Ożeniłem się w wieku 26 lat. Szaleńczo wtedy byłem zakochany w Irenie, ona we mnie zresztą też. Wierzyłem, że to jest miłość na całe życie. Półtorej roku po ślubie na świat przyszła nasza córka, dla której pracowaliśmy i robiliśmy wszystko, aby jej niczego nie brakowało. Ogólnie żyliśmy jak w bajce, ale wszystko to skończyło się po kilku latach. Zauważyłem, że żona zachowuje się jakoś inaczej, coraz częściej przyłapywałem ją na kłamstwie. W końcu wyszło na jaw, że mnie zdradza. Na początku mimo tego, że byłem już pewny, iż żona ma innego faceta na boku, znosiłem to bo chciałem, aby córka wychowywała się w pełnej rodzinie. Jednak po 2 latach takiego życia nie wytrzymałem i złożyłem pozew o rozwód.
Żonie nie zależało na córce, zbyt bardzo była zaaferowana swoim nowym życiem, dlatego zabrałem 5-letnią Asię do moich rodziców, gdzie zamieszkaliśmy. Pomagali mi w opiece nad córką, szczególnie wtedy, kiedy ja byłem w pracy. O żonie już więcej nic nie słyszałem. Ostatnia informacja, którą o niej miałem była taka, że kilka miesięcy po naszym rozwodzie wyjechała ze swoim facetem za granicę. Nie kontaktowała się z córką przez cały ten czas i tak naprawdę przez na następne 20 lat zniknęła zarówno z mojego życia, jak i z życia mojego dziecka.
Asia po ukończeniu liceum rozpoczęła studia w innym mieście. Tam wynajęła najpierw pokój w akademiku, potem na stancji, a ja pomagałem jej finansowo jak tylko mogłem. Niestety, nie było mnie stać na zakup mieszkania dla niej, ale ona to rozumiała i nigdy nie miała o to do mnie pretensji. Powtarzała, że nie mam takiego obowiązku, a ona poradzi sobie sama i kiedyś dorobi się własnego lokum.
Kiedy urodziłam trojaczki, mój mąż płakał z radości, a potem zostawił mnie z dnia na dzień samą
Ostatnio jednak sytuacja nieco się zmieniła, bowiem moja córka poznała faceta i po sześciu miesiącach bycia w związku zadecydowali, że pora na ślub. Obecnie niestety obojgu z nich jakoś szczególnie się nie powodzi, ponieważ jej wybranka zwolnili z pracy, a moja córka jeszcze studiuje i pracuje tylko na pół etatu. Coraz częściej narzeka mi, że szkoda, że nie ma własnego mieszkania, bo wtedy byłoby jej zdecydowanie łatwiej. Dopiero niedawno zrozumiałem, dlaczego tak nagle zaczęła narzekać. Chodzi o jej matkę, która nagle pojawiła się w życiu Asi. Nie wiem, kto kogo odnalazł, ale wiem, że mają kontakt. Nie widziałem mojej byłej żony przez te 20 lat i szczerze mówiąc miałem nadzieję, że już nigdy jej nie zobaczę.
Irena powiedziała córce, że kupi jej mieszkanie, ale pod jednym warunkiem – muszę znowu się z nią ożenić. Moja córka poprosiła mnie więc, abym to dla niej zrobił, bo inaczej nigdy nie będzie mieć swojego miejsca na ziemi, a mieszkanie z jej małżonkiem w wynajętym pokoju wcale jej się nie podoba. Dodała jeszcze, że co mi zależy, skoro i tak nikogo nie mam, jestem samotnym rozwodnikiem, a tak to miałbym kobietę u boku.
Tyle tylko, że te ostatnie 20 lat były dla mnie cudowne i wiem, że nie potrzebuję nikogo do szczęścia, a tym bardziej byłej żony. Pamiętam, że kiedy byłem mężem to często na mnie spoczywały wszystkie obowiązki, bo żona znikała na kilka nocy i miała wszystko gdzieś. Wcale takie życie nie jest mi znowu potrzebne. Sam się o siebie troszczę, żyję według własnych zasad, a była żona zniszczyłaby spokój i stabilizację, którą mam. Odmówiłem oczywiście byłej żonie, a teraz córka się na mnie obraziła. Zarzuciła mi, że w ogole o niej nie myślę i jestem egoistą.
Bardzo mnie to zabolało, bo przez całe życie poświęcałem się dla córki. Gdybym mógł, to zrobiłbym dla niej wszystko, ale akurat ta prośba jest po prostu absurdalna. Czy nie mam racji? Co powinienem teraz zrobić i jak mam pogodzić się z córką?



