Kiedy dowiedziałam się, co wymyślił mój mąż, prawie go zabiłam. Bez przesady, ale tak może tylko postąpić ktoś bardzo bezmyślny.
Wiedziałam, że mój mąż Marcin, jako ojciec nie jest zbyt odpowiedzialny. Nigdy się niczym nie przejmował, nawet kiedy mój syn miał katar i kaszel w wieku czterech miesięcy, zignorował to, myśląc, że to nic takiego i samo przejdzie.
Teraz okazuje się, że w ogóle nie można mu zaufać! Przez cały ten czas wysyłałam go na spacery z wózkiem, żeby mieć trochę czasu dla siebie, kąpiel, maseczki na twarz, tego typu rzeczy.
Pewnego razu Marcin poszedł na spacer z synem, towarzyszyła mu moja koleżanka Monika, która była u mnie w odwiedzinach i postanowił ją odprowadzić. Mieli dojść pieszo do parku, a stamtąd miała pojechać tramwajem. Po drodze powiedział, że chce pójść do supermarketu i zapytał ją, czy też z nim wejdzie. Powiedziała, że tak, bo zrobi sobie zakupy.
Marcin zostawił więc wózek z dzieckiem przy wejściu i zaczął wchodzić do sklepy. Kiedy moja przyjaciółka zapytała, czemu zostawił wózek, zażartował, że nie ma się czego bać, nikt go nie ukradnie, to przecież nie rower.
Powiedzieć, że byłam zszokowany, to stanowczo za mało. Monika również była wstrząśnięta. Została przy sklepie z naszym synem i czekała na Marcina, a potem zadzwoniła do mnie z tramwaju, żeby mi wszystko opowiedzieć.
Jak przyszedł, to myślałam, że go zabiję!
– Ale o co chodzi? – zapytał zdziwiony.
Nadal nie rozumiał, w czym tkwi problem, a ja nie rozumiem, jak można być tak nieodpowiedzialnym ojcem.



