Dzięki wyjazdowi za granicę mam wygodne życie, ale czegoś jednak mi brakuje. Zastanawiam się, czy podjąć decyzję o powrocie

Dobrze tam, gdzie nas nie ma, czyli o życiu na emigracja

Mam na imię Daria i obecnie mam 38 lat. Od lat już mieszkam w mieście, ale czasami przyjeżdżam w odwiedzinach do rodziny.

Wyjechałam do Niemiec dokładnie 10 lat temu. Zdecydowałam się na to w momencie, w którym musiałam jeździć z pracy do pracy, bo i tak nie było mnie stać na życie mimo dobrego zawodu. Trzeba było z czegoś żyć, a skoro nie dało się w kraju, to razem z mężem zdecydowaliśmy o wyjeździe za granicę. Wiedzieliśmy, że na początku może będzie nam trudno, ale z czasem wszystko się poukłada i będziemy godnie żyć, a nie tak jak tutaj. Kiedy więc nasz syn skończył szkołę podstawową, wprowadziliśmy plan w życie.

Niemcy nie byli dla nas ani dobrzy, ani źli, ot, traktowali nas tak jak wszystkich. Udało się nam wynająć jakieś małe mieszkanie, w międzyczasie uczyliśmy się języka i pracowaliśmy. Przez jakiś czas nawet żyliśmy tylko z zasiłku, bo to okazało się bardziej opłacalne, siedzieliśmy w domu i jeszcze intensywniej uczyliśmy się języka, dzięki temu po dwóch latach mogliśmy zacząć pracować w swoim wyuczonym zawodzie. W międzyczasie na świat przyszło nasze drugie dziecko i wtedy mąż jakoś się załamał, zaczął pić. Musiałam wówczas znowu pracować na dwóch etatach, więc poczułam się jak w Polsce. Chciałam nawet wrócić, ale powstrzymało mnie przed tym to, że dzieciom może będzie tutaj lepiej zacząć dorosłe życie. Starszy syn ma już 19 lat i ukończył liceum, niedawno zaczął też studia. Wszystko w języku niemieckim. Świetnie się uczy, dlatego dostał wysokie stypendium, dzięki któremu wynajął pokój w mieszkaniu znajdującym się blisko uczelni.

Dziewczyno, przepraszam, upuściłaś pięćset złotych. Historia o tym, jak uciekłem z niebezpiecznej sytuacji.

Niestety, jest trochę minusów życia na emigracji. Nasz młodszy syn w ogóle nie zna języka polskiego, mimo że staraliśmy się od początku, aby słyszał polski i go używał. To oznacza, że za 10 lat pewnie w ogóle zapomni, skąd pochodzi. Po drugie, moja mama zaczęła chorować, przydałoby się, aby ktoś jej pomógł, a ja nie mogę za często opuszczać Niemiec przez pracę. Mam zaledwie 26 dni wolnych, to o wcale nie jest dużo. Przeraża mnie to, że któregoś dnia mogę się po prostu dowiedzieć, że ona już nie żyje. Po trzecie tak po ludzku chciałabym wrócić do domu, bo za nim bardzo tęsknię, tutaj wcale nie jestem szczęśliwa.

Nie narzekam, bo żyje się nam tutaj dobrze. Na szczęście mąż przestał pić, znowu pracuje i na wszystko nas stać, a mimo tego czuję jakąś pustkę. Chciałabym znowu poczuć się jak u siebie, a nie jak obcy człowiek, bo mimo wszystko wciąż się tak tutaj czuję.

Wydaje mi się, że czasami tam, gdzie nas nie ma wydaje się być lepiej, choć wcale tak nie jest.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × jeden =

Dzięki wyjazdowi za granicę mam wygodne życie, ale czegoś jednak mi brakuje. Zastanawiam się, czy podjąć decyzję o powrocie