Zawsze mnie dziwiło, że moja mama nie miała żadnych przyjaciółek. Owszem, miała jakieś koleżanki w pracy czy z sąsiedztwa, z którymi od czasu do czasu rozmawiała, była z nimi w dosyć dobrych relacjach, ale z nikim nie była blisko. Nie dzieliła się z nikim swoimi tajemnicami i doświadczeniami, większość rzeczy trzymała w sobie. Dopiero z czasem zrozumiałam, że prawdziwej przyjaźni nie ma, a ona o tym dobrze wiedziała od zawsze. Ja niestety musiałam przekonać się o tym sama i to na podstawie własnego, smutnego doświadczenia.
Miałam bliską przyjaciółkę, którą znałam od dzieciństwa. Co jakiś czas los nas rozdzielał, ale nadal się ze sobą komunikowałyśmy i starałyśmy się dbać o naszą relację regularnie dzwoniąc do siebie, spotykając się na żywo albo dzięki kamerkom internetowym. Zawsze dzieliłyśmy się ze sobą najintymniejszymi sprawami i szczegółami z naszego życia. Sama nawet nie zauważyłam, jak w jednym momencie to wszystko po prostu się zamieniło.
Praktycznie z dnia na dzień przyjaciółka zmieniła swój stosunek do mnie. Podczas rozmów wbijała mi przysłowiowe szpilki, rzucała okropne beztroskie uwagi na temat mojego męża i dziecka, mimo że mam naprawdę cudowną rodzinę i nigdy nie powiedziałam na nich złego słowa. Krytykowała moje zakupy, sposób urządzenia mieszkania, a kiedy chwaliłam się jej jakimiś osiągnięciami w pracy, to strofowała mnie i mówiła, że nie mam się z czego cieszyć.
Dla mojej mamy niepotrzebne i stare rzeczy są cenniejsze niż jej własna córka
Przez to czułam się bardzo źle, było mi po prostu przykro. Jej jakoś nie układało się w życiu zarówno rodzinnym, jak i zawodowym, oprócz mnie nie miała nikogo. Z biegiem lat nasze zainteresowania i cele stały się różne. Bardzo trudno mi się teraz z nią porozumieć, ale wciąż mam nadzieję, że nasza przyjaźń będzie jeszcze wyglądać tak, jak kiedyś.
Ostatnio jednak przypomniały mi się słowa mojej mamy, że najlepszymi przyjaciółmi dla samych siebie jesteśmy sami. Żadnych plotek, żadnych rozczarowań, żadnych flirtów z mężem. Teraz się z nią zgadzam i ją rozumiem.

