Adam nigdy się nie spodziewał takiego prezentu od dyrektora swojego zakładu pracy

Adam był bardzo wysoki, dwa metry i dwa centymetry, prawdziwy gigant. Urodził się w lutym 1946 roku, a wtedy tak wysocy ludzie byli mało spotykani. Ludzie zawsze zwracali uwagę na Adasia, czasem otwarcie gapiąc się na niego. Był zakłopotany, ale potem się przyzwyczaił, nie miał innego wyjścia, nic nie dało się zrobić.

Chłopak skończył ósmą klasę i poszedł do szkoły budowlanej, był rok 1960. Wojna już dawno ucichła, ale nadal było ciężko. Dlatego chciał pomóc swojej rodzinie, mimo że był najmłodszy. Adam miał trzy starsze siostry, wszystkie urodzone przed wojną. Jego rodzice poczęli go, gdy byli już w dojrzałym wieku. Jego ojciec wrócił z frontu, miał czterdzieści lat, a matka miała trzydzieści osiem. Chłopiec po trzech dziewczynkach, jacy szczęśliwi byli jego rodzice.

Po ukończeniu studiów, brat ojca załatwił chłopakowi pracę w dziale budowlanym dużej firmy, gdzie sam również pracował. Tak zaczęło się życie zawodowe Adama.

Ożenił się, miał syna. W 1972 roku został brygadzistą, jego ekipa naprawiała domek letniskowy dyrektorowi firmy, w której pracował.

Mężczyzna również był wysoki, 198 centymetrów, a buty nosił w rozmiarze 46.

Pewnego dnia przyjechał więc na swoją działkę, gdzie trwał remont jego domu, brygada właśnie spożywała obiad. Podszedł i uścisnął rękę każdemu z pracowników. Kiedy Adam podszedł przywitać się z dyrektorem, jego twarz rozciągnęła się w uśmiechu.

– Jak masz na imię? – zapytał.

– Adam, – odpowiedział zakłopotany.

– Ile masz wzrostu? Widzę, że jesteś wyższy ode mnie, ja mam 198.

– Wow, cztery centymetry! – krzyknął Adam.

– A twój rozmiar buta? Ja mam czterdzieści sześć.

– I ja mam tak samo – odpowiedział chłopak.

– Jesteś żonaty? – pytał.

– Takie genetyki należy mnożyć.

– Tak, żonaty, syn ma sześć miesięcy – odpowiedział Adam.

– Czy planujesz więcej dzieci? Potrzeba takich młodych ludzi! Gdzie mieszkasz z żoną?

– U moich rodziców, – odpowiedział Adam.

– Dziękuję za rozmowę, pytam z ciekawości, dawno nie spotkałem tak wysokiej osoby.

Adam nie zamierzał jednak narzekać, choć było na co. Mieszkali w baraku, z rodzicami. Trzydzieści cztery metry kwadratowe dla wszystkich. Chłopaka nigdy nie opuszczało poczucie, że mieszka w jakiejś dziurze.

Odezwał się po raz kolejny:

– Dziękuję panie dyrektorze, dobrze mi się powodzi.

– Ale to nie jest dobre? Młoda rodzina powinna mieszkać osobno – powiedział przełożony i poszedł załatwiać swoje sprawy.

Po tygodniu Adam i inni młodzi pracownicy brygady, którzy byli żonaci, zostali wezwani przez kierownika działu budowlanego, który obdarzył chłopaka i trzech innych kolegów surowym spojrzeniem.

Chłopcy, nic nie rozumiejąc, wzruszyli ramionami.

– Który z Was rozmawiał z dyrektorem o swoich złych warunkach życia?

Adam zaczął rozumieć.

– Panie kierowniku, rzecz w tym, że sam pan dyrektor pytał mnie o stan cywilny. Więc odpowiedziałem, ale nie narzekałem na złe warunki.

– Wszystko w porządku – uspokajał kierownik.

Na stole leżały cztery przydziały, na jednopokojowe mieszkania w zupełnie nowym budynku.

Chłopcy stali bez ruchu, była zupełna cisza.

– Adam, nie stój tak – powiedział kierownik biura.

– Podejdź pierwszy i weź swoje mieszkanie, dla wszystkich są takie same. Cztery mieszkania z jednym wejściem. Kiedy zamierzasz się przeprowadzić?

Chłopcy głośno oddychali i ze łzami w oczach zaczęły się ściskać, cieszyć i dziękować kierownikowi.

– Nie dziękujcie mnie, dziękujcie dyrektorowi. Wezwał mnie do siebie trzy dni temu i okropnie mnie zbeształ. Jak to jest, że taki przystojny olbrzym z rodziną nie ma mieszkania? Zresztą Adam, dzięki Tobie, w ciągu tygodnia oddano młodym chłopakom sto mieszkań, a to dopiero początek. Dyrektor nakazał wziąć tę sprawę pod kontrolę i regularnie oddawać mieszkania młodym nowożeńcom.

W ciągu kilku dni, wszystkie młode rodziny wprowadziły się do nowego domu. Jakie to było szczęście mieć własne mieszkanie. Centralne ogrzewanie, gaz, ciepła i zimna woda. Po prostu żyć i tylko się wszystkim cieszyć.

Cztery lata później w rodzinie Adama pojawił się nowy potomek, urodził się kolejny syn. Po raz kolejny okazało się, że narodził się olbrzym. Dziecko po urodzeniu miało siedemdziesiąt centymetrów długości i kiedy jego żona była jeszcze w szpitalu położniczym, kierownik ponownie wezwał Adama.

Na stole położył nowy przydział mieszkania, mężczyzna stał w oszołomieniu.

– Dyrektor dzwonił wczoraj, powiedział, że Twoja żona jest w szpitalu położniczym. Kazał przekazać Ci prezent z okazji narodzin Twojego syna. Mieszkanie trzypokojowe i bonus w postaci pięciu pensji.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − jedenaście =

Adam nigdy się nie spodziewał takiego prezentu od dyrektora swojego zakładu pracy