Kilka dni temu z synem trafiliśmy do szpitala na trzy dni, ale na szczęście nie było to nic poważnego i już po trzech dniach mogliśmy wrócić do domu. Lekarz przepisał nam jeszcze receptę, którą mamy wykupić i poprosiłam o to męża, aby w czasie, kiedy czekamy na wypis, on pobiegł do apteki. Karol zaczął jednak krzyczeć i rozkazał pielęgniarce, aby to ona poszła do szpitalnej apteki i wykupiła leki, bo on jest zmęczony po pracy i nie da zrobić z siebie służącego.
Po szpitalu pojechaliśmy z synem do mojej mamy na obiad, a potem prosto mieliśmy wrócić do domu. W tym czasie mojego męża nie było ani z nami, ani w domu, ponieważ obwieścił, że zamierza spędzić trochę czasu z kolegami. Nie przyjechał po nas z synem, tylko kazał nam wracać pieszo albo autobusem. Kiedy z synem wróciliśmy do domu okazało się, że przez te trzy dni mój maż nie pozmywał nawet po sobie naczyń. Ciuchy leżały gdzie popadnie, pranie nie było zrobione, wszystko było w totalnym chaosie. Podłoga aż lepiła się z brudu. Kto by pomyślał, że można tak nabałaganić przez te kilka dni! Oczywiście gdy to zobaczyłam, od razu się wściekłam.
Po szpitalu myślałam, że odpocznę trochę z synem, mimo wszystko w miejscu, gdzie są inni pacjenci ciężko się zrelaksować, ale nie – musiałam wyszorować mieszkanie, wykąpać synka i poukładać wszystkie ciuchy, które leżały gdzie popadnie. Mąż przez ten cały ten czas się nawet nie poruszył.
Ostatnio mój mąż stał się bardzo nerwowy, chciwy i agresywny. Po kłótniach zawsze skarży się na mnie teściowej, przez co ona potem nie może mnie znieść i uważa, że to, że jej syn jest taki zdenerwowany to tylko i wyłącznie moja wina, bo się go czepiam, a on naprawdę ma ciężko w pracy i potrzebuje spokoju, a nie moich pretensji. Jestem tym zszokowana, bo naprawdę nie proszę swojego męża o wiele, a mimo to i tak jestem najgorszą kobietą na świecie.

