Bezdomna – Historia Niny, która po utracie rodziny, domu i marzeń trafia na zapomnianą działkę, gdzi…

Bezdomny

Sabina nie miała dokąd pójść. Naprawdęzupełnie nigdzie. Parę nocy mogę spędzić na dworcu. A potem? myślała gorączkowo. Nagle przyszło jej do głowy zbawienne rozwiązanie: Działka! Jak mogłam o niej zapomnieć? Chociaż… nazywanie tego działką to trochę przesada. To raczej rozwalająca się altanka. Ale i tak lepiej tam pojechać, niż spać na ławce na dworcu rozważała.

Wsiadła do podmiejskiego pociągu, oparła głowę o zimną szybę i zamknęła oczy. Zaraz wróciły do niej ciężkie wspomnienia ostatnich lat. Dwa lata temu straciła rodziców, została zupełnie sama, bez wsparcia. Nie miała z czego opłacić studiów, musiała zrezygnować i zaczęła pracować na miejskim bazarze.

Po jakimś czasie los w końcu się do niej uśmiechnął i spotkała swoją miłość. Michał był dobrym i porządnym człowiekiem. Po dwóch miesiącach wzięli skromny ślub.

Wydawało się, że w końcu wszystko będzie dobrze. Jednak życie przyniosło Sabinie kolejne trudności. Michał zaproponował, by sprzedali odziedziczone po rodzicach mieszkanie w centrum Warszawy i otworzyli własny biznes.

Tak pięknie jej wszystko przedstawił, że nie miała żadnych wątpliwościwierzyła, że mąż wie co robi i już niedługo będą znów mieli stabilizację. Jak już wszystko się ułoży, pomyślimy o dziecku. Tak bardzo chciałabym zostać mamąmarzyła Sabina.

Z biznesem nie wyszło. Stałe kłótnie o zmarnowane pieniądze szybko doprowadziły do rozpadu związku. W końcu Michał przyprowadził do domu inną kobietę i wskazał Sabinie drzwi.

Najpierw chciała iść na policję, ale zrozumiała, że nie ma go o co oskarżyć. Przecież sama sprzedała mieszkanie i przekazała pieniądze mężowi

***

Gdy wysiadła na małej stacyjce, ruszyła samotnie wzdłuż pustego peronu. Był wczesny marzec, nikt jeszcze nie przyjechał na działki. Przez trzy lata jej działka zarosła i popadła w ruinę. Nic, powoli uporządkuję, będzie jak dawniejpróbowała dodać sobie otuchy, choć dobrze wiedziała, że jak dawniej już nie będzie nigdy.

Klucz leżał pod schodkiem, gdzie zostawiła go lata temu, ale drzwi były wypaczone i nie chciały się otworzyć. Sabina próbowała ze wszystkich sił, jednak nie dała rady. W końcu usiadła na schodkach i rozpłakała się.

Nagle zobaczyła dym i usłyszała szmer na sąsiedniej działce. Ucieszyła się, że sąsiedzi są na miejscu, i pobiegła tam.

Ciociu Reniu! Jesteście w domu? zawołała.

Zobaczyła zamiast niej starszego, zaniedbanego mężczyznę, który przy ognisku gotował wodę w brudnym garnku.

Kim pan jest? Gdzie jest ciocia Rena? zapytała, cofając się.

Proszę się nie bać. I proszę nie dzwonić po policję. Nikomu nie przeszkadzam, do domu nie wchodzę, mieszkam tu tylko na podwórku

Ku jej zdziwieniu, głos miał miły i kulturalny, jak u profesora.

Jest pan bezdomny? spytała niewłaściwie.

Tak, trafiła pani powiedział cicho, spuszczając wzrok. Mieszkasz na sąsiedniej działce? Nie martw się, nie będę przeszkadzać.

Jak pan się nazywa?

Stanisław.

A dalej? dopytała Sabina.

Stanisław Zygmuntowicz odparł zaskoczony.

Sabina przyjrzała się uważnie Stanisławowi Zygmuntowiczowi. Choć jego ubrania były znoszone, były względnie czyste. Sam mężczyzna wyglądał na zadbanego, na ile to możliwe.

Nie wiem, do kogo mogę zwrócić się o pomoc westchnęła ciężko.

Co się stało? zapytał z troską.

Drzwi się zacięły Nie mogę ich otworzyć.

Jeśli mogę, chętnie spojrzę zaproponował.

Byłabym wdzięczna powiedziała cicho, zrezygnowana.

Gdy grzebał przy drzwiach, Sabina siedziała na ławce i myślała: Kim ja jestem, żeby go oceniać? Przecież ja też jestem bezdomna Łączy nas ten sam los

Sabinko, gotowe! uśmiechnął się Stanisław Zygmuntowicz i pchnął drzwi. Ale czekaj, chcesz tu nocować?

No tak, a gdzie indziej? zdziwiła się.

Masz ogrzewanie w domku?

Piec powinien być wyznała speszona, bo się na tym nie znała.

A drewno masz? zapytał.

Nie wiem spuściła głowę.

Poczekaj, zaraz coś zaradzę powiedział i wyszedł.

Sabina sprzątała w środku prawie godzinę. Domek był zimny, wilgotny, nieprzyjemny. Zmartwiła się, jak tu wytrzyma. Po jakimś czasie przyszedł Stanisław z naręczem drewna. Ku swojemu zaskoczeniu, Sabina bardzo się ucieszyła, że nie jest zupełnie sama.

Mężczyzna wyczyścił piec i go rozpalił. Po chwili w altanie zrobiło się przytulnie i ciepło.

