasu, przynosił do domu artykuły spożywcze i nowe zabawki dla dziecka, ale było to bardzo rzadko. Ostatnio powiedział do mnie:
– Natalia, zastanawiałem się i postanowiłem dać Ci moją kartę bankową. Można nią płacić za wszystko, co jest potrzebne, a ja czasami używam płatności zbliżeniowych, aby kupić sobie coś, jeśli chcę. Myślę, że tak jest lepiej.
Oczywiście zdziwiły mnie takie słowa, więc zapytałam:
– Dlaczego tak nagle postanowiłeś? Mam własną kartę, za pomocą której zawsze kupuję wszystko, co jest mi potrzebne. Nie chcę później rozliczać się z Tobą z pieniędzy wydanych z Twojego konta.
– Nie wymyślaj Natalia. W porządku, to się nie stanie. – Odpowiedział małżonek.
– Dobrze, skoro tak, to chodźmy. Kupię za nie jedzenie i coś dla dziecka.
Następnie wzięłam kartę od męża i włożyłam ją do portfela. Płaciłam nią w sklepie spożywczym, ale niezbyt często, ponieważ moja ręka często sięgała po moją kartę. Może na poziomie podświadomości wątpiłam, że ta historia skończy się dobrze.
Pewnego wieczoru, mój mąż wrócił do domu z pracy i nawet się do mnie nie odezwał. Pomyślałam, że to dlatego, że jest przepracowany, może to był ciężki dzień i miał zły nastrój. Nakarmiłam go pysznym obiadem, nie zadając zbyt wielu pytań, zostawiłam go samego, gdy oglądał telewizję, mając nadzieję, że teraz sam się do mnie odezwie. Tak minął cały wieczór, a mój mąż nie odezwał się ani słowem.
– Powiedz mi, co się z Tobą stało? Czy w pracy wszystko w porządku?. – Nie mogłam tego znieść, zapytałam.
– Praca jest w porządku, ale lepiej powiedz mi, ile zostało na mojej karcie?. – Zapytał nerwowo w odpowiedzi.
– Możesz śledzić kwotę na swoim smartfonie i łatwo sprawdzić saldo. A może miałam zapisywać każdy wydatek? Przez cały ten czas wydałam może pięćset złotych, nie więcej. A wszystko, co kiedykolwiek kupiłam za pomocą Twojej karty, to artykuły spożywcze dla domu lub artykuły pierwszej potrzeby dla naszego syna. O co chodzi z tym przesłuchaniem? Dobrowolnie oddałeś mi swoją kartę, abyś mógł mnie rozliczać z każdego grosza? Wszystko wydawałam tylko na moją rodzinę!. – Rozgniewałam się.
– Pięćset złotych? Czyż nie prowadzimy fajnego życia? Co to był za zakup? Dobra, oddaj mi kartę. Wolę kupić wszystko, czego potrzebuję, we własnym zakresie.
Poczułam się okropnie urażona słowami męża, oraz upokorzona. Przez cały ten czas, uczciwie kupowałam artykuły spożywcze dla całej rodziny, ani razu nic dla siebie. Za wszystkie kosmetyki i ubrania płacę z własnych pieniędzy.
Wściekłam się i rzuciłam mu kartą w twarz, mówiąc:
– Weź to! Wyglądasz żałośnie. Jestem po prostu zszokowana.
Od tamtej pory, ani razu nie tknęłam jego pieniędzy. Miło jest używać własnej karty, wiedząc, że nikt nie będzie robił mi wyrzutów.



