Kiedy przeprowadziliśmy się na wieś, gdzie kupiliśmy dom z działką wydawało nam się, że to będzie nasze miejsce na ziemi. Byliśmy już z mężem przytłoczeni wielkomiejskim zgiełkiem i chcieliśmy zacząć żyć wolniej, Wszystko w nowym miejscu zaczęło się dobrze i radośnie: remontowaliśmy zakupiony dom, cieszyliśmy się z nowych korzyści i perspektyw, jakie dawało nam nowe miejsce do życia. Zaczęliśmy też poznawać okolicznych mieszkańców, ale niestety, wtedy zauważyliśmy, że nie wszystko jest takie, jak byśmy tego chcieli.
Nie wiedzieć czemu, ale sąsiedzi nas nie polubili. Mamy też koty, które też nie zostały ciepło przyjęte przez naszych sąsiadów. Dochodziło do okropnych sytuacji, np. ostatnio – sąsiad myślał że nie ma mnie w domu i widząc mojego kota, rzucił w niego dosyć sporej wielkości kamieniem. Na szczęście zwierzak się wymsknął, a sąsiad, którego zapytałam co do diaska robi tylko obruszył się i odrzekł, że dyscyplinuje mojego kota, który sika na jego rośliny doprowadza do tego, że usychają. Ja jednak widzę, że ich prawie nie podlewa, więc jesli już usychają to tylko i wyłacznie przez swoją chciwość.
Ta sytuacja jednak była dopiero pierwszym bodźcem do rozpoczęcia przez sąsiadó prawdziwej wojny między nami. W złości sąsiad postanowił otruć nasze koty, ale nie udało mu się i otruł… swojego psa. Zostawił zatrute jedzenie dla naszych kotów, ale dorwał się do niego ich pies, który niestety nie przeżył tej pomyłki.
Byłam tym zszokowana bo nie sądziłam, że ludzie mogą być tak złośliwi i chcieć pozbawić jakiejkolwiek istioty życia tylko po to, aby poczuć się lepiej i zrobić drugiej osobie przykrość. W dodatku sąsiedzi są obrzydliwi – nie mają kanalizacji i ostatnio widziałam, jak pozbywają się swoich odchodów, wlewając je do pobliskiej rzeczki. Śmieci oczywiście też wywożą do lasu. Zebraliśmy na nich dowody i zgłosiliśmy policji, ale oni powiedzieli, że co najwyżej dostaną jakąś grzywnę i nic więcej.
To naprawdę dziwni ludzie i nie wierzę, że ktoś może w ogóle tak postępować. Czy oni w ogóle mają sumienie? Zgłaszanie ich do różnych instytucji nic nie daje i nie wiemy już z mężem, co robić. Chcemy spokojnie żyć, ale przez nich jesteśmy w nieustannym stresie.

