Byłam szczęśliwa z moim mężem. Z Igorem wzięliśmy ślub z miłości i wbrew wszystkim, którzy próbowali nam przeszkodzić. Jedynymi osobami, które nas wspierały, byli nasi przyjaciele.
Przyjęli nas pod swój dach, bo ani moi, ani jego rodzice nie chcieli nas widzieć, a na wynajem mieszkania nie mieliśmy pieniędzy – wciąż byliśmy studentami. Pomieszkaliśmy u różnych przyjaciół, aż w końcu znaleźliśmy dobrą pracę i zaczęliśmyzarabiać. Za pierwszą wypłatę wynajęliśmy mały pokój, który chociaż był ciasny, to dawał nam chociaż trochę intymności i poczucia, że budujemy wspólną przyszłość od początku.
Stopniowo nasza sytuacja się poprawiała – ukończyliśmy studia, znaleźliśmy stałą pracę i powoli wszystko się ułożyło. Kupiliśmy przestronne mieszkanie, samochód, wychowaliśmy córkę. Posłaliśmy ją na studia za granicą, gdzie świetnie sobie radzi.
Byłam szczęśliwa z Igorem dlatego kiedy powiedział, że odchodzi do innej myślałam, że to żart. On się jednak nie śmiał, spakował się i odszedł. Gdy zamknął za sobą drzwi czułam, że moje serce pęka. Następnego dnia nie poszłam do pracy, nie potrafiłam nawet wstać z łóżka.
Ratunkiem okazał się nasz pies Reks. Przypominał mi, że muszę go wyprowadzić. Po raz pierwszy w życiu wyszłam na zewnątrz w dresie, nieuczesana i z zapłakanymi oczami. Kiedy wróciliśmy, znów położyłam się do łóżka. Nie miałam siły wejść do żadnego innego pokoju w mieszkaniu, bo każda rzecz przypominała mi o Igorze. Nie mogłam jeść, tylko leżałam i płakałam.
Po 25 lat temu od kiedy mój mąż wyjechał za granicę, ja ze stresu i zmartwień zachorowałam na raka
Reks też przestał jeść! Próbowałam go karmić, ale on tylko leżał na podłodze i patrzył na mnie swoimi wielkimi oczami. Odmawiał nawet wyjścia na spacer. Martwiłam się o niego, ale nagle zrozumiałam, że on zachęca mnie do tego, bym dalej żyła. Nawet przyniósł mi ręcznik, jakby mówiąc: „weź prysznic!”. Kiedy zjadłam śniadanie, on również podszedł do swojej miski i zjadł swoją porcję. Mój cichy przyjaciel dawał mi lekcję!
Stopniowo wracałam do siebie po rozstaniu. Wieczorami, kiedy nie mogłam zasnąć, Reks leżał przy moim łóżku. Głaskałam go i wtedy mogłam zasnąć. Z pomocą mojego psa zrozumiałam, że każde zdarzenie ma swój początek i koniec, i choć było to trudne, ruszyłam dalej naprzód.
Pewnego dnia, podczas spaceru z Reksem, on nagle podbiegł do nieznajomego mężczyzny, który również miał psa. Reks usiadł u jego stóp, a on go głaskał i coś do niego mówił. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie i powiedział, że widział już Reksa na spacerach, ale nie wiedział, jaką ma sympatyczną właścicielkę. Tak poznałam Radosława, a raczej Reks nas zapoznał.
Spotykaliśmy się na spacerach z psami, a później zaczęliśmy razem chodzić do kawiarni czy do restauracji. Powoli poznawaliśmy się coraz lepiej. W końcu przestałam myśleć o Igorze. Pewnej soboty wyrzuciłam wszystkie jego rzeczy, które zostawił, i nagle poczułam ulgę.
Teraz jestem z Radkiem. Jeszcze nie mieszkamy razem, nie chcemy się spieszyć. Jestem wdzięczna Reksowi za to, że pokazał mi, iż życie bez Igora może trwać dalej.

