– Baśka, sprzedajemy dom. Nadszedł czas, abyś się wyprowadziła – powiedziała ciotka Waleria – i poszła do swojego ojca. Twoja matka i babcia ukrywały Ciebie przed nim. On mieszka w Kłodzku. Kobieta położyła na stole czarno-białe zdjęcie. Na nim jeszcze młoda matka stała w uścisku z przystojnym, wysokim mężczyzną.
– Wyjechał tam miasta i rozwiedli się. Jego rodzice nie zaakceptowali małżeństwa z Twoją matką. Pisał listy, a potem przestał. Wkrótce się urodziłaś. On o Tobie nie wie.
Basia była wychowywana przez matkę i babcię, nic nie wiedziała o swoim ojcu, a w ich rodzinie nie było zwyczaju mówienia o nim.
Jej babcia zmarła kilka lat temu, a jej matka odeszła niedawno. Basia nie miała dokąd pójść. Spakowała więc swoje rzeczy i pojechała do Kłodzka. W mieście Basia odkryła, że brakuje jej torby z pieniędzmi i rzeczami osobistymi. Usiadła na ławce i rozpłakała się. Nie wiedziała, co teraz zrobić.
„Co się dzieje?” – usłyszała czyjeś słowa. Głos należał do młodego mężczyzny w wieku około dwudziestu pięciu lat. Powiedziała mu wszystko. Mężczyzna zasugerował, żeby poszła do niego. Basia nie miała wyboru i poszła z nim. „Nazywam się Aleksander” i uśmiechnął się. Podał dziewczynie gorącą herbatę.
Nagle wzrok Basi przykuła stara fotografia. Mężczyzna na zdjęciu bardzo przypominał jej własnego ojca: „To mój ojczym, Igor. Mój ojciec, kiedy wrócił do miasta, był rozwiedziony, ale pięć lat później poznał moją matkę. Miałem wtedy trzy lata, a Igor dał mi swoje nazwisko i wychował mnie jak własnego syna. Wtedy Basia pokazała mu to stare zdjęcie i wszystko się ułożyło. Następnego dnia spotkali się z Igorem. Był bardzo szczęśliwy, że ma córkę. W końcu nadal kochał matkę Basi. I przyjął dziewczynkę do swojej rodziny.



