Byłam szczęśliwa z mężem, dopóki teściowie nie zamieszkali z nami.

Kilka miesięcy temu na świat przyszły nasze dzieci – bliźnięta. Po kilku dniach nie dawaliśmy rady więc postanowiliśmy zaprosić rodziców męża, aby z nami zamieszkali na jakiś czas. Każda para rąk była przydatna przy dwójce maleńkich dzieci. Właśnie przeszli na emeryturę i mieli sporo wolnego czasu. Postanowili sprzedać swoje mieszkanie, samochód i kupili ziemię na wsi. Postanowili zbudować dom, w którym będziemy żyć wspólnie, jak wielka rodzina. Rodzice po wprowadzeniu do nas, swoje emerytury przeznaczali na budowę domu, więc byli na naszym utrzymaniu, ale i tak byłam wdzięczna za ich pomoc.

W tym miesiącu mój mąż przyniósł swoją pensję, policzyliśmy wydatki i zdaliśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie utrzymać dwóch rodzin tylko z jego zarobków. Zasugerowałem, aby rodzice przeznaczyli przynajmniej jedną emeryturę na wspólny budżet. Ceny cały czas rosną, a my mamy dwoje dzieci, więc uważałam, że rodzice również powinni się dołożyć do jedzenia czy opłat za wodę czy prąd. Pragnęłam, także przeznaczyć jakąś sumę na osobiste potrzeby. Nawet nie pamiętam kiedy byłam u fryzjera lub kosmetyczki.

Kiedy o tym wspomniałam teściowa powiedziała mi, że opiekuje się naszymi dziećmi, sprząta, gotuje posiłki, codziennie daje mojemu mężowi do pracy drugie śniadanie, a teść wykonuje wiele prac domowych, co jest również wkładem w rodzinę i niestety nie mogą przeznaczyć chociaż jednej emerytury na wydatki domowe, bo dom sam się nie wybuduje. Po tej rozmowie teściowa obraziła się i powiedziała, że jeśli nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, to mój mąż powinien wziąć dodatkowe zlecenia, lub ja powinnam poszukać pracy. Stwierdziła, że w tych czasach jest wiele możliwości pracy zdalnej, więc nawet nie muszę wychodzić z domu. Nie rozumiała, że przy dwójce niemowląt i nieprzespanych nocach jestem wykończona w ciągu dnia i nie wyobrażam sobie jeszcze dodatkowo pracować na etacie.

Jestem zdezorientowana i nie wiem, co robić. Jestem żoną Pawła od 7 lat, mieszkamy w mieszkaniu, które odziedziczyłam po babci i do tej pory wszystko było w porządku. Okazało się, że zadzwoniliśmy do jego rodziców, aby uzyskać pomoc, ale w końcu cała sytuacja obróciła się przeciwko nam. Relacje z mężem, po tym jak jego rodzice zamieszkali z nami, również bardzo się pogorszyły. Przeszedł na ich stronę, mówiąc, że nie możemy ich wyrzucić. Nie mają gdzie mieszkać, ponieważ sprzedali wszystko, co mieli, aby przenieść się bliżej nas i pomóc w opiece nad dziećmi, oraz wybudować wspólny dom. Mój mąż nie ma całego obrazu sytuacji, ponieważ cały dzień jest w pracy, wraca do domu, je i idzie prosto do łóżka, a z dziećmi też spędza mało czasu. Na początku myślałam, że boi się małych dzieci, ale bliźnięta dorastają a nic się nie zmienia, zawsze jest zajęty albo zmęczony, jednak na spotkania z kolegami ma siłę.

Nie mogłam tego dłużej znieść, czułam, że doszłam do skraju wytrzymałości. Zabrałam dzieci i wyjechałam do rodziców. Od tygodnia mieszkam u nich, podczas gdy mój mąż i jego rodzice mieszkają w moim mieszkaniu. Nikt nawet do mnie nie zadzwonił, nie przeprosił, ani nie przyjechał.

Co mam zrobić? Kocham męża, ale nie chcę dłużej mieszkać z teściami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć − dwa =

Byłam szczęśliwa z mężem, dopóki teściowie nie zamieszkali z nami.