Nie cierpię starych ludzi! Są roszczeniowi i zachowują się tak, jakby wszystko im się należało!

Nie cierpię starych ludzi! Są roszczeniowi i zachowują się tak, jakby wszystko im się należało!

Zanim podzielę się swoimi odczuciami najpierw zaznaczę, że to nie jest tak, że nienawidzę starych ludzie – to tak nie wygląda, ale prawdą jest, że okropnie mnie irytuję.

Jestem z pokolenia, które nauczyło się ustępować im miejsca w transporcie publicznym lub kolejce gdziekolwiek, szanuję ich jako ludzi i nie mam nic przeciwko w ogólnym rozrachunku, ale uważam, że czasami przesadzają i za bardzo wykorzystują innych, wykorzystując do tego swój wiek.

Emeryci mają całe mnóstwo wolnego czasu, ale z jakiegoś powodu decydują się ruszać się po Warszawie dokładnie w godzinach, kiedy reszta z nas idzie do pracy czy do szkoły. W tych porach w komunikacji miejskiej zwykle panuje ścisk, a oni narzekają, że miejsca siedzące zajmuje niewychowana młodzież, która udaje, że ich nie widzi.

Pewnego razu zapytałam staruszkę z laską, która na oko była około 80-tki, dokąd jedzie o 7.30. Odpowiedziała mi, że jedzie do przyjaciółki na poranną kawę. Potem miała wrócić do domu, wziąć torby i pójść na targ po dwa pomidory i jedną cukinię. Następnie w swoich planach zakupowych miała 100 g sera i 30 g szynki.

Zdumiona zapytałam ją, dlaczego nie robi zakupów raz w tygodniu, najlepiej w jednym miejscu, zamiast jeździć na targ kilka razy w tygodniu, gdzie w dodatku jest drożej. Powiedziała, że lubi kupować produkty tylko na jeden dzień, a dzięki temu, że ma darmowe przejazdy komunikacją miejską robi to bez ograniczeń i jeździ po mieście, ile dusza zapragnie.

Mój mąż chce mieszkać na wsi, ale mnie wieś kojarzy się z nudą i wścibskimi sąsiadami, więc tego nie chcę!

Życzyłam jej zdrowia na długie lata i uprzejmie poradziłam, aby zmieniła godzinę spotkań na kawę z przyjaciółką na późniejszą, dzięki czemu uniknie tłoku w komunikacji miejskiej. Spojrzała na mnie zmrużonymi oczami i syknęła: „Ty mi nie będziesz mówić, kiedy i gdzie mam chodzić, gówniaro!“

Innym razem musiałam wyrobić sobie zaświadczenie lekarskie. Poszłam do przychodni z samego rana, aby zdążyć przed pracą. Przed drzwiami gabinetu mojego lekarza rodzinnego już ciągnęła się długa kolejka staruszków i staruszek. Przede mną była matka z dzieckiem, które najwyraźniej miało gorączkę, bo było całkowicie bezwładne w jej ramionach. Kiedy lekarka zaczęła przyjmować, żadne z seniorów z nie zaproponował matce, żeby poszła z dzieckiem pierwsza. Nie wytrzymałam już i im to wytknęłam, a oni wszyscy od razu na mnie naskoczyli krzycząc, że nic małemu nie jest, bo tylko śpi, więc jeśli by płakał, to owszem, mogliby ustapić, a tak to nikt z nich nie zamierza tego zrobić.  Dobrze, że lekarka również się wtrąciła w sytuację i wezwała do siebie matkę z dzieckiem w pierwszej kolejności. Nawet nie będę pisać, co o niej i o dziecku Ci starzy ludzie mówili! Jakby dwulatek był winien temu, że ma 39 stopni gorączki i nie poczeka, aż starsi ludzie wejdą na pogawendkę do lekarki.

Cały tydzień próbowałam wyrobić sobie to zaświadczenie, bo nieważne jak wcześnie przyszłam przed gabinet, zawsze było przede mną co najmniej sześć osób, oczywiście każda z tych osób była już grubo po 70-tce. Nie mogłam czekać, bo spóźniłabym się do pracy. W końcu poszłam do prywatnej przychofni, zapłaciłam za wizytę i problem został rozwiązany od ręki.

Zastanawiam się – czy starsi ludzie nie rozumieją, że tak jak oczekują ode mnie szacunku, tak i oni powinni okazać szacunek wobec mnie? Przecież dzięki między innymi moim podatkom mogą jeździć za darmo po mieście i mają emerytury!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 + jedenaście =

Nie cierpię starych ludzi! Są roszczeniowi i zachowują się tak, jakby wszystko im się należało!