Ożeniłem się z kobietą z dwojgiem dzieci. Starsze jej dziecko ma 20 lat, a młodsze 9 lat. Mieszkamy razem prawie od 4 lata. Wcześniej, kiedy dopiero wprowadziłem się do mojej obecnej żony, ja z Magdą mieszkaliśmy u mnie, a jej dzieci mieszkały z jej rodzicami. Moje stosunki z dziećmi nie były najgorsze. Sam mam dwie córki z poprzedniego małżeństwa i one wraz z synami mojej obecnej żony poznali się i mieli normalny kontakt. Wszystko wydawało się układać. Tak się jednak złożyło, że podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do innego kraju i teraz żyjemy wszyscy pod jednym dachem – ja, żona, jej synowie oraz moi teściowie.
Kiedy zaczęliśmy razem mieszkać, starszy syn mojej żony Rafał zaczął się ze mną regularnie kłócić. Jeśli o coś jgo zapytam to albo po prostu mi nie odpowiada, albo robi to w bardzo niegrzeczny sposób. Kilka razy już miałem tego dość i skarżyłem się na tę całą sytuację żonie, ale ona mówiła, żebym był cierpliwy i wszystko się jakoś ułoży. Minął nam rok w obcym kraju, a starszy syn żony ani nie pracuje, ani się nie uczy. Nowy kraj, nowy język, ale nie widać u niego żadnych chęci na zmianę. Całymi dniami po prostu siedzi w swoim pokoju i ogląda jakieś głupie seriale. Kilka razy mówiłem żonie, żeby Rafał nauczył się języka i znalazł pracę, ale to nic nie daje, bo żona go broni, a do tego teściowa jest także po stronie wnuka. Kocham moją żonę i ona mnie też, ale mimo tego wciąż broni syna i nie widzi, jak to destrukcyjnie wpływa na całą naszą rodzinę. Na dodatek Rafał zwraca młodszego syna przeciwko mnie i on też zaczyna coraz częściej się buntować.
W końcu nie mogłem się powstrzymać i powiedziałem Rafałowi, że jeśli coś mu nie pasuje, to może zabrać swoje rzeczy i się wynieść, w końcu jest dorosły. Moja żona słysząc to oburzyła się i powiedziała, że skoro nie potrzebuję jej dziecka, to zapewne nie potrzebuję też jej i jeśli Rafał się wyprowadzi, to ona z nim i z młodszym synem także się wyniesie. Oczywiście koniec końców nikt się znikąd nie wyprowadził, bo żona dobrze wie, że sama nie będzie w stanie utrzymać siebie, swoich dzieci i teściów.
Jej syn od tamtej pory coraz częściej mnie prowokuje do kłótni. Oczywiście powstrzymuję się i staram się nie ulegać wszystkim jego prowokacjom, ale boję się, że w końcu stracę panowanie nad sobą i że przez to nasza rodzina po prostu się rozpadnie.

