Nigdy nie sądziłem, że mogę nie tylko zakochać się w dziewczynie, która ma dziecko z innym mężczyzną, ale też związać z nią swoje życie. Okazało się, że zaledwie kilka razy spotkałem Laurę, a już bałem się ją stracić. Jeśli chodzi o jej pięcioletniego syna, nie miałem pojęcia, co do niego poczuję.
Raz byliśmy w zimowym parku rozrywki, były ogromne tłumy. Stojąc w kolejce, można było odmrozić sobie kończyny, a w budkach z gorącymi napojami, wydaje się mnóstwo pieniędzy tylko na herbatę.
Przejażdżka kolejką dla dzieci, dwa metry od ziemi, zamieniła się w małą wyprawę na Arktykę. Z wagoników wyszliśmy wyglądając jak pingwiny przemarznięte do kości. Nos małego Stasia był czerwony, policzki mrowiły się od mrozu, a on sam podskakiwał z niecierpliwości. Myślałem, że to z chęć kolejnej przejażdżki, ale on ciągnął Laurę za rękaw płaszcza i szeptał, że musi iść do łazienki. Ona też miała zamiar iść, tylko do damskiej toalety, więc ja, jako mężczyzna, wziąłem na siebie odpowiedzialność za małego.
Mimo to, że jest jeszcze dzieckiem, uznałem to za dość niezręczną sytuację. Chłopiec był niezdarny, zupełnie nie nadawał się do publicznej toalety, a kiedy tupałam przy drzwiach, starając się nie patrzeć na niego, ten i tak się rumienił.
Wtedy Stasiu zaczął mówić, głośno wyliczając przejażdżki, na których jeszcze chciałby się przejechać. Nie był w stanie zapiąć spodni zmarzniętymi palcami, więc ten zaszczyt przypadł mnie.
Kiedy wróciliśmy do kasy biletowej, gdzie mieliśmy się spotkać z Laurą, płonęła mi twarz, musiałem być czerwony. Dziewczyna zauważyła moje zakłopotanie i trąciła mnie łokciem, pytając czy wszystko w porządku, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Wszystko było w porządku, tylko że po raz pierwszy poczułem się prawie jak ojciec Stasia.
Czasami lubię wracać myślami do tej wydawałoby się niezręcznej sceny w moim życiu i porównywać nasze dawne relacje z Laurą i jej synkiem. W końcu najbardziej bolesnym pytaniem związanym z małżeństwem z nią, było to, czy będę w stanie przyjąć w swoim sercu cudze dziecko? Mniej martwiłem się o to, jak mały mnie zaakceptuje. Wydawało mi się, że jeśli będę go dobrze traktował, dbał o niego i dawał mu prezenty, z łatwością zakocha się w przybranym ojcu.
To właśnie wtedy, w zimowym parku, poczułem ciepło w sercu, kiedy obcowałam z chłopcem. To było jak wiosna w przyrodzie, pierwsze gorące promienie słońca roztapiają śnieg, pojawia się odwilż, a potem ciepło kończy rozpoczęte dzieło. W moim sercu jest teraz lato.


