Mój mąż widząc, że nie mam czasu na gotowanie, zamiast mi pomóc, zaczął jadać u mamy…

Mój mąż widząc, że nie mam czasu na gotowanie, zamiast mi pomóc, zaczął jadać u mamy...

Rok temu na świat przyszło pierwsze dziecko w naszej rodzinie. Oczywiście trzeba było dla niego wszystko zmienić w naszej rodzinie, łącznie ze sposobem żywienia. O ile wcześniej napełniałam lodówkę różnymi, samodzielnie przygotowanymi daniami podawanymi mężowi na świeżo, to wraz z pojawieniem się na świecie dziecka nie miałam już tak dużo czasu na siedzenie w kuchni. Mój syn przez pierwsze pół roku bardzo źle spał w nocy, chodziłam jak zombie marząc o miejscu, w którym mogłabym się zdrzemnąć choć na godzinę, a o kulinarnych rozkoszach nawet nie myślałam, przerzucając się chwilowo na półprodukty z supermarketu.

Mojemu mężowi wcale nie podobały się te zmiany. Po około miesiąca jedzenia gotowych pierogów, kotletów czy kopytek pewnego razu wypowiedział dziwne zdanie:

– Trzeba coś z tym zrobić…

Nie zagłębiałam się wtedy w sens jego słów, nie miałam czasu na filozofowanie, ale następnego dnia mój mąż już dał wyraz temu, co miał na myśli i pojechał po pracy na obiad do mamy. Patrząc na zegarek i zdając sobie sprawę, że mój mąż się spóźnia, zadzwoniłam do niego i usłyszałam:

– Jadłem u mamy, a teraz siedzimy i rozmawiamy sobie…

Mąż wrócił do domu około dziewiątej wieczorem i widząc mój zły nastrój, powiedział:

„Wy jesteście żebrakami, a dziadek ma fajny samochód”. – Powiedział mój syn, pakując swoje rzeczy. Wtedy zrozumiałam, że teściowa zabrała mi syna.

– Czemu się denerwujesz? Nie masz czasu mnie porządnie nakarmić, to pojechałem do mamy, bo mam już dość tych pierogów niewiadomego pochodzenia. Poza tym spędziłem z mamą trochę czasu, więc wyszła z tego dodatkowa korzyść.

No tak, dla mamy znalazł czas, ale dla mnie i dla dziecka to już go nie miał! Oczywiście powiedziałam ukochanemu, co o tym myślę, ale on miał to gdzieś:

– To od Ciebie zależy, jak będzie. Kiedy znów będziesz miała czas na ugotowanie normalnego, domowego jedzenia, to będę jak zawsze przyjeżdżał na obiady po pracy.

Tak jest więc u nas od tamtej pory: cały dzień kręcę się z dzieckiem jak chomik w kole, nie bardzo mam czas nawet, żeby samej zjeść, ale muszę męczyć się i gotować codziennie wieży obiad, bo inaczej potem nie zobaczę męża w domu aż do późnego wieczora, a i jeszcze nasłucham się wszystkiego co najgorsze.

Wydaje mi się, że teściowa mogłaby zrozumieć, że jest mi ciężko z dzieckiem, a nawet pomóc, ale nie, ona woli podjudzać męża i jeszcze mnie oczerniać. Patrząc na to wszystko chyba w ogóle przestanę gotować – niech mama nadal go karmi!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 8 =

Mój mąż widząc, że nie mam czasu na gotowanie, zamiast mi pomóc, zaczął jadać u mamy…