Autor: Dominika Mazurek
Iwona patrzyła na ekran telefonu, aż cyfry rozmazały jej się przed oczami. Za oknem szpitalnego oddziału
Osiemnaście osób na liście gości. Tyle miała zaprosić na czterdzieste urodziny, bo tak wypadało, bo salę
Tego dnia w recepcji śmierdziało środkiem do podłóg i kawą z automatu za trzy pięćdziesiąt.
Kościół był pełny, chociaż na zewnątrz lało od rana. Mżyło tak gęsto, że lipy przy parkanie wyglądały
— Gdzie byłaś półtorej godziny? — Marek stał w progu kuchni, zanim zdążyła zamknąć drzwi. — Znowu narada
Tego ranka Beata Kowalik wyszła na podwórko z wiadrem obierek dla kur — i stanęła jak wryta, nie pamiętając
Niewygodna prawda Tego listopadowego wieczoru w Bydgoszczy padał mokry śnieg zmieszany z deszczem.
Mam siedemdziesiąt jeden lat i wożę ludzi od czasów, kiedy Gierek był jeszcze na plakatach.
Północ dawno minęła, a w uszach wciąż dudnił bas z sali bankietowej. Suknia wisiała na oparciu krzesła
Nie wiem, czemu akurat tego dnia zabrałam ze sobą segregator, a nie torebkę. Może dlatego, że torebka