No i dobrze, piec masz rozpalony. Dokładaj trochę drewna, a na noc przygaściepło utrzyma się do rana wytłumaczył.

A pan gdzie idzie? Do sąsiadów? spytała Sabina.

Tak. Zostanę jeszcze trochę na działce obok. Do Warszawy nie chcę wracać… Za dużo wspomnień.

Panie Stanisławie, zostańmy jeszcze na kolacji. Wypijemy herbatę, a potem pójdzie pan sobie powiedziała stanowczo.

Nie zaprotestował. Zdjął kurtkę i usiadł przy piecu.

Przepraszam, że zapytam, ale dlaczego żyje pan na ulicy? Przecież nie wygląda pan na żebraka. Gdzie pana dom, rodzina?

Stanisław Zygmuntowicz opowiedział jej, że całe swoje życie był wykładowcą na uniwersytecie. Oddał się nauce, pracy, a starość zastała go samotnego.

Rok temu zaczęła odwiedzać go siostrzenica. Marta łagodnie sugerowała, że pomoże mu na starość, jeśli zapisze jej swoje mieszkanie. Stanisław zgodził się, ucieszył, ufał jej. Marta szybko namówiła go, by sprzedać mieszkanie na Mokotowie i kupić ładny dom z ogrodem pod Warszawą. Powiedziała, że już znalazła piękny dom, i to za niewielkie pieniądze.

Spełniał się jego senspokój, ogród. Zgodził się bez wahania. Po sprzedaży mieszkania Marta zaproponowała, by pieniądze ulokować w banku.

Wujku, usiądź spokojnie na ławce, a ja załatwię wszystkie formalności. Wezmę reklamówkę z pieniędzmi, bo nie wiadomo, czy ktoś nas nie obserwujepowiedziała przy wejściu do banku.

Weszła z reklamówką do środka i przepadła. Czekał godzinę, dwie, trzy Nie wychodziła. Kiedy sam wszedł do środka, zobaczył pustkę. Było tam drugie wyjście od zaplecza.

Nie mógł uwierzyć, że własna krew tak go oszukała. Siedział jeszcze długo pod bankiem, czekał na Martę. Następnego dnia poszedł do niej do domu. Drzwi otworzyła nieznana kobieta i oznajmiła, że Marta już tutaj nie mieszkasprzedała mieszkanie prawie dwa lata temu

Smutna historia westchnął ciężko Stanisław.Od tego czasu mieszkam na ulicy. Wciąż nie wierzę, że nie mam już domu

Też mi się wydawało, że tylko mnie spotkało coś takiego Mam prawie identyczną sytuację przyznała Sabina i opowiedziała wszystko mężczyźnie.

To bardzo przykre wszystko. Ja przynajmniej przeżyłem swoje Ale ty? Zrezygnowałaś ze studiów, zostałaś bez dachu nad głową Ale nie rozpaczaj. Każdy problem ma rozwiązanie. Młoda jesteś, całe życie przed tobą próbował ją pocieszyć.

Dość tych smutków. Chodźmy jeść kolację! uśmiechnęła się Sabina.

Patrzyła, jak starszy pan z apetytem zajada makaron z kiełbasą. Żal jej było jego samotności, jego bezradności.

Jak strasznie zostać zupełnie samym, na ulicy, kiedy nikogo nie obchodziszprzyszło jej do głowy.

Sabinko, mogę ci pomóc wrócić na studia. Znam tam jeszcze wielu przyjaciół. Myślę, że uda ci się dostać na tryb bezpłatny powiedział nagle Stanisław. Oczywiście, w takim stanie nie mogę sam się tam pokazać. Napiszę list do rektora, a ty się z nim zobaczysz. Konstanty, to mój dawny kolega. Na pewno ci pomoże.

Bardzo, bardzo dziękuję! ucieszyła się Sabina.

Ja ci dziękuję za kolację, za rozmowę. Idę już, późno wstał.

Niech pan nie idzie. Mam trzy pokoje, może pan się zatrzymać w jednym. Prawdę mówiąc, trochę się boję zostać sama, nie znam się na tej piecyku Czy mogę liczyć, że mnie pan nie zostawi?

Nie zostawię powiedział poważnie Stanisław.

***

Minęły dwa lata… Sabina z powodzeniem zdała ostatnią sesję i z radością wracała na działkę przed wakacjami. Zamieszkała z powrotem w akademiku, ale na działce spędzała weekendy i każde wolne dni.

Dzień dobry! zawołała z uśmiechem, przytulając dziadka Stasia.

Sabinko! Kochana moja! Czemu nie zadzwoniłaś? Odebrałbym cię ze stacji! No i jak, zdałaś? ucieszył się dziadek.

Tak! Prawie wszystko na piątkę! pochwaliła się. Kupiłam tort. Wstawiaj czajnik, będziemy świętować!

Sabina i Stanisław Zygmuntowicz pili herbatę i dzielili się wiadomościami.

Posadziłem winogron. Tam, pod płotem, zrobię altankę. Będzie pięknie! opowiadał starszy pan.

Super! Wiesz co, ty tu teraz jesteś gospodarzem, rób jak uważasz. Ja tylko przyjeżdżam na chwilę zaśmiała się Sabina.

Stanisław całkowicie się zmienił. Nie był już samotny. Miał dom. Miał wnuczkęSabinkę. Dziewczyna wróciła do życia. Stanisław był dla niej rodziną. Do końca życia była wdzięczna losowi, że postawił na jej drodze dziadka, który zastąpił jej rodziców i był wsparciem w najtrudniejszej chwili.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + 8 =

Bezdomna – Historia Niny, która po utracie rodziny, domu i marzeń trafia na zapomnianą działkę, gdzi…