Początek tej historii sięga połowy lat 90-tych. W tamtych trudnych czasach niewielu ludzi nie miało problemów z pracą i finansami. Kto już wtedy żył pamięta, jakie to były podłe czasy.
Moja przyjaciółka Natalia miała wtedy już około trzydziestu lat. Miała faceta od kilku lat, ale nie byli oni małżeństwem. Razem handlowali na rynku i łapali się dorywczych prac, więc pracowali dużo, a mimo tego ledwie wiązali koniec z końcem. Dopadła ich w końcu czarna passa, która zniszczyła ich relacje. Problemy się piętrzyły: urząd skarbowy miał zastrzeżenia do ich działalności, gangsterzy, udający „opiekunków” sprzedawców na targu zwiększyli „dobrowolne” opłaty, a kiedy kilka razy zdarzyło im się spóźnić z opłatami, spalili im towar.
Partner Natalii nie wytrzymał presji, zostawił ją i wyjechał za granicę. Natalia została sama, próbując dojść do siebie po tych wszystkich traumach.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie i narzekała na swoje nieszczęścia oraz brak perspektyw. Postanowiłam jej pomóc. Zrobiłam kilka kanapek, wzięłam trochę alkoholu od sąsiadki i pojechałam do niej. Nie chciałam rozmawiać w jej przygnębiającym mieszkaniu, więc zabrałam ją do parku.
Usiadłyśmy na ławce przy małym, sztucznym jeziorku. Natalia zaczęła opowiadać o swoim nieszczęściu, że nikt jej nie kocha i że nie widzi przyszłości. Po kilku łykach alkoholu trochę się rozluźniła, więc zaczęłam ją pocieszać mówiąc, że wszystko jeszcze przed nią. W pewnym momencie zauważyłam chłopca, który chwycił nasze kanapki i uciekł. Wstałam i pobiegłam za nim. Złapałam go po krótkim pościgu. Był bardzo głodny i powiedział, że chciał je dla siebie i dla swojej siostry.
Natalia zaczęła wypytywać go o siostrę i dowiedziała się, że mieszkają w pobliskim bloku, a ich matka pije i nie zajmuje się nimi. Postanowiłyśmy ich odwiedzić. Chłopiec zaprowadził nas do piwnicy, gdzie ukrywali się z siostrą przed pijaną matką. Dziewczynka natychmiast zjadła kanapki i podziękowała.
Potem poszłyśmy do ich matki, która na pytanie o to, gdzie są jej dzieci powiedziała, że nie ma żadnych dzieci, bo uciekły kilka dni wcześniej, ale dla niej to dobrze, bo ma spokój. Natalia zabrała dzieciaki do siebie, a następnego dnia zgłosiła to do opieki społecznej obiecując dzieciom, że wkrótce zamieszkają u niej na stałe.
To „wkrótce” trwało pół roku. W tym czasie matka dzieci straciła prawa rodzicielskie, a Natalia załatwiła formalności związane z adopcją. Pomogli nawet dawni „opiekunowie”, którzy mieli znajomości, więc to, że jest samotną kobietą nie stanowiło żadnego prpblemu.
Natalia szybko odnalazła się w nowej sytuacji, zaczęła także rozwijać swój nowy biznes na rynku. Po pewnym czasie poznała Władysława, który również handlował na rynku. Po krótkim czasie oświadczył się i obiecał być dobrym ojcem dla dzieci.
I tak nastał szczęśliwy koniec. Natalia i Władysław są teraz szczęśliwymi rodzicami, a Ola i Danielek mają rodzinę. Ja wciąż pozostaję przyjaciółką rodziny.

