Gdy moja córeczka zaczęła uczęszczać do przedszkola, nie było u niej większych problemów z adaptacją. Czuła się tam w porządku i ogólnie lubiła tam chodzić, ale to wszystko było do czasu, a dokładnie sielanka trwała do momentu, kiedy to w przedszkolnej grupie córeczki nie doszło do awantury. Wszystko to przez rodziców innych dzieci, którzy uznali, że muszą walczyć o „sprawiedliwość”.
Szczerze mówiąc, to byłam tym wszystkim bardzo zaskoczona. Nauczycielka wychowania przedszkolnego została zwolniona z pracy przez to, że rodzice dzieci uczęszczających do przedszkola źle ją ocenili. Ja uważam, że to była dobra nauczycielka i nie była niczemu winna.
Rodzice innych dzieci byli po prostu bezczelni. Uznali, że to, iż nauczycielka pozostawiła na dwie minuty dzieci bez opieki jest ogromnym przewinieniem i uważają, że powinna kontrolować każdy ruch ich dzieci. Co więcej, nieraz kazali wysyłać sobie zdjęcia ich dzieci, kiedy byli w pracy, bo chcieli mieć rękę na pulsie i być pewnymi, że ich dzieciom nic się nie dzieje. Jeśli coś im się nie podobało, dzwonili do nauczycielki i żądali wyjaśnień. W dzisiejszych czasach każdy ma nowoczesne gadżety, więc możliwość uzyskiwania informacji jest nieograniczona.
Ta nauczycielka wpadła na pozornie genialny pomysł. Postanowiła, że wykorzysta rodziców i dorobi sobie do pensji. Za 10 zł dziennie oferowała serię zdjęć ich dzieci z tego, co robią i jak wyglądają. Oczywiście zmartwieni rodzice skorzystali z takiej okazji, aby mieć pod kontrolą każdy ruch swoich dzieci. Dla nich nie były to duże kwoty, a sprawiały, że czuli się pewniej, a nauczycielka sporo sobie do tego dorobiła.
Oczywiście nie każdy z rodziców skorzystał z tego, co oferowała ta nauczycielka i byli wśród nich tacy, którzy donieśli o wszystkim dyrektorce przedszkola. Nie chcieli płacić za to, aby być pewnym, że nauczycielka dobrze opiekuje się dziećmi, bo powinna robić to za darmo – to przecież jej zawód! A robienie zdjęć nie należało do jej obowiązków nauczyciela.
Oczywiście wszystko skończyło się tak, że nasza przedsiębiorcza nauczycielka została wezwana na „dywanik” do dyrektorki i została udzielona jej solidna reprymenda oraz wręczono jej wypowiedzenie. Straciła pracę przez kilki niezadowolonych rodziców i owszem, może nie powinnam czegoś takiego robić, ale tak poza tym była świetną osobą i troszczyła się o dzieci.
Ja jej o nic nie winię i tak szczerze mówiąc, to jej nawet współczuję. Na jej miejsce pewnie przyjdzie jakaś stara kobieta, która będzie gonić dzieci i się na nich mścić. To wszystko jest takie niesprawiedliwe… Gdyby nauczyciele byli dobrze opłacani i mieli normalną pensję, to pewnie nie szukaliby możliwości dodatkowego zarobku. Przecież to, jak sobie dorabiała nie sprawiło, że gorzej opiekowała się dziećmi. Szkoda, że dyrektorka w ogóle nie wzięła tego pod uwagę.
Takich sytuacji będzie jeszcze wiele i wszystko będzie trwać dopóki nauczyciele nie będą lepiej opłacani.



