Kiedy moja córka poznała i zakochała się w rozwodniku, byłam od razu przeciwna temu związkowi. Ten jej wybranek, Janek, miał już wówczas dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa. I chociaż moja córka miała już 32 lata, nie chciałam dla niej takiego męża, który większość pieniędzy wydawałby na swoje dzieci z pierwszego małżeństwa. Poza tym Janek mówił, że co weekend spotyka się z nimi, więc co to za związek, kiedy facet poświęcałyby mniej czasu swojej aktualnej kobiecie, niż swoim dzieciakom z pierwszego małżeństwa. Córka jednak nie chciała słuchać żadnych argumentów i bardzo już chciała wyjść za mąż.
Jednak bardzo się myliłam co do mojego zięcia. Okazało się, że wcale nie potrzebował dzieci i przestał się z nimi spotykać. Zmienił też pracę i okazało się, że jego pensja jest teraz mniejsza (pewnie resztę dostawał „pod stołem”), więc alimenty na dzieci zmieniono na mniejsze, w zasadzie to były niewielkie. Cwaniak! Przestał się też ogóle interesować swoimi dziećmi i przez 6 lat życia z moją córką nigdy ich nie odwiedził.
Po tym wszystkim, co rodzina zrobiła dla Alicji, ona nawet nie zaprosiła ich na swój ślub
Być może to też robota mojej córki, bo ona bardzo ucieszyła się, że ich wspólny syn nie ma żadnych „konkurentów” i zarówno czas, jak i pieniądze były przeznaczane na mojego wnuka, a nie na resztę dzieci. Ja już jednak wiedziałam, że i to dziecko kiedyś mu się znudzi, i że to nie jest dobry kandydat na męża.
Z czasem moje przewidzenia stały się prawdą, coraz rzadziej bywał w domu, coraz mniej czasu spędzał z dzieckiem, poza tym nie chciał dawać córce pieniędzy na życie. Nie przychodziłam do nich w odwiedziny, a wnuka widziałam tylko wtedy, gdy córka z nim do mnie przychodziła. Ona jednak też nie przychodziła bezinteresownie, tylko po to, aby przy okazji wyżebrać ode mnie pieniądze. Na początku pomagałam jej, ale potem uznałam, że będę kupować dziecku tylko ubranka i jedzenie, bo pieniądze i tak pewnie nie idą na niego. Powiedziałam jej, że ma męża, który powinien ponosić odpowiedzialność za rodzinę i ją utrzymywać.
Zięć zaczął zdradzać córkę i stwarzał coraz bardziej napiętą atmosferę w ich domu. Powiedziałam jej, że to dobry moment, aby podjąć decyzję o rozwodzie, ale ona nie chciała podejmować tego kroku, żeby dziecko miało ojca. Zięć jednak szybciej podjął decyzję i z dnia na dzień spakował rzeczy, wyprowadził się, a potem zawnioskował o rozwód. Nie trzeba dodawać, że płaci na dziecko grosze, nie widział go od roku i nigdy do niego nawet nie zadzwonił. Mimo tego cieszę się, że odszedł. Lepiej być samej niż z takim mężem.

