Byłam samotną, 40-letnią pracoholiczką, ale wszsystko się zmieniło gdy pojechałam w góry

Chcę opowiedzieć Wam o płomiennej miłości, która nie ma jednak dobrego zakończenia.

Obchodziłam swoje 40-te urodziny samotnie w swoim mieszkaniu. Wtedy właśnie postanowiłam, że będę żyć taką pełnią życia oraz, że zacznę podejmować bardziej szalone i ryzykowne decyzje. Tak zaczęła się nasza płomienna miłość z Leszkiem.

Latem po moich urodzinach postanowiłam wybrać się na długie wakacje w góry. Potrzebowałam oderwać się od smutnej codzienności samotnej pracoholiczki i poznać nowych ludzi. Kiedy dotarłam do ośrodka wypoczynkowego odkryłam, że tam są praktycznie same zakochane pary! Tylko ja i pewien elegancki mężczyzna siedzieliśmy z boku patrząc zdumieni na ludzi, którzy przychodzili, obejmując się i wyraźnie będąc w sobie głęboko zakochani.

Tylko ja i ten mężczyzna nie czuliśmy się dobrze w całej tej romantycznej atmosferze. Może właśnie to dało szansę na to, żeby między nami coś zaiskrzyło. Pewnego razu los zdecydował, że poszliśmy razem po drewno na ognisko. Rozmawialiśmy, ale była między nami napięta atmosfera. W końcu nie wytrzymaliśmy i rzuciliśmy się na siebie, całując się, a potem kochając. Zniknęliśmy na kilka godzin.

Z miłości i obawy przed utratą ukochanej osoby, czekałem na nią na wycieraczce przez 10 godzin, aż zasnąłem z wycieńczenia

Przestaliśmy dopiero wtedy, gdy przez przypadek jakaś inne para nas znalazła i ze śmiechem powiedziała: „Gratulacje! Widzimy, że dołączyliście do klubu zakochanych”.

Nasze wakacje spędziliśmy głównie w łóżku, a nie na łonie natury, ale nie mieliśmy nic przeciwko temu. Wreszcie czuliśmy się ożywieni i kompletni.

Kiedy pobyt się skończył, w moim sercu zapadła ciemność. Nie mogłam sobie wyobrazić życia bez mojego Lesia. Niestety, on mieszkał na drugim końcu Polski i okazało się, że jest żonaty i ma córkę. Nie mogliśmy kontynuować naszej szalonej miłości.

Rok później skontaktowała się ze mną jego córka. Opowiedziała mi, że od lat po raz pierwszy był naprawdę szczęśliwy i uśmiechnięty. Z czasem jednak zaczął więdnąć i rozchorował się. Schorowany i z dnia na dzień upadający na zdrowiu wyznał wszystko córce i poprosił, żeby się ze mną skontaktowała. Słysząc jego głos przez telefon, moje serce zadrżało…

Płakaliśmy i pożegnaliśmy się. Podziękowałam jego córce za tę przysługę i rozłączyłam się. Dwa miesiące później Leszek zmarł. Poszłam na pogrzeb i płakałam najbardziej ze wszystkich. Mam nadzieję, że trafił w lepsze miejsce.

Nie żałuję, że go spotkałam i przeżyłam tę gorącą namiętność. Ona przywróciła mnie do życia…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 − 1 =

Byłam samotną, 40-letnią pracoholiczką, ale wszsystko się zmieniło gdy pojechałam w góry