Antonina Pietrowna szła w deszczu i płakała. Łzy spływały po policzkach, mieszając się z kroplami de…

14 czerwca

Szłam przez deszczowe ulice Krakowa, łzy mieszały się z kroplami spływającymi po twarzy. Jedyna pociecha w tym deszczu nikt nie widzi, że płaczę, pomyślałam, otulona szarą chmurą smutku. Obwiniałam się sama sobie winna, bez zaproszenia wpadłam, nie w porę. I szłam, wciąż szłam i płakałam. Potem zaczęłam się śmiać przez łzy, gdy przypomniał mi się ten stary dowcip zięć mówi do teściowej: Mamo, nawet herbaty pani nie wypije? Doskonale rozumiałam teraz tę mamę z żartu dziś poczułam się dokładnie tak jak ona.

W domu rzuciłam mokre ubrania na łóżko, przykryłam się kocem. I już płakałam na głos. Nikt mnie nie słyszał, oprócz mojej złotej rybki, pływającej leniwie w okrągłym akwarium. Cały świat przestał istnieć. Kiedyś byłam kobietą przyciągającą męskie spojrzenia, ciekawą świata ale z ojcem Nikodema, mojego syna, jakoś się nie ułożyło. Pił dużo. Na początku można było się przyzwyczaić wypił, spał. Potem zaczęły się sceny zazdrości o każdego: przechodnia na ulicy, sprzedawcę w sklepie mięsnym, staruszka z laską, sąsiada… Wystarczyło, że uśmiechnęłam się do sąsiada zza płotu oszalał. Pobił mnie. Długo, bez litości, w obecności dziecka.

Nikodem opowiedział wszystko babci i dziadkowi. Mama załamała ręce, płacząc: Po to wychowywałam córkę, by byle jaki pijak ją bił? Ojciec nie powiedział wiele, tylko się ubrał i wyszedł. Po chwili zepchnął zięcia już byłego z czwartego piętra. Zięć, póki leciał, zdążył złamać rękę. Ojciec tylko krzyknął w jego stronę: Jeszcze raz przyjdzie do mojej córki zatłukę. Do więzienia pójdę, ale Tobie już nigdy życia nie popsuje!

I rzeczywiście, były już nigdy więcej się nie pojawił. Ja nie wyszłam ponownie za mąż trzeba wychować dziecko, różni mogą się jeszcze trafić… Wielu próbowało się ze mną związać, ale nie umiałam się otworzyć po tym, co przeżyłam.

Na szczęście nie miałam większych trosk finansowych jestem technolożką żywienia, od lat pracuję w niedużym krakowskim lokalu. Na życie narzekać nie mogłam, grosz na mieszkanie odkładałam regularnie. Gdy uzbierałam już odpowiednią sumę, Nikodem postanowił się ożenić wybrał cudowną dziewczynę, Małgorzatę. Podarowałam im nowiutkie, dwupokojowe mieszkanie i zorganizowałam wesele, bo przecież mają rodzinę, im bardziej potrzebne! Dla siebie zostawiłam swoją starą kawalerkę typową krakowską wielką płytę.

Teraz odkładam pieniądze na nowy samochód dla nich. Ile można jeździć rozpadającym się maluchem? Sama do syna dziś nie szłabym, nie mam zwyczaju narzucać się dzieciom. Akurat znalazłam się w okolicy ich domu, kiedy lunął rzęsisty deszcz. Ani parasola, ani peleryny. Skoro i tak byłam tuż obok, postanowiłam wstąpić przeczekać, porozmawiać z Małgorzatą, napić się herbaty.

Małgorzata otworzyła drzwi spojrzała na mnie chłodno, nawet nie zaprosiła do środka. Pani Antonino, czego pani chciała? rzuciła w korytarzu, nie kryjąc zdziwienia. Zdezorientowana, zaczęłam się tłumaczyć: Deszcz leje…. Już przestał przecież blisko pani ma, dojdzie pani spokojnie powiedziała, stojąc z rękami na piersiach i patrząc przez okno.

Tak, tak… pokornie wyszeptałam i wyszłam, cała we łzach, wprost pod ponury krakowski deszcz.

Płakałam, płakałam, aż zasnęłam z twarzą w poduszce. Przyśniła mi się złota rybka z akwarium wyrosła ogromna i bezgłośnie ruszała ustami. Ale ja wszystko słyszałam naprawdę mówiła! Płaczesz?! Głupia jesteś! Nawet herbaty ci nie nalali podczas deszczu! Na czyj samochód zbierasz pieniądze? Całe życie będziesz za nich żyć? Popatrz na siebie mądra, piękna, masz odłożone oszczędności! A oni? Nie doceniają. Wyjedź nad morze, spędź trochę czasu tylko dla siebie!

Obudziłam się, kiedy zrobiło się zupełnie ciemno. Rybka dalej krążyła w akwarium, ruszając ustami, ale już nie rozumiałam jej mowy. Jednak jej słowa krążyły mi w głowie. Nie wolno poświęcać się dla ludzi, którzy nas nie szanują. Ani dla tych, którzy nawet na herbatę nie zaproszą, nie pozwolą przeczekać deszczu.

Wzięłam pieniądze, które uzbierałam dla dzieci na auto i kupiłam sobie wycieczkę nad Bałtyk. Pojechałam odpoczęłam, opaliłam się. Wróciłam z uśmiechem, pełna energii i nowego zapału do życia.

Syn z synową nawet nie zauważyli mojej nieobecności przecież kontaktują się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują: pieniędzy albo opieki nad dzieckiem. Przestałam unikać mężczyzn pojawił się adorator, bardzo interesujący, elegancki dyrektor restauracji, w której pracuję. Zawsze mu się podobałam, ale dla mnie wtedy liczył się wyłącznie Nikodem i Małgorzata. A teraz? Wszystko się poukładało. Pracujemy razem, wracamy razem, życie nabrało nowych kolorów.

Ostatnio Małgorzata wpadła z wizytą. Czemu pani już do nas nie zagląda, nie dzwoni? Nikodem już wypatrzył sobie samochód! rzuciła z ironią. Małgorzato, czego chciałaś? powiedziałam, składając ręce jak ona w korytarzu. Ledwo zdążyła otworzyć usta, a z pokoju pojawił się mój adorator: Tosiu, robimy herbatę? Robimy! odpowiedziałam z uśmiechem. Zaproś gościa! zaproponował gościnnie. Nie, Małgorzata już wychodzi. I herbaty nie pija prawda, Małgorzato?

Zamknęłam drzwi za synową, uśmiechnęłam się do rybki, oczami dziękując jej za mądre rady.

Tak to właśnie jest.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − siedemnaście =

Antonina Pietrowna szła w deszczu i płakała. Łzy spływały po policzkach, mieszając się z kroplami de…